3,5-miesięczna Wandzia spod Gniewkowa to regionalny symbol wojny o szczepienia. Sąd zdecyduje, czy za jej niezaszczepienie rodzicom należy ograniczyć władzę rodzicielską. „Od dawna nas tym straszono” - mówi Justyna Socha ze STOP NOP.

Po jednej stronie barykady stoją lekarze, przypominający, że szczepionki to zdobycz cywilizacji, a liczba ciężkich odczynów poszczepiennych w Polsce to najwyżej kilka przypadków rocznie. Medyków wspierają przepisy (szczepienia dzieci są obowiązkowe) i cały państwowy aparat. Po drugiej stronie barykady stoją nieszczepiący rodzice i rosnące w siłę ruchy antyszczepionkowe, ze stowarzyszeniem STOP NOP na czele.

Jak nie szczepi, to zły rodzic?

O Wandzi słyszało już pół Polski. Jej matka, pani Iwona, nie zaszczepiła córki w pierwszej dobie, bo się bała. Czego?

- Po pierwsze, byłam przeziębiona, a moja starsza córka Zosia miała zapalenie oskrzeli.

Po drugie, pierwsza córka po szczepionce miała niepożądane odczyny poszczepienne (NOP), które objawiały się omdleniami, wysokimi gorączkami od 35,8 do 40 stopni, problemami z oddychaniem. Po trzecie, szpital nie rozwiał moich wątpliwości co do szczepionek - wyliczała dziennikarzom matka.

Dyrektor przychodni w Gniewkowie o braku szczepień zawiadomił Sąd Rejonowy w Inowrocławiu. 14 czerwca ruszył tu (wszczęty z urzędu) proces rodziców Wandzi, którym za narażenie zdrowia i życia dziecka grozi nawet ograniczenie praw rodzicielskich. Do protestu przed sądem już w maju nawoływała goszcząca w Toruniu Justyna Socha, wiceprezes stowarzyszenia STOP NOP. „Ta rodzina odbiera tylko zemstę za skargi na lekarza, który nie zgłosił NOP. Dlatego kierownik przychodni postanowił podjąć takie działania” - tłumaczyła Socha.

TVN Meteo Active/x-news

Teraz inowrocławski sąd będzie musiał zbadać, czy niezaszczepienie Wandzi naraziło ją na ryzyko. I czy zachowanie jej rodziców to podstawa do ograniczenia im władzy rodzicielskiej.

To nie pierwsza taka sprawa w kraju. W ostatnich miesiącach do Sądu Rejonowego w Pile wpłynęły trzy takie zawiadomienia. W jednym przypadku sąd wszczął postępowanie. Jednak po zbadaniu spraw orzekł brak podstaw do ograniczenia władzy rodzicielskiej. Inaczej stało się w Mrągowie. 1 sierpnia 2016 roku tutejszy sąd rodzinny odebrał władzę rodzicielską ojcu, który nie godził się na żadne szczepienia dziecka. Podkreślmy jednak, że był to tylko jeden z powodów.

Rok wcześniej Sąd Rejonowy w Siedlcach zajmował się sprawą rodziny z siedmiorgiem dzieci. Rzecz dotyczyła alimentacji, ale godne uwagi są stwierdzenia, jakie padły w jej trakcie na temat rodziców. „Niewydolni wychowawczo; z ograniczoną władzą rodzicielską. (...) Dzieci są zaniedbywane w regularnych szczepieniach” - czytamy w opisie sprawy.

Z drugiej strony, fakt szczepienia dzieci zawsze dla sądów rodzinnych jest argumentem przemawiającym za tym, że rodzic troszczy się o dziecko. Potwierdza to przebieg w sądach rodzinnych setek, jeśli nie tysięcy spraw, dotyczących opieki nad dzieckiem i/lub alimentacji. Trudno się dziwić temu podejściu, skoro szczepienia są w Polsce obowiązkowe.

Odszkodowanie za NOP? Zapomnij

Jak wygląda druga strona medalu, czyli sądowe boje rodziców o zadośćuczynienia od lekarzy w przypadku podejrzenia niepożądnego odczynu poszczepiennego (NOP)? Brak spektakularnych zwycięstw.

27 kwietnia 2016 r. Sąd Okręgowy w Świdnicy orzekał w sprawie matki, która domagała się pół miliona złotych zadośćuczynienia od miejscowego Zespołu Usług Medycznych. Dowodziła, że lekarz zaszczepił jej córeczkę przy istnieniu poważnych przeciwskazań, co wywołało trwałe pogorszenie zdrowia dziecka. Argumenty miała, zdawało się, dość silne: zła reakcja na wcześniejsze szczepienia, małogłowie, hospitalizacja z powodu zapalenia płuc, operacja w planie. 5 dni po szczepieniu córeczka miała pierwsze w życiu ataki epilepsji.

Sąd uznał, że NOP był, ale że brak jasnego związku między nim a epilepsją. Zadośćuczynienia nie przyznano.

Niepożądany odczyn poszczepienny (NOP) - to jego boją się rodzice, nieszczepiący dzieci. Z danych Narodowego Instytutu Zdrowia wynika, że w ostatnich latach obserwujemy stopniowy wzrost liczby zgłoszeń. Np. w 2008 roku zarejestrowano 982 NOP-y, w 2011 roku - 1130, a w 2015 roku - 2111 NOP-ów. „Wzrost liczby zgłoszeń wynika z obserwowanej poprawy działania systemu nadzoru nad NOP-ami, a nie ze wzrostu odczynowości szczepionek” - podkreśla prof. dr hab. Andrzej Zieliński z Zakładu Epidemiologii, Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego - PZH (źrodło: szczepienia.pzh.gov.pl).

Ciężkie NOP-y występują niezwykle rzadko. W Polsce notuje się ich po kilka rocznie. Stanowią one 0,1 procent wszystkich NOP-ów - podkreśla prof. dr hab. Andrzej Zieliński.

W oficjalne dane nie wierzą ruchy antyszczepionkowe. Fakt lepszego nadzoru nad zgłaszaniem przez przychodnie i szpitale NOP-ów (vide: zarządzanie Ewy Kopacz z 2011 r., ówczesnej minister zdrowia) i wzrost rejestrowanych przypadków uważają za najlepszy dowód na to, że prawdziwa skala zjawiska jest nieznana.

Czy więcej stwierdzonych NOP-ów poskutkuje pozywaniem przez rodziców lekarzy i szpitali? A może producentów szczepionek? Na razie spektakularnych zwycięstw w sądach brak.

Padaczka nie wiadomo skąd

Wartą uwagi jest sprawa, którą w kwietniu 2016 r. zajmował się Sąd Okręgowy w Świdnicy. Matka pozwała świdnicki Zakład Usług Medycznych o 500 tys. zł zadośćuczynienia i 1500 zł comiesięcznej renty za to, że lekarz dopuścił do zaszczepienia jej córeczki. W efekcie, jak dowodziła, dziecko cierpi na epilepsję i jest opóźnione w rozwoju.

Jakie argumenty kobieta miała przed sądem? Podkreślała, że przeciwskazaniami do szczepienia były: niska waga urodzeniowa, małogłowie, przebyte zapalenie płuc, antybiotykoterpia, wcześniejsze złe reakcje na szczepienia. Mimo to lekarz POZ nie posłuchał sprzeciwu rodzica i polecił malucha zaszczepić.

Po szczepieniu dziecko płakało bez przerwy przez 3 godziny. Po 5 dniach natomiast zaczęły się ataki epilepsji. Obecnie córka świdniczanki ma zaburzony rozwój psychoruchowy, nie mówi, nadal występują u niej ataki epilepsji. Jest (i jeszcze długo będzie) intensywnie rehabilitowana.

Co ustalił sąd? Przesłuchał świadków, przeanalizował dokumentację medyczną i opinie biegłych. Doszedł do wniosku, że płacz i drgawki po szczepieniu były niepożądanym odczynem poszczepiennym (NOP-em). Ale też, że bazując na opiniach lekarzy, nie sposób stwierdzić, by padaczka była efektem NOP-u właśnie.

„W żadnym z ośrodków, w których leczona była małoletnia, nie wysunięto podejrzenia odnośnie związku przyczynowego szczepień, wykonanych u powódki z wystąpieniem padaczki i opóźnienia rozwoju. Nie sposób też uznać zarzutu, jakoby stan zdrowia dziecka kwalifikował je do odroczenia obowiązku szczepienia. W trakcie kwalifikacji do szczepienia został przeprowadzony wywiad oraz badanie lekarskie, ocenie podlegał także stan neurologiczny powódki, uznany jako stabilny” - podkreślała sędzia Grażyna Ucińska ze Świdnicy.

Pozew matki o zadośćuczynienie i rentę oddalono w całości.

Systemy w innych krajach

Podstawowa trudność w procesie odszkodowawczym, nie tylko za NOP, ale także za tzw. błędy lekarskie, polega na wykazaniu winy za spowodowanie szkody oraz związku między szkodą a działaniem - lub jego zaniechaniem - lekarza. Polacy skazani są na procesy cywilne w sądach. Tymczasem w zamożniejszych krajach, także z woli koncernów farmaceutycznych, niechętnych sądowym rozgłosom, powstały specjalne systemy rekompensat za NOP. Wcześniej były głośne spory o szczepionki i głośne procesy. To nas dopiero czeka?