Premiera "Zimy" Polskiego Teatru Tańca

    Premiera "Zimy" Polskiego Teatru Tańca

    Stefan Drajewski

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Premiera "Zima - silent sleep" zamknęła cykl "Cztery pory roku" w Polskim Teatrze Tańca. Zrealizowała ją norweska choreografka Gunhild Björnsgaard, która doskonale zdaje sobie sprawę, co znaczy ta bardzo trudna pora roku w jej kraju.
    Oglądając ten niezwykle minimalistyczny spektakl, będący czymś usytuowanym pomiędzy performancem, instalacją a choreografią, zastanawiałam się, jak wygląda naprawdę zima w Norwegii. Nie poczułem tego zimna, o którym się mówi. Odniosłem wrażenie, że to, co zimą widoczne i odczuwalne: zaspy śniegu i dojmujący mróz, zostały gdzieś na zewnątrz. Te sygnały zimy jakby w ogóle nie interesowały choreografki.

    Dla Gunhild Björnsgaard zima to raczej pewien rodzaj emocji, który łączy a czasami dzieli ludzi. Kiedy chcą się ogrzać, szukają bliskości. Kiedy jest im ze sobą źle, oddalają się, wytwarzają chłód, dystans… W swoim spektaklu choreografka nie opowiada żadnej historii, chociaż na scenie spotykają się dwaj mężczyźni z dwiema kobietami i dziecko.
    Czasami wchodzą ze sobą w ruchowy dialog, ale raczej mijają się, zatopieni w swoim tańcu. Tym, co organizuje sceniczne dzianie się jest muzyka Rolfa-Erika Nystroma, który krąży po scenie a czasami za sceną i wydobywa ze swojego saksofonu bardzo osobiste dźwięki. Jego muzyka przypominała mi muzykę fiordu: subtelną, nostalgiczną, chwilami depresyjną, a może tylko refleksyjną. Nieodparcie kojarzyła mi się z klimatycznymi dźwiękami Jana Garbarka, norweskiego jazzmana z polskimi korzeniami. Ta muzyka prowokowała wyraźnie (rewelacyjna Silje Aker Johnsen (tancerka i śpiewaczka) do improwizowania wokaliz będących ni to kołysanką, ni to melodyjkami, które czepiają się czasami człowieka próbującego odnaleźć w sobie odrobinę spokoju, siebie.

    Nie ukrywam, że po tej "Zimie" zostanie mi w pamięci muzyka. Chwilami wszystko to, co się działo na scenie (a nie działo się za wiele) zaczynało mi przeszkadzać. Słyszałem i wiedziałem (paradoks) tylko brzmienie saksofonu i głosu.

    Ponad dwa lata minęły od premiery "Wiosny Effatha" - pierwszej części cyklu "Cztery pory roku" - do premiery "Zimy - sileni sleep", która odbyła się 16 stycznia. Obie części zrealizowały kobiety, środkowe - mężczyźni. "Wiosna Effatha" i "Jesień nuembir" są dziełem polskich choreografów (Ewy Wycichowskiej i Jacka Przybyłowicza), "Lato red sun" przygotował francuski choreograf Thierry Verger a "Zimę - sileni sleep" Norweżka - Gunhild Björnsgaard. Choreografów dzieli wiek, płeć, pochodzenie i doświadczenie życiowe, pojmowanie ruchu, estetyka a także pewnie przekonania polityczne czy religijne. Każda z choreograficznych pór roku jest więc inna. W życiu najbardziej lubię lato. Podobnie w sztuce. Podoba mi się "Lato" Vivaldiego, Piazzolli i Vergera. Z "Czterech pór roku" w Polskim Teatrze Tańca lubię jeszcze "Jesień nuembir" Jacka Przybyłowicza.

    Komentarze (1)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    !

    Leon (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 41 / 45

    beznadziejny spektakl...

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Magazyn

    Wideo