Poznań polubił ambitny jazz. Zobacz film

    Poznań polubił ambitny jazz. Zobacz film

    Jacek Sobczyński, Marek Zaradniak

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Nie wiadomo, kto na weekendowym, festiwalowym maratonie w Poznaniu zyskał najwięcej. Ci, którzy wybrali się na Tzadika, widzowie Asian American Festivalu, a może delikwenci, którzy zawitali i tu i tam, omijając jednocześnie część nakładających się koncertów? Wiadomo natomiast, że stracili ci, którzy przegapili obie imprezy, pełne świetnej muzyki improwizowanej.
    O Poznaniu niegdyś mówiło się, że był miastem wielokulturowym. Przez całe lata mieszkali tu obok siebie Polacy, Niemcy i Żydzi. Piosenki tych ostatnich przypomniała w projekcie "Kołysanki na wieczny sen" podczas Tzadika poznańska wokalistka Lena Piękniewska. Wsparli ją w tym zespół Soundcheck, Maciej Filipczuk oraz Arek Romański, który przygotował zdjęcia towarzyszące muzyce na wielkim ekranie. Ukazały one tych, którzy kiedyś chodzili tymi ulicami, czyli poznańskich Żydów. O zainteresowaniu projektem świadczy fakt, że na długo przed koncertem przed bramą podwórka przy ul. Dominikańskiej (gdzie odbywał się występ) ustawiła się długa kolejka. Kameralny jazz i dwujęzyczne teksty wytworzyły niepowtarzalny klimat.

    Warto było pójść również na koncert znanych już z wcześniejszych edycji tego festiwalu grupy Cukunft i akordeonisty Yvesa Weyha. Kaskada dźwięków, jaka popłynęła z estrady szczególnie w wykonaniu klarnecistów, choć głośna, nie zagłuszyła żydowskich melodii. Nie wszystkim natomiast podobał się wspólny występ gitarzysty Tima Sparksa i grupy muzyków kierowanej przez gitarzystę Raphaela Rogińskiego. Ciężkie brzmienie sprawiało, że niepowtarzalny klimat muzyki żydowskiej gdzieś ginął. Zaskoczenia? Na pewno świetny, kameralny koncert Tribute To Django Reinhardt, energiczny występ łączącej dźwięki żydowskie z muzyką Bałkan kapeli Neofarius oraz spontaniczne, nocne jam sessions w klubie Dragon.



    Bardzo dużą popularnością wśród poznańskich widzów cieszyły się najważniejsze koncerty odbywającego się równolegle z Tzadikiem Asian American Festivalu. Obawy o to, czy uliczny gwar nie zagłuszy subtelnej, bądź co bądź, muzyki okazały się nietrafione. Zadbali o to sami artyści, którzy zdefiniowali chicagowski jazz z pasją i olbrzymią energią. W piątek festiwal otwarło trio saksofonisty Francisa Wonga. Sporo korzennego jazzu oraz intrygujące, orientalne wstawki - to zapamiętamy z kolejnej poznańskiej wizyty Wonga.

    O sobotnim, bluesowym koncercie grupy Jimmy'ego Burnsa pisaliśmy na naszych łamach wczoraj. Z kolei do miejskiego, ocierającego się o muzykę lounge jazzu odwoływał się finałowy występ formacji Japanese Blues, dowodzonej przez pianistkę Yoko Noge. Skoro nazwa grupy odsyła do bluesa, skąd zatem lounge'owe rytmy? To dowód na wszechstronność muzyków, zmieniających style i tempo utworów z dużą częstotliwością. Świetna pogoda pomogła - koncertu słuchało się po prostu znakomicie.

    Stąd prośba do organizatorów obu imprez - przed przyszłorocznymi edycjami naprawdę warto się dogadać i rozbić dwa festiwale na dwa tygodnie. W przeciwnym razie potencjalny widz musi zadać sobie pytanie rodem z, notabene, klasycznego, żydowskiego kawału - ile na tym mogę stracić? W tym przypadku - koncertów.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Magazyn

    Wideo