Jesteś barwnym motylem

    Jesteś barwnym motylem

    Zdjęcie autora materiału

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Znając słabe strony córki, równoważyli je swoją miłością. Mówili jej, że musi mieć marzenia i może je spełniać. Mieli szczęście trafić na nauczycieli, którzy pracują z pasją. Nigdy nie odbierali im wiary, że Aśka może skończyć szkołę z dobrymi notami, a przecież pierwsze diagnozy brzmiały, że nie będzie chodzić i mówić - opowieści Jolanty Kunickiej wysłuchała Bogna Kisiel
    Spartanie zrzucali chore dzieci ze skały, nie komplikując sobie życia. My, rodzice z XXI wieku walczymy, by społeczeństwo ich nie odrzucało. Nie każdy potrafi sobie poradzić, gdy zamiast pięknego i zdrowego dziecka, rodzi się piękne, ale z problemami. Zdarza się, że diagnoza lekarska przerasta możliwości psychiczne rodziców. Nasza rodzina przeszła długą i cierniową drogą, ale spotkaliśmy na niej ludzi bezinteresownie życzliwych. Te doświadczenia spowodowały, że zmieniłam zdanie o nauczycielach, pedagogach i psychologach szkolnych. Dzisiaj nasza córka Joasia ma 13 lat i właśnie kończy szkołę podstawową. Właściwie nie ma w tym nic szczególnego, ale dla rodziców dzieci z różnymi dysfunkcjami, niepełnosprawnością, ADHD czy porażeniem mózgowym to wyjątkowy moment.


    Pierwsze diagnozy
    ...były takie, że Aśka nie będzie chodzić i mówić. Tuż po urodzeniu rozpoczęliśmy intensywną rehabilitację. Byłam pod dużym wrażeniem, że w Poznaniu jest taki sztab ludzi, pracujących z zaangażowaniem i sięgających po metody, o których nie słyszałam. Asia powinna mieć problemy właściwie ze wszystkim. Z matematyką, bo akurat w tym obszarze były uszkodzenia. Nie przypuszczałam, że nauczy się pisać i czytać, ponieważ ma uszkodzoną analizę i syntezę słuchową. Ma uszkodzony aparat artykulacyjny. Ale nie poddawaliśmy się. Walczyliśmy o nasze dziecko.
    W przedszkolu często była raniona przez dzieci. Niektóre dawały jej popalić. Bałam się, że w szkole to się nasili. Wahaliśmy się, czy posłać ją do pierwszej klasy, czy odroczyć. Skonsultowaliśmy to z psychologiem. Powiedział, że Joasia ma duży potencjał intelektualny i są dwie szkoły: można czekać aż aparat mowy osiągnie dojrzałość albo rzucić ją na głęboką wodę. Zdecydowaliśmy się na to drugie rozwiązanie.

    Na głęboką wodę

    Wybraliśmy malutką szkołę integracyjną przy ul. Taczanowskiego w Poznaniu. W przeddzień rozpoczęcia roku szkolnego poszłam dowiedzieć się, o której musimy przyjść następnego dnia. Okazało się, że placówka została zlikwidowana. Miałam pustkę w głowie. Jeszcze jak dzisiaj to sobie przypomnę, to robi mi się słabo. Nie pamiętam od kogo, ale dowiedziałam się, że w Szkole Podstawowej nr 7 po raz pierwszy utworzono dwie klasy integracyjne. Pojechałam tam. Myślałam, że rozbiję się o portiernię, a tutaj pani dyrektor - pamiętam jej nazwisko Sałata - zaprosiła mnie do gabinetu. W dwóch zdaniach opowiedziałam, jakie problemy ma Asia.

    - Jeszcze nie jesteśmy zorganizowani, ale się zorganizujemy - usłyszałam od pani Sałaty (już nie pracuje, teraz dyrektorem jest Anetta Dropińska-Pawlicka równie pełna entuzjazmu), która zapewniła mnie, że nie będzie problemów z przyjęciem córki.
    1 3 4 »

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Magazyn

    Wideo