Rodząc swoje czwarte dziecko, pani Agata „pękła gwieździście”, jak określiła to położna. Dziś jej życie to dramat, o który obwinia szpital. Zasadnie?

Jak o tym pisać? - Wprost - mówi pani Agata. - Żyję w traumie i ogromnym wstydzie, ale prof. Małgorzata Kołodziejczak, znana proktolog z Warszawy, tchnęła we mnie nadzieję. Nie chcę już dłużej milczeć. Niech pani napisze po prostu, że od daty porodu jestem kaleką, bo odbyt znalazł się w przedsionku pochwy. Z tyłu położna całkowicie mnie zaszyła.

„Żadnego lekarza nie było”

To był późny wieczór 27 września 2013 roku. Pani Agata poczuła silne parcie, odeszły jej wody. Dyspozytorka z pogotowia poinformowała ją przez telefon, że pogotowie zawiezie ją do Grudziądza. Jeśli chce do Chełmna, gdzie się leczyła, transport ma załatwić sama.

Zaczęła mnie zszywać. Żadnego lekarza przez cały ten czas nie było. Położna powiedziała, że założy mi trochę więcej rozpuszczalnych szwów, „żebym nie została kaleką”. Te słowa pamiętam do dziś

Ograniczony dostęp do treści - pozostało jeszcze 80%

Załóż konto i czytaj!

0 zł za testowy dostęp na 90 dni

Po wykupieniu otrzymasz pełen dostęp do wszystkich płatnych treści serwisów regionalnych Polska Press Grupy.

Uzyskaj bezpłatny dostęp

Masz dostęp? Zaloguj się