Mówią Magdalena i Stanisław Romkowie, autorzy bloga Kuchenne Wariacje i książki „Sezonowo bezglutenowo. 100 przepisów na 4 pory roku”.

Da się żyć bez glutenu?

Przyznamy się bez bicia, że kiedy usłyszeliśmy, iż czas przejść na dietę bezglutenową, to takie samo pytanie pojawiło się w naszych głowach. Zwłaszcza, że jak się okazuje wiele produktów, których o to nie podejrzewamy, może mieć go w swoim składzie.

Na przykład?

Choćby takie szprotki w sosie pomidorowym w puszce. Tak czy inaczej, zanim zaczęła się nasza bezglutenowa przygoda, przez pół roku „przygotowywaliśmy się” do wyeliminowania go z naszego jadłospisu, czytając etykiety, próbując różnych przepisów i kombinując, jak część naszych glutenowych przysmaków przerobić na ich bezglutenowe odpowiedniki.

Czyli na przykład pizzę...

Dokładnie tak. Łatwo nie było, bo wiele ciast czy mącznych potraw nie dało się łatwo „przerobić” na wersje bezglutenowe. Źle dobrane proporcje czy użyte składniki powodowały rozsypywanie się kruchych tart czy pierogów. Dopiero po kilku próbach osiągaliśmy zamierzony efekt, bez stosowania gotowych mieszanek, czy np. gumy guar. Te właśnie pozytywne efekty spowodowały, że uwierzyliśmy, iż dieta bezglutenowa nie jest wyrokiem, a po prostu innym sposobem podejścia do odżywiania.

Ciężko chyba zrezygnować z pachnącego chleba i świeżych obwarzanków?

To prawda. Nasz coniedzielny rytuał kupowania chrupiącego obwarzanka na Rynku Głównym jest tym, czego nam chyba najbardziej brakuje na diecie bezglutenowej. Może też dlatego, że jeszcze nie udało nam się stworzyć jego bezglutenowego odpowiednika. Natomiast jeżeli chodzi o chleb, to dopracowaliśmy sobie przepis na pyszny chleb gryczany do takiego stopnia, że przestaliśmy tęsknić za tym pszennym. Co oczywiście nie oznacza, że przechodząc koło piekarni nie chcielibyśmy usłyszeć dźwięku pękającej, pachnącej i chrupiącej skórki tradycyjnego bochenka.

Skąd pomysł na bloga z daniami bez glutenu?

Nasz blog „Kuchenne Wariacje” przez kilka lat był blogiem z potrawami tradycyjnymi. Niestety, przez coraz gorsze samopoczucie i decyzję lekarza, aby odstawić gluten, musieliśmy też zmienić profil bloga. Stwierdziliśmy, że byłoby nonsensem dalej publikować przepisy na potrawy glutenowe, kiedy się ich nie je. Mieliśmy obawy, czy to nie spowoduje, że nasz blog straci czytelników, ale okazało się, że niesłusznie.

Może dlatego, że teraz zrobiła się „moda” na dania bez glutenu? Tymczasem lekarze mówią, że zdrowym osobom dieta bezglutenowa może wręcz szkodzić.

To prawda, przylepiono łatkę diecie bezglutenowej, że jest bardzo dobra dla osób, które chcą zrzucić zbędne kilogramy, a to nie tędy droga. Każda dieta ma swoje ograniczenia i jej stosowanie winno być podyktowane względami zdrowotnymi. Przejście na jakąkolwiek dietę z pobudek modowych jest nierozsądne. W przypadku diety bezglutenowej zalecana jest suplementacja witamin z grupy B, których może zacząć brakować po odstawieniu produktów zbożowych. Natomiast sam gluten nie jest czymś, czego potrzebuje organizm. Ba, nawet widać, że jego wpływ może być wręcz szkodliwy dla zdrowia i powodować mnóstwo dolegliwości - począwszy od bólów głowy, problemów z układem pokarmowym czy ze skórą.

Te problemy dotykają nie tylko osób z celiakią.

Niestety, pszenica, która obecnie rośnie, nijak ma się do tej sadzonej przez naszych dziadków. Została tak mocno zmodyfikowana, aby była bardziej wydajna i mniej wrażliwa na czynniki zewnętrzne, że nasze organizmy zaczynają się buntować, kiedy pakujemy w nie kolejną pszenną bułeczkę, mającą więcej wspólnego z zakładami chemicznymi niż z szumiącymi łanami zbóż na sielskich nasłonecznionych polach. Nie jesteśmy lekarzami, ale ciężko nam znaleźć sensowne argumenty za tym, że dieta bezglutenowa ma być bardziej szkodliwa niż coraz bardziej przetworzone jedzenie, które każdego dnia spożywamy.

Podobno na celiakię choruje zaledwie 1 procent społeczeństwa... Reszta może jeść gluten bez ograniczeń.

Podobno, bo tak naprawdę nie wiadomo, ile osób żyje w nieświadomości, że może mieć celiakię czy też nietolerancję glutenu. W naszym przypadku dopiero dieta eliminacyjna pokazała, gdzie leży problem związany ze złym samopoczuciem. Dodatkowo wielu lekarzy - mamy wrażenie, że tych bardziej idących za postępem medycyny i nauki - zaleca, aby w przypadku chorób z rodziny autoagresji (jak Hashimoto, na które się też załapaliśmy) ograniczyć właśnie gluten i laktozę. To pokazuje, że te nieszczęsne białka tworzące gluten nie są tak bez znaczenia dla funkcjonowania organizmu. Tak jak wcześniej wspominaliśmy, zboża, z których obecnie robi się wypieki, nie są tymi samymi, z jakich nasze babcie piekły chleby i dlatego wiele osób zaczyna mieć coraz większe problemy zdrowotne.

Co jest najtrudniejsze w diecie bezglutenowej?

Sądzimy, że największym problemem jest przestawienie się na inny sposób odżywiania. Trzeba zapomnieć o tym, że gdy nagle zgłodniejesz, to możesz skoczyć do sklepu po drożdżówkę czy obwarzanka. Nie zrobisz w minutę zakupów, tylko w większości przypadków, zanim włożysz coś do koszyka, to najpierw będziesz zmuszony przeczytać etykietę. Idąc w odwiedziny do rodziny nie złapiesz czegokolwiek, co jest na stole. Tak samo w restauracji. Niestety, dieta bezglutenowa trochę utrudnia życie, zwłaszcza towarzyskie przy pełnych smakołyków stołach. Pocieszające jest to, że z czasem jest łatwiej, tylko trzeba sobie wyrobić pewne nawyki. Sami zaczęliśmy piec chleb, w przepisach używamy więcej warzyw, przekąskami teraz są orzechy i owoce, a nie paluszki i chipsy. Jadąc na wycieczkę bierzemy własne kanapki i np. sałatkę na zimno z bezglutenowym makaronem czy ryżem, a dzięki fantastycznym znajomym podczas odwiedzin zawsze możemy liczyć na to, że przygotują coś specjalnie dla nas, mając na uwadze naszą dietę.

Skąd pomysł na książkę z przepisami bezglutenowymi?

Myśl o własnej książce chodziła za nami od dawna. Było to nasze marzenie, ale nie do końca mieliśmy na nią pomysł. Wiedzieliśmy, że nie może to być książka, w której będą przypadkowe przepisy. Chcieliśmy, aby miała myśl przewodnią i była skierowana do konkretnej grupy docelowej. I właśnie dieta bezglutenowa, która mimo wszystko była wymuszona względami zdrowotnymi, spowodowała że narodził się pomysł na książkę „Sezonowo bezglutenowo”. Przez rok testowaliśmy różne przepisy, różne produkty. Szukaliśmy prostoty, a jednocześnie chcieliśmy, aby było smacznie i żeby każdy bez większego wysiłku był w stanie stworzyć zawarte w książce danie. Chcieliśmy również, aby książka ułatwiła osobą takim jak my przejście na dietę i zmianę w swoim dotychczasowym odżywianiu. Wiemy po sobie, że to niełatwy start i wiele osób poddaje się po kilku dniach diety, bo nie wiedzą jak podejść do tematu i co jeść. Dlatego powstało 100 przepisów na dania wytrawne oraz słodkie, które często są bolączką łasuchów, bo trudniej je zrobić. Staraliśmy się przygotować zestaw dla każdego, tj. wegetarian, mięsożerców, tych co lubią słone jak i słodkie potrawy. Wszystkie potrawy były też przez nas sfotografowane i później zjedzone...

Pyszne były?

Tak, chociaż większość już była zimna. Ale do tego zdążyliśmy przywyknąć prowadząc kilka lat bloga. Nie malowaliśmy potraw i nie upiększaliśmy graficznie. Prosto z palnika szły pod obiektyw. Zależało nam na tym, aby kupujący książkę dokładnie wiedział, co może przygotować w swojej domowej kuchni patrząc na nasze zdjęcia. Mamy nadzieję, że właśnie ta prostota przekona do nas przyszłych czytelników.

To teraz nic, tylko gotować. Jest chyba tylko jeden problem. Dieta bezglutenowa jest dość droga...

Niestety, wszystkie produkty certyfikowane ze znakiem przekreślonego kłosa, a więc bezpieczne dla osób na diecie bezglutenowej, są zdecydowanie droższe niż ich odpowiedniki bez certyfikatu. Na przykład mąka gryczana jest dwa razy droższa od zwykłej. Jest to podyktowane uwarunkowaniami, jakie są nakładane na firmy produkujące żywność bezglutenową. Nie da się w jednej fabryce na tej samej linii produkcyjnej paczkować mąki pszennej i np. ryżowej, a później ją traktować jako bezglutenową. Drogie są też gotowe bezglutenowe słodycze. Paczka małych ciasteczek o wadze 150 g kosztuje tyle samo co kilogram ciasteczek, którymi objadaliśmy się przed przejściem na dietę.

Chyba wasz budżet bardzo ucierpi...

Zmieniamy podejście do gotowania i odżywiania i nie jest tak źle! Przestaliśmy się objadać niezdrowymi przekąskami, pieczemy mały chleb, zamiast kupować duży, którego połowa się zeschnie i go wyrzucimy. Zamiast iść na fast food, to skaczemy do warzywniaka po gruszkę. Dzięki temu jest i zdrowiej, i taniej.

Źródło: TVN24