Dynamiczny rozwój farm wiatrowych nasuwa pytanie, czy jest to dobra droga na rozwiązanie problemów światowej energetyki i do jakiego stopnia możliwe jest zwiększanie udziału źródeł odnawialnych w miksie energetycznym.

W ostatnim czasie coraz częściej w aukcjach na budowę morskich farm wiatrowych oczekiwane przez oferentów wsparcie rządowe spada do poziomów zbliżonych lub równych zeru. Jest to widoczne w przypadku wielu krajów europejskich, takich jak Niemcy, Dania, Holandia czy wreszcie Wielka Brytania. Media rozpisują się na temat korzyści związanych z czystą energią i chwalą postęp technologiczny, dzięki któremu koszty budowy instalacji spadają w gwałtownym tempie. Polityka klimatyczna Unii Europejskiej zmierza do tego, aby zapewnić wzrost cen zielonych certyfikatów. Już wkrótce może się okazać, że farmy wiatrowe i fotowoltaika to najbardziej racjonalne cenowo metody pozyskiwania energii elektrycznej.

Głównym problemem jest zapewnienie sprawnego funkcjonowanie przedsiębiorstw i gospodarstw domowych w okresach, gdy wiatr nie wieje i chmury przesłaniają słońce. Konieczne jest zachowanie pewnej podstawy mocy, która pochodzi ze źródeł niezależnych, czyli węgla, atomu lub gazu (kraje posiadające odpowiednie warunki hydrologiczne mogą też korzystać z elektrowni wodnych).

Unia Europejska, zaostrzając wymogi klimatyczne, przekreśla jednak wspomaganie przez państwa członkowskie elektrowni węglowych. Unijne rozporządzenie o rynku wewnętrznym mówi, że pomoc państwowa w ramach tzw. rynku mocy może dotyczyć tylko jednostek o emisyjności nie większej niż 550g na kWh wytworzonej energii elektrycznej. Akceptowana przez Unię alternatywa w postaci elektrowni atomowych ma dwa znaczące mankamenty. Pierwszym jest ogromny koszt budowy bloku energetycznego, drugim natomiast bardzo mała elastyczność działania. Zwłaszcza ta druga wada dyskwalifikuje elektrownie atomowe jako jednostki współpracujące w harmonijny sposób z siecią, w której duża część mocy będzie dostarczana z elektrowni wiatrowych i fotowoltaicznych. Nie należy się łudzić, że obecny trend związanych ze zwiększaniem udziału tych czystych źródeł energii ulegnie odwrócenie. Polityka klimatyczna wydawała się jedynym elementem, który zadecydował o pojawieniu się tych źródeł w miksie energetycznym. Obecnie jesteśmy coraz bliżej momentu, w którym zwykły rachunek ekonomiczny zadecyduje o coraz szerszym korzystaniu ze źródeł odnawialnych. Musimy liczyć się z tym, że w dążeniu do zapewnienia najbardziej efektywnego rozwiązania poszczególne państwa będą szukały takich rozwiązań technologicznych, w których będzie możliwe korzystanie w jak najszerszym stopniu z najtańszych form energii (wiatr, słońce, woda). Wymaga to jednak wspomagania systemu w sytuacjach koniecznych droższą, ale bardzo elastyczną siecią elektrowni tradycyjnych. Wydaje się, że najbardziej odpowiednie do tego ostatniego zadania mogą być bloki gazowe. Aby pójść w kierunku zwiększania udziału OZE konieczne będzie rozwijanie sieci przesyłowych. Bieżące warunki pogodowe na całym obszarze Unii są zróżnicowane i umożliwienie łatwego przesyłania energii pomiędzy poszczególnymi krajami znacznie zwiększyłoby bezpieczeństwo energetyczne. Można przyjąć, że w tym kierunku będzie w przyszłości zmierzała polityka Unii Europejskiej. Sprawne sieci przesyłowe wysokich napięć oraz wydajne interkonektory łączące poszczególne systemy energetyczne dałyby możliwość łatwego handlu energią i zwiększenia efektywności energetyki.

Polska w chwili obecnej wydaje się podążać w przeciwfazie do oczekiwanych trendów. Uchwalona w 2015 roku "ustawa wiatrakowa" w pewnym stopniu przyblokowała możliwość przyśpieszonego rozwoju tego kierunku. Opieranie bezpieczeństwa energetycznego wyłącznie na węglu może w chwili obecnej wydawać się racjonalne z punktu widzenia polskiej rzeczywistości. Kierujemy się tak ważnymi powodami, jak zapewnienia zbytu dla przemysłu górniczego, względy społeczne, czy zbyt małe własne złoża gazu ziemnego. Jednak w dłuższym terminie to rozwiązanie może okazać się ślepą uliczką. Nawet biorąc pod uwagę pulę darmowych certyfikatów, z jakich Polska będzie korzystać do 2030 roku oraz zakładając wynegocjowanie korzystnych rozwiązań w zakresie rynku mocy, musimy liczyć się z tym, że za kilkanaście lat problem powróci ze zdwojoną siłą. Nasz przemysł wydobywczy prawdopodobnie nie będzie mógł wówczas bazować na tak korzystnych ceny węgla, jak obecnie, a polskie elektrownie nie będą w stanie wspierać upadających kopalń. Wydawało się, że w walce o węgiel Polska zyskała nieoczekiwanego sojusznika w postaci amerykańskiego prezydenta. Sprzeciw Trumpa wobec postanowień paryskiego szczytu klimatycznego okazał się jednak całkowicie bezzasadnym gestem. Ogromne amerykańskie zasoby gazu łupkowego powodują, że USA w swojej polityce energetycznej prędzej czy później podąży tą samą ścieżką, co Unia Europejska. Szybki postęp technologiczny w USA wymusi ekonomiczny kierunek rozwoju bazujący na taniej energii wiatrowej i słonecznej, wspieranej dla zabezpieczenia podstawy mocy siecią elektrowni gazowych. Wówczas nasz kraj w swojej walce o coraz bardziej taniejący węgiel może znaleźć się na straconej pozycji.