Leszno: Taksówkarze założyli stowarzyszenie. Chcą pozbyć się...

    Leszno: Taksówkarze założyli stowarzyszenie. Chcą pozbyć się lewych taksówek

    Daniel Andruszkiewicz

    Głos Wielkopolski

    Głos Wielkopolski

    Jeżdżą bez włączonych taksometrów, bez uprawnień, czasami nawet ciążą na nich wyroki karne, ale mimo to wożą pasażerów po ulicach miasta i w dalsze trasy. Tak wygląda szara strefa leszczyńskich taksówkarzy, z którymi chcą walczyć uczciwi przedstawiciele tej branży. Właśnie dlatego założyli stowarzyszenie, zamierzają współpracować z mundurowymi i urzędnikami, by na dobre wyeliminować nieuczciwą konkurencję z rynku.
    Stowarzyszenie Taksówkarzy Leszczyńskich działa od niespełna miesiąca, ale w ciągu tego czasu przystąpiło do niego już 32 kierowców - zarówno tych niezrzeszonych, jak i pracujących w różnych korporacjach. Popierają ich również taksówkarze ze Zrzeszenia Transportu Prywatnego. Biorąc pod uwagę liczbę wydanych przez magistrat koncesji, to siły połączyła około jedna czwarta przedstawicieli tej branży jeżdżących po Lesznie.


    - Kierowcy popierają nas i nasze inicjatywy, bo wiedzą, że nieuczciwa konkurencja działa na szkodę wszystkich taksówkarzy. Będziemy walczyć z tymi, którzy omijają przepisy i nie wożą kas, nie włączają taksometrów i zatrudniają osoby skazane prawomocnymi wyrokami, co jest niezgodne z prawem. Najgorsze jest to, że nikt tego nie kontroluje. Jeśli są przeprowadzane akcje, to nie przynoszą żadnych efektów - wyjaśnia Andrzej Juszczak, prezes STL.

    Jak mówią sami kierowcy, sposobów na przekręty jest w tej branży bardzo wiele. Właściciele niektórych korporacji sami nawet instruują pracowników, by nie włączali taksometrów, dzięki czemu omijają przekroczenie progu podatkowego i zostanie płatnikiem Vat-u. "Lewych" kursów nie sposób ewidencjonować, ale musi się opłacać, skoro przedsiębiorcy praktykują takie metody. Tracą na tym oczywiście klienci, którzy nierzadko płacą za usługę więcej niż w legalnej taksówce. Ci, którzy chcą zaoszczędzić, korzystają z nielicencjonowanych taksówek. W ostatnim czasie po Lesznie zaczęło jeździć kilkanaście takich wozów. Szukają klientów głównie w nocy pod popularnymi dyskotekami czy lokalami. Bywa, że na czas pracy oklejają swoje prywatne samochody tak, by przypominały prawdziwe taksówki, a na dachu montują podrobionego koguta.

    - Psują nam robotę - potwierdza Zbigniew Rote, współwłaściciel leszczyńskiej firmy Tele Taxi. - Wiemy, że bez taksometrów jeżdżą emeryci, renciści, a nawet byli policjanci lub wojskowi. Nie płacą podatków i przez to mogą zaniżać wartość kursów. Bywa, że dzwonią do nas niezadowoleni klienci i pytają, dlaczego muszą zapłacić aż tyle, jeśli inną "taksówką" jechali za połowę tej ceny.

    Właśnie takie praktyki zamierzają piętnować członkowie stowarzyszenia. Mają nadzieję, że przy współpracy policji, straży miejskiej oraz urzędników, uda się choć częściowo wyeliminować nieuczciwą konkurencję.

    - Będziemy wskazywać, które samochody powinny zostać skontrolowane i co powinno zostać sprawdzone. Dobrze wiemy, a niekiedy przypuszczamy, kto jeździ bez uprawnień lub nie drukuje paragonów - zapewnia Juszczak. - Albo się to zmieni, albo oszuści będą musieli liczyć się z wysokimi grzywnami lub nawet cofnięciem licencji.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Magazyn

    Wideo