Czy żubr jest podobny do dzika?

    Czy żubr jest podobny do dzika?

    Robert Domżał

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Dwa żubry i łoś to najokazalsze trofea wielkopolskich myśliwych w 2010 r. Niestety, obydwa gatunki są pod ochroną. Dlaczego je skłusowano, pisze Robert Domżał.
    Myśliwi doskonale wiedzą, gdzie mogą spodziewać się spotkania z żubrami

    Myśliwi doskonale wiedzą, gdzie mogą spodziewać się spotkania z żubrami ©ARKADIUSZ ŁAWRYWIANIEC

    W Wielkopolsce jest blisko pięć tysięcy myśliwych, a prokuratura prowadzi tyko trzy sprawy o kłusownictwo - mówią jakby na usprawiedliwienie przedstawiciele Polskiego Związku Łowieckiego w Poznaniu i dodają, że przecież na Kujawach myśliwy zastrzelił na polowaniu oślicę.

    Stefan Wojciechowski, komendant wojewódzki Państwowej Straży Łowieckiej, niechętnie mówi o przypadkach kłusownictwa. Woli opowiadać o zagrożeniach, jakie czyhają na zwierzynę ze strony watah dzikich psów oraz... zdziczałych kotów.

    Czy to oznacza, że żubry nie są zagrożone przez człowieka? W Polsce jest ich zaledwie 650 sztuk. Są pod ścisłą ochroną. Wpisano je do Czerwonej Księgi wydawanej przez Międzynarodową Unię Ochrony Przyrody i Jej Zasobów. W Wielkopolsce na wolności mamy zaledwie kilka stad. Zobaczyć można je w Konińskiem i na pograniczu Wielkopolski i województwa zachodniopomorskiego.

    - Myśliwi doskonale wiedzą, gdzie mogą spodziewać się spotkania z żubrami. Jest tak, ponieważ żyjące tam zwierzęta są monitorowane przy pomocy obroży telemetrycznych. Założyli je żubrom członkowie Zachodniopomorskiego Towarzystwa Przyrodniczego. Na terenie Nadleśnictwa Mirosławiec, gdzie do tej pory danych z telemetrii GPS było niewiele, obecnie pracuje pięć obroży GPS. Dzięki temu wiadomo, gdzie poszczególne stada europejskich bizonów lubią przebywać w różnych porach roku - wyjaśnia Magdalena Tracz z ZTP.

    Dane o wędrówkach przelewane są na dostępne myśliwym mapy. Wiedzą więc oni, gdzie powinni spodziewać się króla puszczy. Oczywiście w niektórych okresach poszczególne osobniki chodzą pojedynczo, taka jest ich natura, ale na myśliwych spoczywa obowiązek bycia uważnym i rozpoznania celu przed naciśnięciem spustu. I właśnie w okolicach Mirosławca wielkopolscy myśliwi ustrzelili aż dwa żubry.

    W styczniu, 21-letni mężczyzna pomylił żubra z dzikiem. Ponoć zwierzę znajdowało się w obniżeniu terenu. Strzelec będący na leśnym dukcie, dostrzegł grzbiet samicy żubra, ale sądził, że to dzik. Krowa żubra stała w średnio oświetlonym, sosnowym lesie. Wokół leżał śnieg. Strzał z breneki, czyli amunicji używanej do strzelania na krótkich dystansach, do około 40 m, był na tyle celny, że od razu powalił dziewięcioletnią krowę żubra. "Jednoroga", jak nazywali żubrzycę jej opiekunowie z Zachodniopomorskiego Towarzystwa Przyrodniczego, przywieziona została z Białowieży. Na swoim nowym terenie wydała na świat trzy cielęta, które osierociła. W polowaniu uczestniczyło 30 myśliwych. Sprawca sam złożył rezygnację z przynależności do Polskiego Związku Łowieckiego.
    30 lipca, tym razem na indywidualnym polowaniu na dziki, inny myśliwy zastrzelił żubra byka. Poćwiartował następnie ważące około 800 kg zwierzę i próbował je ukryć w wykopanym w lesie dole. Rano zgłosił się jednak na policję, informując o zabiciu żubra.

    Wyjaśniane są też okoliczności, w jakich doszło do zabicia łosia. Stało się to w lasach w okolicach Międzychodu.

    Dlaczego strzelający nie rozpoznali celu? - Czasami myśliwy widzi oczami wyobraźni - tłumaczy Stefan Wojciechowski, komendant wojewódzki PSŁ. Teoretycznie sprawcy grozi pięć lat pozbawienia wolności. Budżet państwa może zażądać 14 tys. zł za zabite zwierzę oraz kolejnych 7 tys. zł za poroże. Za skłusowaną żubrzycę wojewoda zachodniopomorski jako reprezentant Skarbu Państwa może zażądać od wielkopolskiego myśliwego nawet 484,5 tys. zł.

    Pierwszy z trzech przypadków kłusownictwa został już osądzony. Sąd Rejonowy w Wałczu uznał, że myśliwy nie zachował ostrożności na polowaniu i wyrządził istotną szkodę w środowisku naturalnym. Skazał więc młodego mężczyznę na przepadek pocisku, zapłatę kosztów postępowania administracyjnego oraz cztery miesiące ograniczenia wolności. W tym czasie będzie on musiał wykonywać prace na cele społeczne.

    A co z pół milionem, na jaki rzeczoznawca szacował wartość króla puszczy? - Skarb Państwa może dochodzić tej kwoty od byłego już myśliwego w drodze postępowania cywilnego - wyjaśnia szef wałeckiej prokuratury Tadeusz Mikucki. W imieniu Skarbu Państwa przeciwko byłemu już myśliwemu musiałby wystąpić wojewoda zachodniopomorski.

    Czy myśliwy, który zastrzelił i poćwiartował żubra, będzie potraktowany tak jak sprawca styczniowego wypadku? Jak mówi prokurator Tadeusz Mikucki, wałecka prokuratura zakończy postępowanie w tym miesiącu. Czy zostanie postawiony akt oskarżenia i jak ewentualnie będzie on brzmiał, jeszcze nie wiadomo. Z kolei dochodzenie w sprawie zastrzelenia trzeciego cennego zwierzęcia, tym razem łosia w okolicach Międzychodu, jeszcze trwa.

    - Mimo że w tym roku ustrzelono żubra nawet w Białowieży, można powiedzieć, że jest lepiej niż kiedyś. Przed laty o takich zdarzeniach nie mówiłoby się nigdzie, poza środowiskiem myśliwych i wsią, w pobliżu której było polowanie. Dzisiaj takie zdarzenia wychodzą na światło dzienne - mówi Magda Tracz.

    Czy jednak św. Hubert, patron polujących, pochwaliłby takie zachowania myśliwych? Z pewnością wyżej oceniłby tych, którzy przyczyniają się do zmniejszenia zagrożenie ze strony lisów. Szacuje się, że w kraju jest około 200 tysięcy tych drapieżników. W powiatach kościańskim, nowotomyskim, pleszewskim, gostyńskim, rawickim, wolsztyńskim i szamo-tulskim przeprowadzane są konkursy o tytuł: "Lisiarza". Koła łowieckie, które w największym stopniu zmniejszą ilość lisów na swoim terytorium, otrzymują w nagrodę urządzenia ułatwiające redukcję lisa. Myśliwi otrzymują pozwolenia na odstrzał na przykład danieli czy muflonów.

    Zmniejszenie liczby lisów jest niezbędne, ponieważ zagraża on ptactwu, sarnom i ludziom. Po latach rozrzucania szczepionki przeciwko wściekliźnie doszło do swoistego absurdu. Lisy nie mają wścieklizny, ale połowa populacji ma tasiemca bąblowcowego. Człowiek łatwo może się nim zarazić. Wystarczy, by zjadł jagody skażone lisimi odchodami. W odchodach są jaja tasiemca. Lis może zostawić swoje ślady na truskawkach. Jedynym więc lekarstwem jest mycie owoców przed spożyciem i intensywniejszy odstrzał rudych drapieżników. Intensywniejszy, bo obecnie odstrzeliwuje się ich pięć razy tyle, co w latach 80. Byle tylko nikt nie pomylił lisa z żubrem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Magazyn

    Wideo