Kilka godzin temu rozpoczął się „Black Friday”, dzień, w którym wiele sklepów decyduje się obniżyć ceny. Sprawdziliśmy, jak w "czarny piątek" sytuacja wygląda w poznańskich centrach handlowych.

Przed godziną 12 odwiedziliśmy Avenidę. Jak na razie tłumów nie ma, ale wszystko ma się zmienić po południu.

- Ruch jest trochę większy niż w normalny dzień, jednak nie ma co mówić o jakimś typowym „boom”, który istnieje w Stanach Zjednoczonych. W tych godzinach ludzie przebywają w pracy lub mają inne obowiązki. Spodziewamy się, że ruch zwiększy się tak jak w latach poprzednich, czyli po godzinie 16 – mówi Milena, jedna z ekspedientek poznańskich sklepów odzieżowych.

Wiele osób spotkanych w centrum handlowym wyjaśnia, że wcale nie przyciągnął ich Black Friday.

- Są wprowadzone obniżki o 10, 20 lub 30 proc., ale to tak naprawdę mało, do tego, jakie są w USA. Można zaoszczędzić kilka złotych, ale dla mnie to nie ma sensu. Wolę przyjść w inny dzień i zrobić zakupy, niż przepychać się w tłumie i napsuć sobie nerwów – wyjaśnia Krystian Wilczak, którego spotkaliśmy w galerii, jednak – jak zaznacza – nie przyszedł na zakupy, tylko spotkać się ze znajomymi w kawiarni.

Udaliśmy się również do Starego Browaru, gdzie okazało się, że ruch był znacznie mniejszy, niż w Avenidzie.

Zobacz galerię

Warto dodać, że Black Friday dla Amerykanów to prawdziwe święto zakupów. Chociaż lubimy przejmować anglosaskie wydarzenia handlowe, okazuje się, że aż 64 proc. Polaków nie słyszało o tym festiwalu promocji cenowych. I chyba nie ma w tym nic dziwnego, bo jak twierdzi dr Andrzej Szymkowiak z katedry Handlu i Marketingu Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu obniżki w Polsce wynoszą średnio zaledwie 6-7 proc. Dzięki nim handel tradycyjny zyskuje 10 -12 proc. w stosunku do obrotów w zwykłe piątki, a handel w Internecie do 25 proc. Wielkości te będą zapewne rosły, gdyż sklepy reklamują rabaty w coraz bardziej agresywny sposób, z roku na rok kusząc coraz lepszymi okazjami.

Zobacz, jak wygląda Black Friday w USA:

źródło: RUPTLY/x-news.pl.