Rozmowa ze ZBIGNIEWIEM GRYCANEM, współwłaścicielem i prezesem firmy „Grycan. Lody od pokoleń”

- Czy opolscy samorządowcy przekonali pana do  inwestowania w naszym regionie?
- Z dużą sympatią podchodzę do Opolszczyzny. To w Opolu zdobyłem dyplom rzemieślniczy w zawodzie cukiernika, a na Opolszczyźnie zarobiłem pierwsze pieniądze, które potem zainwestowałem w firmę. Macie wiele atutów. Po pierwsze lokalizacja: wszędzie jest blisko, także za granicę do Czech i Niemiec, jest autostrada. Z tego, co wiem, panuje tu także bardzo przyjazna atmosfera. Inwestorzy powinni szukać takich terenów jak w Opolskiem. Gdybyśmy mieli plany wiążące się z szukaniem innej lokalizacji, to wzięlibyśmy Opolszczyznę pod uwagę.

- Co jeszcze nasze władze powinny zrobić, żeby zrealizować prezentowaną podczas kongresu wizję „Doliny Spożywczej”?
- Dżentelmeni o pieniądzach nie rozmawiają, ale ulgi dla przedsiębiorców są istotne. No i oczywiście infrastruktura oraz klimat probiznesowy. 

- W  tym roku obchodzi pan „złote gody” jako przedsiębiorca. Jaki jest przepis na długowieczność w biznesie?
- 50 lat minęło w tym roku, jak prowadzę własną działalność gospodarczą.Na początku były razem ze mną trzy osoby - musiałem pełnić wiele funkcji naraz. Dziś zatrudniamy ponad 1200 osób, z czego ponad 700 na umowach na stałe. Pracownicy mają dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne, podczas urlopów korzystają z dwóch firmowych apartamentów w Wiśle. Obca jest nam zasada: „wiadro wody i są lody”. Używamy wyłącznie naturalnych składników. Na przykład wykorzystujemy około 1000 ton owoców świeżych lub mrożonych. Uważnie dobieramy dostawców. To są firmy z Polski. Przez pewien czas korzystałem nawet ze śmietanki produkowanej przez jedną z opolskich mleczarni. Moją koronną zasadą jest dbałość o jakość. Jakość, jakość i jeszcze raz jakosć - to moja dewiza od początku pracy.

- Jednak „Grycan. Lody od pokoleń” to firma stosunkowo młoda. Wcześniej była „Zielona Budka”...
- Pod nowym brandem rzeczywiście działamy od 8 lat. Po „Zielonej Budce” miałem  trzy lata przerwy w biznesie. Z „Grycan. Lody od pokoleń”  osiągnęliśmy sukces na nowo, chyba dlatego zostałem zaproszony na ten kongres i rozmowę na Kanapie Forbesa. Jesteśmy liderem w klasie lodów premium w opakowaniach litrowych i półlitrowych. Posiadamy największą sieć lodziarni w Polsce i zaopatrujemy najbardziej ekskluzywne hotele, np. sieci Mariot czy Sheraton. Jako „Zielona Budka” sprzedawaliśmy lody nawet nad  Bajkałem, ale jak mówią nasi południowi sąsiedzi: to se ne vrati.

- Lody to produkt sezonowy, a z danych GUS wynika, że Polacy wydają mniej na konsumpcję. Do tego dochodzi konkurencja na rynku. Jak sobie z tym radzicie? 
- Zawsze powtarzam, że branża spożywcza jest sprawiedliwa, bo każdy ma podniebienie. Jakość, jakość i jeszcze raz jakość to klucz do zdobywania klientów. A z kryzysem jest tak, że raz jest górka, a raz dołek. Kryzys minie, będzie górka. Faktycznie, konsumenci mają teraz mniej pieniędzy, co widać choćby po tym, że sprzedaż wafli nam rośnie, a gałek maleje. To oznacza, że będziemy musieli się przyjrzeć kosztom. Często powtarzam pracownikom, żeby nie mylili przychodów z dochodami.

- Które lody lubi pan najbardziej?
- Jestem tradycjonalistą - waniliowe, czekoladowe, a latem truskawkowe.

- A jak się tworzy nowe smaki? 
- Duży udział bierze w tym  małżonka. Mamy własne laboratorium, sprawdzamy w nim przede wszystkim, czy nam coś smakuje.

- Firmy rodzinne, których jest pan reprezentantem, dominują w naszym regionie. Na około 100 przedsiębiorstw w Opolskiem ponad 90 proc. to właśnie firmy tworzone przez rodziny. Jakie mają szanse na rozwój?
- Uważam, że tkwi w nich olbrzymi potencjał. Jeszcze 15, 20 lat temu rzemiosło polskie było bardzo mocno rozwinięte. A to przecież z rzemiosła wyrosło wiele firm rodzinnych. Mają one olbrzymie szanse i możliwości, żeby działać. Muszą jednak ustalić, w jakiej skali chcą to robić.