Z Anną Ziemiańską, prezesem Gdańskiego Stowarzyszenia Kobiet Amazonki, rozmawia Jolanta Gromadzka-Anzelewicz.

Dwadzieścia pięć lat temu, kiedy rodziły się Gdańskie Amazonki, mało kto w Polsce rozumiał, co oznacza pojęcie „wolontariat”.
To prawda. Choć istotą tego ruchu, podobnie jak wolontariatu, jest dobrowolna, bezpłatna działalność społeczna, to amazonki od początku wolały nazywać się ochotniczkami. Wolontariusze działają z potrzeby serca, ale nie przeżyły tego, co ich podopieczni. Tymczasem każda z ochotniczek amazonek ma za sobą walkę z chorobą nowotworową.

Czy dzięki temu są bardziej wiarygodne dla chorych, którym chcą pomagać?

Oczywiście. Kobiety, które same przeszły chorobę i same doświadczyły związanej z nią traumy, najlepiej potrafią pomóc kobietom, która się znalazły w takiej samej sytuacji.

Zobacz też: Medale dla gdańskich Amazonek. "Ich siła wspiera kolejne kobiety"

W jaki sposób do nich docieracie?

Wolontariuszki odwiedzają oddziały chirurgii onkologicznej w różnych szpitalach, głównie w Uniwersyteckim Centrum Klinicznym, gdzie się przeprowadza najwięcej takich operacji.

Wchodzą na salę chorych i pytają - czy chce Pani ze mną porozmawiać? Jak pacjentki na to reagują?

Różnie. Część w ogóle nie chce o tym słyszeć, część się godzi, a nawet się cieszy, że może o nurtujących ją problemach porozmawiać z osobą, która również chorowała na raka piersi i jednak wyzdrowiała. Amazonka jest żywym dowodem, że raka piersi można pokonać.

O tym, że rak piersi jest dziś uleczalny, na każdym kroku przekonują media. Kiedyś, gdy był to temat tabu, wiedzę o tej chorobie przekazywały głównie amazonki. Dziś mnóstwo informacji, poradników, a także autentycznych historii chorych na raka, pisanych na przykład w formie bloga, znaleźć można w internecie. Każda kobieta może też skorzystać z pomocy psychoonkologa. Czy więc amazonki są obecnie jeszcze potrzebne?

Różnie z tą wiedzą internetową na temat raka bywa. Nie zawsze też informacje tam dostępne są dla kobiet zrozumiałe. Nie na wszystkie pytania znajdują one w nim odpowiedź. Poza tym wiele doniesień, choćby o różnych „cudownych” metodach leczenia, jest nieprawdziwych. - Jeśli kobieta w nie uwierzy, może sobie zaszkodzić. Naszą rolą jest je przed tym ostrzec. Nasza pomoc ma również wymiar praktyczny.

Jaki?

Pacjentki po operacji potrzebują specjalistycznej, ukierunkowanej rehabilitacji, a muszą na nią czekać po pół roku i dłużej. Pół biedy, jeśli nie mają po niej obrzęku limfatycznego, bo wtedy mogą sobie pomóc same, wykonując określone ćwiczenia. Gorzej, gdy obrzęk wystąpi - tu już bez fachowej pomocy rehabilitanta się nie obejdzie. My zapewniamy pacjentkom gimnastykę w wodzie - w basenach na ulicy Dąbrowszczaków i ulicy Pilotów oraz „na sucho” w Spółdzielni Młyniec, która jest nam bardzo życzliwa. Podobnie zresztą działają amazonki nie tylko na Pomorzu, ale w całym kraju.

Kobiety wyleczone z reguły chcą zapomnieć o tym, co przeszły...

Większość tak, ale nie jest to regułą. Gdy 14 lat temu wykryto u mnie raka piersi i udało się go zniszczyć, uznałam, że mam dług wdzięczności wobec losu i przyłączyłam się do amazonek. Ale to prawda - przychodzą do nas głównie kobiety 50-letnie i starsze, często z nawrotem choroby. Potrzebują wsparcia, bo czują się osamotnione. Dobrze się u nas czują, chętnie uczestniczą na przykład w wyjazdach integracyjnych.

Coraz częściej na raka piersi zapadają kobiety młode.

Młode kobiety mówią innym językiem, mają inne potrzeby i swoją organizację, o nazwie OmeaLife. Bardzo się cieszymy, że powstała.

Rozm.: Jolanta Gromadzka-Anzelewicz

Amazonki zapraszają

Dziś o godz. 19.00 w Europejskim Centrum Solidarności odbędzie się pokaz monodramu „Jest jak jest”, w wykonaniu Agnieszki Różańskiej, aktorki Teatru Nowego w Poznaniu. Wstęp wolny. Po spektaklu - spotkanie z lekarzem onkologiem i aktorką Agnieszką Różańską.

Agnieszka Jagiełło-Gruszfeld: Mammografia to jedyne badanie, które może wykryć raka piersi we wczesnym stadium:

[Dzień Dobry TVN]