Dorota Gudaniec - ta kobieta ma moc. Wstrząsnęła niebem, ziemią, Sejmem. Jest zgoda posłów na sprowadzanie - na receptę - marihuany. Zaczęło się od Maxa Gudańca. Umierał kilka razy...

Batalia o legalne sprowadzanie do Polski marihuany na potrzeby medyczne rozpoczęła się w sierpniu 2014 r. w domu państwa Gudaniec, a w zasadzie w szpitalach, w których nieustannie przebywał syn Doroty Gudaniec, Max. Chłopca wyniszczały uporczywe padaczki (nawet po 300 ataków dziennie), popadaczkowe powikłania i wszelkie możliwe szpitalne przypadłości, które znają doskonale opiekunowie przewlekle chorych bliskich.

- Max umierał na OIOM-ie- wspomina dramatyczne chwile mama. - Miał ciężki stan padaczkowy i wszelkie powikłania wynikające z tego stanu. Sepsa, zakrzepica, zapalenie osierdzia, zapalenie wyrostka sutkowatego piramidy kości skroniowej, miał wyłączony układ pokarmowy (karmienie przez sondę), wreszcie przez cztery tygodnie syn był w stanie śpiączki farmakologicznej - wylicza problemy chłopca jego mama. - Lekarze się poddali, powiedzieli, że to koniec...

Rodzice jak przestępcy

Internet otworzył przed rodziną Gudaniec serce. Jedni znajomi organizowali seanse palenia świec i przesyłania Maxowi leczniczej energii, inni chcieli organizować pielgrzymkę do Medjugorie, by błagać Matkę Boską o zdrowie dla synka pani Doroty.

- Aż ktoś podrzucił linka o właściwościach „medycznej marihuany” - proszę to zapisać w cudzysłowie, bo marihuana to marihuana, mówimy medyczna, żeby precyzyjnie określić, do czego jest przeznaczona, dlaczego o nią walczymy. Poza tym marihuana lecznicza pochodzi ze specjalistycznych, ściśle kontrolowanych i ekologicznych upraw - zaznacza Dorota Gudaniec. Susz udało się jej sprowadzić. - Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że jestem przestępcą - wspomina pani Dorota. „Towar” kupiła wprawdzie legalnie, bo za pozwoleniem Ministerstwa Zdrowia i na receptę, ale... - Od obcej osoby, która przekazała susz kierowcy jadącemu do Polski. Ten wręczył mi paczuszkę na parkingu autostrady. Nie miałam pojęcia, że ta forma transportu była nielegalna, że trzeba to było zrobić przez aptekę i czekać cierpliwie na przesyłkę. W szpitalu oczywiście nie pozwolono mi użyć wywaru z konopi. Podjęłam wtedy bardzo trudną decyzję i wzięłam odpowiedzialność na siebie. Podałam Maxowi wywar z suszu konopi. Nie miałam nic do stracenia. Gdy człowiek kilkanaście razy dziennie słyszy, że ma się żegnać z własnym dzieckiem, nie boi się już niczego...

Mama przynosiła herbatkę z marihuany w strzykawkach i potajemnie podawała ją dziecku sondą przez ponad dwa tygodnie. - Podawałam w szpitalach i poza nimi. Każdego lekarza, trochę udając głupią, prosiłam o zgodę na tę terapię, ale żaden z doktorów mi jej nie udzielił. Tymczasem Max wyszedł z najgorszej zapaści! Zaczęliśmy wtedy oficjalne leczenie, ustalanie dawek, wówczas już w porozumieniu z doktorem Markiem Bachańskim z Centrum Zdrowia Dziecka (za terapię marihuaną został dyscyplinarnie zwolniony z pracy; po długiej batalii wrócił na stanowisko - przyp. red.), który początkowo o moim desperackim kroku też nic nie wiedział.

Koalicja dla życia

Równocześnie z walką o dalszy los Maxa zaczęła się walka o to, by rodzice i opiekunowie chorych, chcący zastosować terapię marihuaną, nie byli traktowani jak przestępcy, gangsterzy, dilerzy. W 2016 roku zawiązała się Koalicja Medycznej Marihuany (koalicjanci: Polska Sieć Polityki Narkotykowej, Międzynarodowy Program Polityki Narkotykowej, Fundacja Krok po Kroku, Konopie leczą.pl), w której współdziałali specjaliści z różnych dziedzin (m.in. prof. Wiktor Osiatyński, nieżyjący już prof. Jerzy Vetualni, prof. Monika Płatek, prof. Romuald Krajewski, dr Marek Bachański, dziennikarze i inni). Powstał projekt ustawy. Konkretny, przemyślany, wyciągający wnioski z prawodawstwa innych państw. Projekt przez około dwa lata leżał w Sejmie. Przetrwał (głównie dzięki nieustępliwości posłów partii Kukiz’15 - poseł Piotr „Liroy” Marzec jest twarzą projektu, i Nowoczesnej), ale został bardzo okrojony.

- Zniknęły fragmenty mówiące o refundacji leku, który jest bardzo drogi (kosztuje od kilku do kilkunastu tysięcy złotych miesięcznie), o możliwości uprawy konopi w Polsce, co byłoby znacznie tańsze niż sprowadzanie surowca z zagranicy - wylicza pani Dorota. To dlatego ten niewątpliwy sukces uznaje za zwycięstwo, ale na razie jednak mentalne. - Prawo wcześniej nie chroniło chorego. Zmuszało go do wchodzenia na czarny rynek. Przyczepiało łatkę zbója, dilera, ćpuna. Dziś jest zgoda na leczenie marihuaną po wyczerpaniu innych metod terapeutycznych, na zakup leku za granicą, na receptę wystawioną przez lekarza prowadzącego. Surowiec recepturowy przygotowywać będą apteki. Sejm ustawę przyjął, teraz czas na głos senatorów i na podpis prezydenta. Jeśli wszystko pójdzie pomyślnie, ustawa zacznie obowiązywać w październiku.

Co u Maxa? Jest w domu i czuje się fantastycznie. Samodzielnie siada, wstaje. Gaworzy, mówi: „mama”. Przytył, uczestniczy w zajęciach w grupie rewalidacyjnej. 4 lipca skończy 8 lat. Miał nie dożyć 6. urodzin.

Czekamy na wyniki

Dyskusja o medycznych właściwościach marihuany z pewnością będzie się jeszcze długo toczyć. - Sprawa nie jest jednoznaczna. Terapia ta, jak każda nowość, budzi emocje. Nie wolno wyciągać wniosków z pojedynczych przypadków - ocenia dr n. med. Marzenna Wesołowska, kujawsko-pomorski konsultant z dziedziny neurologii dziecięcej. - Problem w tym, że marihuana wciąż nie jest przebadana w takim stopniu, by ustalić jej jednoznaczny profil bezpieczeństwa. Nie są opracowane dawki, szczególnie, gdy chodzi o dzieci. Nie do końca znamy objawy niepożądane. Nie wiemy, też, jakie mogą być odległe skutki uboczne zażywania kannabinoidów. Jeżeli leczymy w oparciu o maksymę: „Po pierwsze nie szkodzić”, musimy się bardzo zastanowić przed zastosowaniem tego leku. U dzieci jest on używany do leczenia padaczki lekoopornej. Wyniki leczenia też nie są jednoznaczne. Marihuana nie zawsze pomaga na tę przypadłość, na którą jest zalecana. Czasem nie redukuje napadów, ale poprawia komfort życia, co nie jest celem głównym. Polskie ośrodki kliniczne prowadzą badania wybranych padaczek i i wpływ kannabinoidów na postępy tej choroby. Na wyniki będziemy jednak musieli poczekać kilka lat...

Zobacz też: