Uczą rozmawiania

    Uczą rozmawiania

    Zdjęcie autora materiału

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Trudnej sztuki rozmawiania trzeba się nauczyć. O dialog jest tym ciężej, gdy osoby dzieli mur konfliktu. Zanim sprawy pójdą o krok za daleko, ostatnią szansą na zawarcie porozumienia jest fachowa pomoc mediatora, o której pisze Elżbieta Sobańska.
    Moment, kiedy nie jesteśmy w stanie porozumieć się z drugą osobą tak bardzo, że kłótnie, mniej lub bardziej zasadne obrzucanie się wzajemnymi zarzutami, a czasem wręcz odwrotnie - oddzielająca nas ściana milczenia oznaczają, że zarzewie konfliktu wymknęło się już spod kontroli. Nie ma takiej osoby, która nie doświadczyłaby podobnego sporu, czy to na gruncie rodzinnym, partnerskim oraz w pracy. Nawet sąsiad może nam dać tak mocno w kość, że konflikt przenosi się do sal sądowych. Zapada wyrok - winny lub nie, ale nie zawsze oznacza on koniec sporu. Wtedy ratunkiem dla zwaśnionych stron jest mediator.

    Życie z niewygodną Łatką



    Tomasz (prosi o niepodawanie nazwiska) miał własną firmę transportową. Nawiązał współpracę z jedną z ogólnopolskich firm kurierskich. Zatrudniał pracownika. Teraz sam rozpaczliwie szuka jakiejkolwiek pracy, ale wszędzie odsyłają go z kwitkiem. - Jestem uważany za złodzieja. Od dwóch lat staram się o odszkodowanie, ale nie stać mnie na wynajęcie adwokata, a ci się strasznie cenią - opowiada mężczyzna. - Nie mam już firmy, za to kupę długów.

    Zaczęło się od posądzenia go o kradzież. Tomasz utrzymuje, że niesłusznie. Nie skończyło się tylko na słownych przepychankach czy rozwiązaniu współpracy, sprawa trafiła do sądu. Prokuratura nie dopatrzyła się w jego postępowaniu winy, ale została łatka złodzieja. - Dzwonię do firm, ale sprawa ucina się w momencie sprawdzania referencji - opowiada Tomasz. - Wystarczy telefon do mojej dawnej firmy, gdzie opowiadają historię naszego konfliktu i potencjalny pracodawca dziękuje za współpracę.

    Teraz wzięte na kredyt samochody stoją bezużyteczne. - Sam uciekam przed dłużnikami i komornikiem. Na koncie mam 300 tysięcy złotych długu. Nie mam jak ich spłacić, żyję teraz na utrzymaniu ojca emeryta - żali się Tomasz. - Zostałem mocno kopnięty i z braku pieniędzy na adwokata, który mógłby mnie bronić, nie mam żadnej szansy na otrzymanie zadośćuczynienia za poniesione krzywdy.

    Sprawa dla mediatora



    W czwartek Tomasz swoją historię opowiedział mediatorowi. Mężczyzna siedział na ławce w holu Sądu Okręgowego w Poznaniu. Mijają go adwokaci, a także osoby takie jak on, których spór przywiódł w końcu przed oblicze Temidy. Tyle że Tomasz może pozwolić sobie tylko na rozmowę z mediatorem, więc opowiada mu wszystko dokładnie, siedząc tak jak przyszedł, w grubej kurtce i z teczką dokumentów. - Zdecydowałem się na rozmowę z mediatorem, bo słyszałem, że w tym tygodniu udzielają porad bezpłatnie - opowiada Tomasz. - Kto wie, może sprawa potoczy się w dobrym kierunku. Mediator obiecał mi, że zajmie się sprawą i wybierze się do mojej dawnej firmy.
    1 3 »

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Magazyn

    Wideo