Jeśli pogoda do końca nam podczas urlopu nie sprzyja, trzeba sobie w inny sposób poprawić nastrój. Dobre jedzenie może takim sposobem być. Po jakie produkty szczególnie warto sięgnąć?

Owoce morza – po włosku zwane frutti di mare – zyskały dużą popularność we wszystkich krajach świata. Trudno się dziwić, bo mają wysoką wartość odżywczą, a na dodatek przypisuje im się właściwości afrodyzjakalne.

Można je podzielić na dwie główne grupy: skorupiaki i mięczaki. Do grupy pierwszej należą: homary, langusty, homarzec oraz kraby i krewetki. Do drugiej zaliczamy m.in.: ostrygi, omułki, przegrzebki, sercówki i inne małże, ślimaki oraz głowonogi: mątwy, kałamarnice, ośmiornice. Najlepiej jeśli pochodzą z czystych wód, bo w przeciwnym razie mogą zawierać szkodliwe związki chemiczne. Dietetycy przekonują jednak, że korzyści z jedzenia owoców morza przeważają nad ryzykiem szkodliwego oddziaływania zawartych w nich zanieczyszczeń, których liczba pod wpływem przetwarzania może zmniejszyć się nawet o 60-70 proc. Owoców morza nie zaleca się tylko małym dzieciom oraz kobietom w ciąży i w trakcie karmienia.

Owoce morza możemy podać na sałacie z przybraniem, a te na ciepło z: ryżem, makaronem lub chrupiącym pieczywem - na przykład w wydrążonej bagietce

Mniej cholesterolu zawierają mięczaki, więcej skorupiaki. Jedne i drugie są doskonałym źródłem wysokowartościowego białka, zawierają cenne kwasy tłuszczowe omega-3, a także wiele cennych witamin z grupy B. Są najlepszym w diecie człowieka źródłem jodu i dobrym źródłem selenu (działanie przeciwnowotworowe), fluoru oraz wapnia. Zawierają też żelazo, cynk (wzmacnia układ odpornościowy, zwalcza wolne rodniki oraz zwiększa popęd płciowy) i magnez. Ostrygi, jak stwierdzono, są najbogatszym naturalnym źródłem cynku, dlatego też uważane są za najskuteczniejszy afrodyzjak. Wszystkie owoce morza należą do produktów niskokalorycznych.

Nie ma już chyba sposobu, którego nie zastosowano by serwując dania z tych wodnych zwierząt. Można je gotować, piec, smażyć, zapiekać w cieście, grillować. Podawać w sosach, panierować, robić z nich szaszłyki lub dodawać do zapiekanek. Robić z nich gulasze, zupy i galaretki. Mogą być też głównym składnikiem rozmaitych sałatek lub tylko ich dodatkiem. Jemy je na ciepło lub zimno, na słodko, słodko-kwaśno, ostro lub łagodnie. Można z nich zrobić również pasty na kanapki lub dodawać do masła. A nawet nadziewać nimi (np. krewetkami) mięsa. Możemy je również marynować w winie (krewetki, mule), zapiekać (ośmiornica) lub podawać w winnej galarecie (kawałki krabów, małże, krewetki – żelatynę rozpuszczamy w 1/2 szklance wrzątku i mieszamy z białym winem).

Grzyby działają podobno przede wszystkim na potencję mężczyzn. Największe właściwości afrodyzjakalne przypisywane są truflom, ale także smardzom i podgrzybkom. Ze zdobyciem tych ostatnich, większych problemów mieć nie będziemy. Oczywiście przy ich zbieraniu bardzo ważne jest to, byśmy na grzybach się znali lub zbiory skonsultowali z ekspertem. Smardze podlegają ochronie częściowej – te rosnące poza terenem ogrodów, upraw ogrodniczych, szkółek leśnych oraz poza terenami zieleni.

Trufle możemy kupić w specjalistycznych sklepach, także tych internetowych. Sprawdźmy wcześniej, czy cieszą się one zaufaniem klientów i czy mają dobre opinie. Świeża trufla z Włoch lub Francji nie jest bardzo kosztowna za 30 g (wielkość orzecha włoskiego) zapłacimy ok. 40 zł, na te z Australii (tej samej wielkości) musimy wydać już ok. 250 zł.
Po otrzymaniu świeżych trufli dostawcy zalecają ich szybką konsumpcję maksymalnie w czasie 2-3 dni. Przed spożyciem trufle należy zawinąć w ręcznik kuchenny lub zasypać w ryżu i przechowywać w lodówce.

Prócz świeżych trufli, możemy także kupić: olej truflowy, różnego rodzaju masła, sosy i majonezy truflowe, sery truflowe, risotto truflowe, a nawet truflowe chipsy.