Głos Wielkopolski » Tag » Stieg Larsson

Larsson, Kafka, Poe... Pisarze, którzy zyskali sławę dopiero po śmierci

Larsson, Kafka, Poe... Pisarze, którzy zyskali sławę dopiero po śmierci

Winda w budynku, gdzie mieściła się redakcja antyfaszystowskiego kwartalnika "Expo" była zepsuta, więc jego szef postanowił pokonać siedem pięter po schodach. Ale gdy dotarł na górę, poczuł w piersiach przeszywający ból. Choć karetka przyjechała szybko, Stieg Larsson nie odzyskał przytomności. Zmarł na zawał 9 listopada 2004 r. Kilka miesięcy potem był już na topie światowych pisarzy kryminalnych, dziś większą popularnością od jego książek cieszy się tylko saga o Harrym Potterze. Dlaczego cykl "Millennium" zyskał taką sławę? Larsson był - obok Henninga Mankella czy Camilli Läckberg - jednym z przedstawicieli szalenie modnego w ostatnich latach nurtu demaskatorskich kryminałów ze Skandynawii. Tamtejsi pisarze odważnie niszczyli fasadowość społeczeństwa powszechnie uważanego za idealnie funkcjonujące. Obnażali swoje państwa, pokazując je jako przeżarte przez skorumpowaną władzę, w których aż roi się od szemranych przedsiębiorców - mafiosów, sadystycznych zbrodniarzy czy szaleńców z nazistowskimi inklinacjami. Szwedzi, Norwegowie i Finowie zaczytywali się w tamtejszych kryminałach z uśmiechem, dopóki latem 2011 r. Anders Behring Breivik nie urządził rzezi na norweskiej wyspie Utoya. [b]Czytaj także: [a]http://www.polskatimes.pl/artykul/489650,dziewczyna-z-tatuazem-bardziej-mroczna-niz-samo-millennium,id,t.html;"Dziewczyna z tatuażem" bardziej mroczna niż samo "Millennium" (TRAILER ZDJĘCIA)[/a][/b] Nagle okazało się, że to, o czym piszą skandynawscy pisarze, faktycznie znajduje swoje odbicie w rzeczywistości. Świat sportretowany przez Stiega Larssona jest również ponury. Jego bohaterowie dobrze wiedzą, co oznacza rozpad relacji międzyludzkich, a chcąc temu zaradzić, angażują się w powierzchowne związki. Nie potrafią odnaleźć się w kraju, który jest sterowany przez wielkie korporacje. Nic dziwnego, że czytelnicy odnaleźli na kartach "Millennium" to, co dzieje się dookoła nich. A poza tym wszystkie trzy tomy były naprawdę znakomicie napisane. Tymczasem wydawcy nie poznali się na talencie pisarza od razu. Podobno ludzie z wydawnictwa Piratförlaget, którym Larsson wysłał w 2003 r. swoją trylogię, nawet nie trudzili się z otwieraniem paczki. Ciekawe, jak mocno plują sobie teraz w brodę... Gdy w końcu "Millennium" znalazło swojego wydawcę, Larsson mógł żyć z wypłaconej przezeń zaliczki (wynoszącej, bagatela, 20 jego rocznych pensji) i poprawiać swoje dzieło do skutku. Dopiero po śmierci pisarza okazało się, że Larsson, choć utalentowany, nie grzeszył odpowiedzialnością. Nie wiadomo, czy wynikało to z jego niedbałości, czy może z braku wiary w powodzenie swoich książek, grunt, że podczas spisywania testamentu, w którym zapisał wszystkie swoje dobra jednej z szwedzkich organizacji lewicowych... zapomniał poprosić o podpis świadka. W efekcie wszystkie pieniądze Larssona i - co potem okazało się znacznie ważniejsze - prawa autorskie do jego książek przypadły w udziale ojcu i bratu pisarza, z którymi ten nie utrzymywał kontaktów. Najbardziej uderzyło to w długoletnią partnerkę Stiega Larssona Evę Gabrielsson. W licznych wywiadach kobieta snuła teorie na temat spisku finansowego prowadzonego za jej plecami przez rodzinę pisarza, mówiła też, że bez jej redaktorskiej pomocy trylogia "Millennium" w ogóle nie ujrzałaby światła dziennego. Choć Gabrielsson była z Larssonem w 32-letnim związku, nigdy nie wzięli ślubu, więc formalnie kobieta nie miała żadnych praw do spuścizny pisarza. Kością niezgody okazała się także sprawa wydania czwartej, niedokończonej przez Stiega Larssona części "Millennium". Dopiero zimą ubiegłego roku spadkobiercy pisarza i Eva Gabrielsson doszli do porozumienia i wspólnie postanowili na zawsze zamknąć rękopis czwartej części "Millennium" w szufladzie.

Stieg Larsson, autor trylogii "Millennium", jest najpopularniejszym pisarzem powieści kryminalnych na świecie. Sam Larsson nie ma o tym pojęcia - zmarł, zanim jego książki zostały wydane - pisze Jacek Sobczyński. »

Zapisz się do Newslettera

Reklama

Polskapresse sp. z.o.o informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie GłosWielkopolski.pl podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.