Jest tyle hałasu o CETA? O co właściwie chodzi?

- O pozbawienie państw kolejnego atrybutu suwerenności: możliwości suwerennego kształtowania własnej polityki w dziedzinie międzypaństwowych relacji handlowych. Po prostu - konsekwentnie likwidowana jest suwerenność państw. Dotychczas tylko monarchie w Europie były marionetkowe. Teraz marionetkowego charakteru nabierają państwa. A „wiele hałasu” robione jest po to, żeby się właśnie nikt nie zorientował „o co tu chodzi”.

Kto pamięta „Radio Wolna Europa” ten pamiętać też musi gigantyczny szum zagłuszarek. Jeżeli nie ma skutecznej cenzury to prawdę o świecie trzeba zagłuszać (moje zdanie jest - oczywiście - przeciwne, ale tu opisujemy poczynania tych, którzy aktualnie rządzą). W Polsce w zasadzie każdy „szum medialny” takiemu celowi służy. O żadnym istotnym problemie Polski prawie żadne media nie mówią. Media docierające do tzw. „mas”. Zajmują się w zasadzie wyłącznie „szumem informacyjnym” zagłuszającym jakąkolwiek prawdę. Chodzi o to, żeby tzw. elektorat zawsze dokonywał wyboru między złem i większym złem. Dobro ma pozostawać przez elektorat niezauważalne.

Przeczytał pan całą umowę? Ktoś ją jest w stanie przeczytać i zrozumieć? Po co taka wielka księga?

- Całej umowy nie czytałem. Oczywiście każdy jest w stanie ją bez problemu przeczytać. Jest to w sumie tylko 2320 stron. Jeżeli ktoś przeczytał np. „Trylogię”, czy „Hary Pottera” to dałby radę przeczytać i tę umowę. Tylko: po co!? Kiedy Rywin przyszedł do Michnika chodziło o wielomilionową łapówkę za dwa słowa, a wieloosobowa komisja śledcza w wielostronicowym projekcie ustawy doszukiwała się tego przez kilka miesięcy. Możemy więc sobie tylko wyobrazić ile takich sformułowań zakamuflowanych jest w tych kilku tysiącach stron tekstu umowy CETA. Pisali przecież tę umowę najwybitniejsi fachowcy od lobbingu... i kamuflażu. A po co taka wielka księga? Przypomnijmy sobie starożytną dewizę wypowiedzianą przez Tacyta: „im bardziej chore państwo tym więcej w nim praw”. W Polsce mówimy, że liść najłatwiej schować w lesie; więc jeśli mamy do schowania kilkaset liści to i las musi być odpowiednio wielki.

Też pan uważa, że CETA jest zagrożeniem dla konsumentów w Europie, w Polsce?

- To nie jest jakieś „moje uważanie”; to jest fakt. Każdy kraj ma np. swoje standardy bezpieczeństwa żywności. I nie chodzi tu bynajmniej o jakieś „zalecenia dietetyczne”, ale o zawartość w żywności składników o potwierdzonej szkodliwości. Do tych standardów dopasował się cały krajowy przemysł spożywczy. Standardy takie nie stanowią jakiegoś lobbingu na rzecz wybranej grupy producentów; są podyktowane ochroną interesów (w tym wypadku interesów zdrowotnych) wszystkich obywateli. Złamanie teraz takich standardów (obniżenie norm) zaszkodzi konsumentom, a w kategoriach rywalizacji kapitałowej doprowadzi do upadku krajowe przedsiębiorstwa i wyprowadzi zyski za granicę. Podobnie jest ze szkodliwością stosowanych technologii... Stosujemy technologie nieszkodzące środowisku, więc cały nasz przemysł zostanie zniszczony zalewem produktów przemysłu amerykańskiego, który z wymogami ochrony środowiska raczej się nie liczy. A w końcu nie można też odbierać państwom naturalnych praw do robienia głupstw. Jeżeli któreś państwo chce „chronić” jakieś dziedziny własnej gospodarki (przed lepszą i tańszą obcą konkurencją) to nie można mu odbierać takich możliwości - mimo, że tego typu poczynania na ogół przynoszą gospodarce straty. Nikt nie powinien mieć prawa uszczęśliwiania innych wbrew ich woli. Takie postępowanie nazywa się gwałtem. Jako polski patriota nie zgadzam się by mój kraj był gwałcony.

Przeciwnicy umowy przywołują artykuł 25.2. Czy błąd w tłumaczeniu to próba manipulacji opinią publiczną w Polsce?

- Z tym detalem się nie spotkałem. I bardzo dobrze zresztą. W takie detale nie warto w ogóle wkraczać. Nie może nam przysłowiowe drzewo przysłonić lasu.

Dlaczego oznakowanie żywności znakiem “wolne od GMO” jest takie ważne?

- Na rynku konsumenckim powinna obowiązywać „dyktatura konsumentów”. Produkcja jest odpowiedzią biznesu na zapotrzebowanie rynku. Mówiąc w pewnym uproszczeniu: konsumenci, którzy nie zgadzają się z zabijaniem świń po prostu nie kupują wieprzowiny (nie kupujemy np. mięsa z wróbli i wróble giną sobie spokojnie śmiercią dla nich naturalną). W taki sposób np. prawie wyeliminowano naturalne futra i hodowle lisów. To była, oczywiście, śmiesznostka, a organizmy modyfikowane genetycznie bynajmniej już śmiesznostką nie są. Na pewno nie można sobie lekceważyć manipulowania w genomach organizmów wprowadzanych do ekosystemów. Naturę czynimy nienaturalną; to bardzo ryzykowny eksperyment. W sytuacjach o wiele łatwiejszych ingerencja w naturę zakończyła się katastrofą. Pycha może się okazać dla ludzkości zgubna. Pozwólmy więc ludziom na obronę naturalnej przyrody metodą niekupowania produktów pochodzących od organizmów ze sztucznie modyfikowanym genomem. A przecież nie jesteśmy też pewni w jakim stopniu te sztuczne geny wbudowują się w genomy ludzkie i z jakim skutkiem (w genomach wszystkie błędy upowszechniają się metodą samopowielania; replikacji).

Gdzie są jeszcze potencjalne zagrożenia ukryte w CETA?

- Pyta Pan: „gdzie ukryte są liście?” Oczywiście - „w lesie!” W tych tysiącach stron druku. Po to przecież te tysiące stron papieru zadrukowano. Vide: „...lub czasopisma...”. Niech polski parlament powoła Komisję śledczą jak w sprawie „przychodzi Rywin do Michnika” i po paru miesiącach będziemy mieli kilka tysięcy stron bardzo ciekawych spostrzeżeń i wniosków.

Zastanawiam się, o co tyle krzyku w przypadku umowy UE-Kanada. Ten kraj ma mniej mieszkańców niż Polska. Gdzie jest zatem przysłowiowy haczyk?

- W „tym kraju” mogłoby być tylko kilkuset obywateli a szkodliwość procederu byłaby dokładnie taka sama. Jeżeli agresji na Polskę można dokonać z jednego, wybranego kraju, to jego liczebność, położenie geograficzne czy obszar nie ma znaczenia. Czy Stany Zjednoczone zgodzą się na niekontrolowany i bezcłowy napływ opium z - dajmy na to - Kosowa z tego tylko powodu, że Kosowo jest krajem niezbyt licznym i niezbyt dużym?

Polski parlament powinien ratyfikować umowę CETA?

- Nie. Przede wszystkim - nie powinniśmy podpisywać Traktatu Lizbońskiego, bo to właśnie ten podpis pozbawił Polskę suwerenności. Teraz tylko toczą się rozgrywki to to, kto i jak będzie ten szaberplatz eksploatował. Na razie ten polski szaberplatz eksploatuje kto chce i jak chce. My jesteśmy sprowadzeni do roli bydła, które ma tylko dawać mleko, a jeśli się chłopi czasem pobiją (czy ułożą) o to kto krowy będzie doił, to raczej opinii tych krów nikt pod uwagę nie bierze.

A co będzie z TTIP? Prezydent elekt Donald Trump nie jest jej zwolennikiem?

- Niestety, absolutnie nie mamy pojęcia czego zwolennikiem (czy też przeciwnikiem) jest amerykański Prezydent elekt. Po prostu mówił to, czego ludzie chcą słuchać. A co będzie robił - to się dopiero okaże. Jeżeli ktoś wierzy w głupstwa wygadywane przez kandydatów w wyborach - sam jest sobie winien. Popełnia grzech samoogłupiania. Nas musi interesować metodyka postępowania Stanów Zjednoczonych i amerykańskie cele strategiczne (gospodarcze, militarne, kulturowe...), a zamysły i zamiary amerykańskiego prezydenta zostawmy jemu samemu i obywatelom USA.

Jaka jest przyszłość współpracy transatlantyckiej w kontekście prezydentury Trumpa?

- To akurat wiemy bardzo dokładnie: nieznana. Jedno zjawisko dostrzegamy tu wyraźnie: Ameryka woli wywierać presję na wszystkie europejskie państwa razem, niż na każde państwo z osobna. W aktualnym sezonie politycznym na pewno Ameryka wolałaby, aby wszystkie europejskie kraje - a nie tylko Polska - dokuczały Rosji na wszelkie możliwe sposoby.