Serena Williams to prawdziwa królowa światowego tenisa, która łamie wszelkie stereotypy. Teraz sprawdza się w zupełnie nowej roli - mamy i narzeczonej. Droga do szczęścia w życiu prywatnym, była jeszcze bardziej wyboista niż ta w sportowej karierze.

- Albo wygrywam albo nie gram - mówiła tuż po urodzeniu Alexis Olympii Serena Williams, ikona światowego tenisa.

Amerykanka została matką w wieku 35 lat i od razu zapowiadała, że chciałaby wrócić szybko do profesjonalnego grania. Być może uda się już na styczniowy Australian Open, który Serena wygrała w tym roku, pokonując w finale swoją siostrę Venus i bijąc rekord zwycięstw w erze rozgrywek Open. Dla wielu tenisistek macierzyństwo oznacza koniec przygody ze sportem, ale Serena nie raz wzbudzając kontrowersje udowadniała, że nie ma dla niej rzeczy niemożliwych.

Alexis, moja miłość (razy 2)

Paradoksalnie najtrudniej jej było znaleźć szczęście w życiu osobistym. Serena Williams - to wielokrotna mistrzyni olimpijska, która ma na koncie 23. tytuły wielkoszlemowe. Przez wiele lat 35-latka przodowała na liście najlepszych tenisistek świata. Na korcie zarobiła miliony. Jednak miłość i szczęście Serena znalazła dopiero po 30-stce. 29 grudnia 2016 roku zaręczyła się z amerykańskim przedsiębiorcą, współtwórcą serwisu Reddit, Alexisem Ohanianem.

Zanim jednak związała się z biznesmenem, media żyły jej związkami. Zarówno na stronach plotkarskich jak i w poważnych dziennikach, na stronach dotyczących celebrytów, ale i na sportowych - regularnie pojawiał się temat jej flirtów. Paparazzi chętnie fotografowali sportsmenkę w towarzystwie różnych mężczyzn, a ona coraz bardziej irytowała się, że nie może liczyć na równe traktowanie. Wskazywała, że gdyby była odnoszącym sukcesy w tenisie mężczyzną (którego od czasu Roddicka Amerykanie nie mają), to nikt by się nie przejmował z kim chodzi na randki.

Jak przyznała po latach w jednym z wywiadów, zakochana była wcześniej w zasadzie raz, ale jej ukochany zachorował na raka.
Treningi i ciągłe wyjazdy nie sprzyjały opiece, w końcu Serena musiała na chwilę opuścić partnera i zagrać w turnieju. Mężczyzna nigdy jej tego nie wybaczył i nie odezwał się do niej słowem.

Żaden z tych związków nie utrzymał się długo. Presja rosła, ale z nią Serena radziła sobie od lat. Nikt bowiem nie wywierał na niej takiego ciśnienia jak jej własna rodzina.

Projekt taty Richarda

Serena pochodzi z wielodzietnej rodziny. Jej ojciec, który miał na utrzymaniu też dzieci z pierwszego małżeństwa swojej żony Oracene, przeczytał w jakimś piśmie, że najlepiej zarabiające sportsmenki to tenisistki. Gdy w połowie lat 80. rodzina przeniosła się do Kaliforni, Richard Williams postanowił wytrenować dzieci na tenisowych mistrzów. Największe umiejętności przejawiały Venus i Serena. To właśnie Venus, starsza z sióstr na początku przejawiała większy talent i osiągała lepsze wyniki, stają się pupilką ojca.

Ze wspomnień Sereny wyłania się obraz zdecydowanego ojca, który pakował dzieci do minivana, gdzie musiało znaleźć się miejsce na wózek z marketu z piłeczkami do tenisa i zawoził dzieci na boiska w Lynwood i Copton. Widok był osobliwy, więc dzieci były przezywane i wyśmiewane. Jak wspomina Williams, czekając przy siatce na swoją kolej wejścia na kort, usłyszała niejedną rasistowską uwagę. Ludzi ubodło to, że czarnoskóre dziewczyny ze skromnej rodziny trenowane przez ojca są w stanie lepiej grać niż bogate nastolatki z bogatych rodów.

Rodzina bardzo trzymała się razem, mama Sereny przejęła też nauczanie córek, by lepiej dopasować ich grafik treningowy. Projekt taty Richarda wypalił w 100 proc. Najpierw posągowa Venus, potem silna i sprytna Serena zdobywały tytuły Wielkoszlemowe, ale monolit familii się nie utrzymał.

Rodzina się rozpada

Gdy Serena i Venus zaczęły osiągać pierwsze juniorskie sukcesy, stało się jasne, że wiedza i kreatywność papy Richarda nie starczy. Dziewczynami zaczął opiekować się sztab ludzi, który zmienił nieco zasady treningu. Dla wielu było jasne, że siostry choć obie bardzo utalentowane, mają zupełnie inne sylwetki i predestynowane są do innego stylu gry. Serena rozkwitła i zaczęła robić oszałamiające postępu w grze. Jej atutem był też charakter i niezwykła wola walki. Williams zawsze wierzyła w zwycięstwo, obchodził ją tylko tytuł. Jeśli przegrała winiła głównie siebie.

Dla biografów sióstr Williams ich relacja zawsze była zagadką. Obie się wspierają i mają ze sobą bliski kontakt, ale wielu obserwatorów zauważyło, że czasami coś zgrzyta. Z resztą nie ma co się dziwić. Venus, która początkowo miała monopol na wygrywanie w rodzinie, z czasem musiała zrobić miejsce dla Sereny, której kariera trwa już 21 lat.

Testem na siostrzaną miłość był rok 2002, gdy doszło do rozwodu rodziców obu tenisistek. Pozew o rozwód został wniesiony po awanturze domowej. Podczas kłótni interweniowała policja, a pani Oracene trafiła do szpitala z obrażeniami ciała. Mimo to, nie wniesiono sprawy o napaść, ale dziennikarze wiedzieli swoje.

Wybuchowy charakter Williamsa można było od lat obserwować na kortach. Richard znany był z ogromnego temperamentu i wielu działaczy zastanawiało się, czy aby jego rządy w familii nie zamieniły się w dyktaturę.

Richard nieco odsunął się w cień (w międzyczasie wziął ślub z kobietą w wieku jego córek, którą kilka miesięcy temu oskarżył o oszustwo), a na rodzinę spadła kolejna tragedia. W 2003 roku najstarsza przyrodnia siostry Sereny została przypadkowo postrzelona, gdy jechała autem. Yetunde była ofiarą wojny gangów. Rodzina pogrążyła się w żałobie, a kariera Sereny przystopowała.

W chorym ciele chory duch

Tenisistka, która miała w głowie tragiczne zdarzenia z ostatnich miesięcy zaczęła łapać kontuzje. Ciało zaczęło odmawiać posłuszeństwa, a Serena wciąż uskarżała się na ból. Do tego siadła psychika Amerykanki, która zawsze była jej bardzo mocną stroną.

Serena trenowała tak ciężko jak zawsze, brała udział w turniejach, a mimo to moc ją opuściła. Wygrywała rzadko, odpadając często we wcześniejszych rundach. Co gorsza, Serenę po prostu już nie cieszyła gra, tenis stał się przykrym obowiązkiem, a to nigdy nie wróży dobrze karierze. Mordercze treningi tenisistów należą do niezwykle żmudnych i trudnych i to właśnie psychika i pewne predyspozycje charakteru powodują, że poszczególni gracze są w stanie osiągać przez wiele lat dobre wyniki. Historia tenisa zna wiele przypadków, gdy niezwykle silni i utalentowani gracze znikali po kilku sezonach (m.in. Marat Safin, Jennifer Capriati).

Ta sytuacja groziła także Amerykance, która zawiesiła karierę wymawiając się kontuzją. Williams spadła na 139. miejsce w rankingu, a amerykańska prasa utyskiwała, że Serena się poddała kontuzjom. Tymczasem sportsmenka zawalczyła o siebie i poddała się psychoterapii. Prawdziwą przyczyną jej oddalenia od sportu była depresja.

"Albo wszystko albo nic" - powtarza do znudzenia.

W 2006 roku za radą bliskich udała się do Afryki, aby poznać swoje korzenie. Podróż pomogła przewartościować jej życie. Serena po raz pierwszy od dawna cieszyła się z gry, bawiąc się z afrykańskimi dziećmi. Widząc jakie wrażenie robi na okolicznych mieszkańcach, zrozumiała, że nie może zamartwiać się oczekiwaniami rodziny i prasy. Została ambasadorem UNICEFF, umożliwiając afrykańskim dzieciom chodzenie do szkoły.

Ja im pokażę

Gdy po podróży wróciła na dobre do sportu, przyszły sukcesy. W 2010 roku ponownie wygrała Wimbledon, ale po fetowaniu zwycięstwa zdarzył się wypadek. Tenisistka nagą stopą stanęła na szkle i rozcięła sobie ścięgna. Jej udział w kolejnych turniejach okazał się niemożliwy. To był jedynie początek problemów zdrowotnych Amerykanki. W marcu 2011 roku wykryto u niej zator płucny i zakrzepicę. W swojej biografii "Moje życie" Williams opisywała, że jej stan nagle bardzo się pogorszył i rodzina martwiła się, czy wróci w ogóle do zdrowia.

Lekarze stanęli na wysokości zadania i Serena po długiej rekonwalescencji wróciła do grania. Nastał jeden z najlepszych okresów jej kariery. Od czasu 2013 roku wygrywa niemal wszystko, okupując światowy ranking. Przy okazji walczy ze stereotypami.

- Na każdym etapie mojej kariery czułam, że muszę mówić w imieniu innych, bo wielu się boi wspomnieć o ograniczeniach jakie nakłada na nich środowisko

- przyznała w wywiadzie Serena, wspominając też, że przez całą karierę napotyka na rasistowskie uwagi dotyczące m.in. jej umięśnionego ciała na i poza kortem.

Walka z uprzedzeniami wciąż nierozstrzygnięta

Przykład? Ilie Nastase, dawny mistrz został wykluczony ze wszelkich rozgrywek do 2021 za rasistowski komentarz dotyczący wówczas jeszcze nienarodzonego dziecka Williams.

Mimo tak wielu sukcesów i spełnienia "american dream", Amerykanka musi wciąż udowadniać swoją wartość. Joe McEnroe, dawny mistrz tenisa, a obecnie kontrowersyjny komentator przyznał niedawno, że Serena nie znalazłaby się w pierwszej 700-tce rankingu męskich graczy.

To pokłosie wypowiedzi Williams na temat nierówności płac w tenisie. Mistrzowie tenisa za zwycięstwa w tych samych turniejach są inaczej wynagradzani - panie dostają mniej. Tenisistka walczy nie tylko o prawa kobiet, ale także osób czarnoskórych i wykluczonych społecznie.

- Ciężej jest przełamać zamknięty krąg seksizmu, biedy i dyskryminacji niż wygrać tytuł wielkoszlemowy - mówiła magazynowi Fortune Serena, wskazując na kolejny problem. Jej zdaniem czarnoskóre kobiety są znacznie mniej opłacane niż mężczyźni.

Wygląda to trochę tak, jakby od lat 70. nic nie zmieniło, a równouprawnienie było jedynie utopijnym hasłem grupki aktywistek. Tymczasem z podobnymi oskarżeniami musiała się zmierzyć inna legenda amerykańskiego tenisa - Billie Jean King. W 1973 roku jako ówczesna rakieta numer 1 została wyzwana na pojedynek przez odchodzącego ze sportu mistrza Bobbiego Riggsa. Zasłynął on z szowinistycznych wypowiedzi w stylu "kobiety na korcie nadają się do podawania piłek" (o tym opowiada film "Wojna płci" z Emmą Stone w roli głównej).

Ich tenisowy pojedynek był najchętniej oglądanym wydarzeniem sportowym dekady. Billie wygrała, zamykając na chwile usta osobom, które nie wierzyły w jej talent.

Co musiałaby zrobić Serena?

aneta.niezgoda@polskapress.pl

Korzystałam z artykułów fortune.com, bbc.co.uk, theguardian.com, nymag.com, huffingtonpost.com.