Tydzień Baby: Wakacyjne radości i nerwy

    Tydzień Baby: Wakacyjne radości i nerwy

    Zdjęcie autora materiału

    Kamilla Placko-Wozińska

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Opalone takie wracają koleżanki z urlopów. Zdjęcia pokazują. W pozach wdzięcznych na plaży, łódce czy tarasie z widokiem na morze. Ale teraz to one na babę zazdrośnie łypią, bo ona właśnie urlop zaczyna. Zasłużony bardzo, bo oprócz zadań różnych zawodowych, to jeszcze 152 słoiki ogórków kiszonych zrobiła i 41 warszawskich.
    Tydzień Baby: Wakacyjne radości i nerwy
    – Powariowałaś babo! – dziad, co ogórków nie jada specjalnie komentuje. – Sama sobie roboty wymyślasz, to zmęczona jesteś, jak wyprasować coś mi trzeba…

    Dziecko za babą się ujęło. Że ono to słoików weźmie sporo. I że baba jeszcze robić ma, ale kiszone tylko. Mama baby za to o warszawskie się dopomina. Linię produkcyjną więc baba do wyjazdu samego trzymać pewnie będzie. Obowiązek urlopowych przygotowań na dziada więc spadł. I niby cały czas się nimi zajmuje, ale inaczej całkiem, niż baba by chciała. Sama więc pewnie sprawdzić będzie musiała, czy namiot cały jest i materace też. Dziad trasę wytycza.

    – Dziadzie, źle to robisz – baba pouczyła. – Popatrz, jezioro takie wielkie po drodze mamy, a ty je ominąć zamierzasz.

    – Wszystkiego babo się nie da podczas urlopu jednego – wyjaśnił. – Omijamy jezioro, co by kościół czternastowieczny na trasie mieć.

    I zdjęcia pokazywać zaraz zaczął, jaki to piękny obiekt jest i skarby jakie w postaci nastaw ołtarzowych kryje. Ustąpiła więc baba, ale jak wyszło na to, że i ocean dla muzeum pominąć mają, to się zbuntowała.

    – No dobrze, na chwilę na plażę jakąś podjedziemy może – dziad ustąpił w końcu.

    – Ty będziesz po kościołach zagranicznych latać, a ja to mimo pracy odpocznę – przyjaciółka, co pierwszy raz córkę na obóz posłała, rozmarzyła się. – Na Stary chodzić będę, do kin plenerowych i zwykłych, na koncerty… A w domu spokój jaki będzie!

    Ale nie był. Dnia drugiego przyjaciółka do baby wpadła, że głowy do żadnego pubu ani kina nie ma, bo od zmysłów odchodzi. Dwunastolatka nie dzwoni, nie pisze, a w dodatku telefon wyłączony ma. Jak już wszystkie obawy wyłuszczyła, córka zadzwoniła. Że telefony to druhna zabiera i na godzinę daje tylko. Baba, że to dobrze, że niech dzieci od komórek odpoczną. Koleżanka, że może zabierają, bo coś złego pociechom robią… Jakby na potwierdzenie obaw owych SMS przyszedł - „Nie zdążyłam powiedzieć, jak w nocy przed druhem uciekałyśmy, to ledwo zdążyłam...”.

    – Boże… – przyjaciółka ledwo wydukała. Ale na szczęście druga wiadomość przyszła, że to podchody były i w ogóle super jest.

    Dzień trzeci też koleżanka u baby spędziła, bo nerwy nią targały, co z dzieckiem, które na obozie spływ kajakowy mieć miało.

    Czwarty dzień spokojniejszy dopiero się okazał, jak w stronę Starego Rynku zmierzały, SMS przyszedł, że koleżanki fajne w sali córka ma, że na koniach jeżdżą wszystkie. Uspokojona przyjaciółka odpisując na wypadek wszelki, pouczyła dziecko, że na koniach to ostrożnie trzeba i na basenie też. Ledwo do ploteczek przystępować zaczęły, sygnał SMS-u u koleżanki znów się odezwał. „ Spoko, matka – córka pisała. – Skąd niby basen i konie w szpitalu????”.

    Czytaj także

      Komentarze (1)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Dziękuję

      Kasia (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 1

      Bardzo Pani dziękuję za Pani felietony i za umiejętność spojrzenia na zwykłe, codzienne sytuacje z przymrużeniem oka. Od lat odczuwam tę samą przyjemność, czytając kolejny "Tydzień Baby".

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama