PGNiG włącza się do walki ze smogiem. O akcji „Rodzina, dzieci, powietrze bez śmieci” opowiedział jej ambasador dziennikarz Radosław Brzózka

Wcześniej angażował się pan również w inne akcje ekologiczne. Czy temat czystego środowiska jest panu szczególnie bliski?

Nie myślę o sobie jako o ekologu. Wydaje mi się jednak, że dziś każdy z nas inaczej myśli o swoim życiu i zdrowiu. Gdy wyjdziemy na ulicę, nieważne w małym, czy dużym mieście, zobaczymy, że mnóstwo ludzi biega, co kiedyś nie miało miejsca na taką skalę. To nie tylko kwestia mody.

Polacy przykładają też coraz większą wagę do tego co jedzą. Zaczynamy myśleć bardzo poważnie o swoim zdrowiu, a co za tym idzie także o ochronie środowiska i w ten naturalny sposób wszyscy powoli stajemy się ekologami. Kiedyś, na przykład, prawie nikomu nie przeszkadzało wywożenie śmieci do lasu.

Nie biorę udziału w akcjach przesadnie ekologicznych. Interesują mnie akcje racjonalne. „Powietrze bez śmieci” to bardzo ważny program, który jest odpowiedzią na sytuację związaną ze smogiem. Nie możemy zapominać o tym, że powietrze w Polsce jest złej jakości. Odzwierciedlenie tego faktu widać niestety także w statystykach, które dotyczą zgonów.

Obecnie problem smogu jest szeroko omawiany w mediach. Zważywszy na to, czy uważa pan że taka kampania edukacyjna jest potrzebna?

Powiedziałbym nawet, że jest ekstremalnie potrzebna. Niedawno, w ramach małego remontu, oddawałem niepotrzebne rzeczy znajomemu mieszkającemu poza miastem. Powiedziałem: ''spróbuj to spalić, a przyjdę i osobiście cię uduszę''. Wtedy usłyszałem ''ale przecież to leci wysoko do góry i nikomu nie szkodzi!'. Przy całym tym szumie informacyjnym, nawet dzisiaj ludzie nie zdają sobie sprawy z tego jak działa prosta fizyka. Naprawdę, wciąż wiele osób wierzy, że gdy coś się spali, to problem znika. Natomiast mało kto wie, że w tym dymie znajduje się sadza, szkodliwe aerozole, pyły. Tego wszystkiego nie widzimy gołym okiem, ale to nie zmienia faktu, że one w tym powietrzu są, szybko z powrotem opadają i dostają się głęboko do naszego organizmu. Wydaje mi się, że jeśli przyjdziemy z odpowiednim przekazem do dzieciaków, to będą one później zarażać nim zarówno rówieśników, jak i swoje rodzeństwo. O smogu mówi się wiele, ale wciąż należy też uświadamiać, tłumaczyć, zachęcać.

Jakie działania będą podejmowane w ramach akcji?

Działania skierowane są do dwóch grup: pierwsza to dzieci z klas I – III. W ramach akcji przygotowane są gotowe projekty zajęć, na których przekazana zostanie bardzo konkretna wiedza. To jest założenie tego projektu: ma być on edukacyjny, ma kształtować pewne postawy w oparciu o konkretną wiedzę. Drugą grupą są mieszkańcy gmin. Będą mogły się one zgłaszać do internetowego plebiscytu. To jest ta szersza grupa do której kierujemy swój program. Natomiast najbardziej intensywne działania kierujemy w stronę dzieci.

Czy sądzi pan, że taka akcja skierowana w stronę dzieci i gmin może przyczynić się do choćby minimalnego ograniczenia problemu smogu?

Absolutnie tak. Właśnie wróciłem z Indii. Tam widać co robią ludzie, którzy zarówno nie mają wiedzy, jak i też potrzebnych narzędzi. Wyrzucają wszystko gdzie popadnie. Jeśli już zbierają cokolwiek do koszy, później jest to palone. Niedawno przyjechałem też do Gdańska, wysiadłem z samochodu i w samym centrum miasta poczułem ten sam smród palonych śmieci, co w Indiach – przykre doświadczenie. Dziś wiemy, że to nie jest tylko nieprzyjemny zapach, ale także toksyny. Świadomość tego niebezpieczeństwa wciąż rośnie.

Jestem przekonany, że niedługo Polska stanie się jednym z tych krajów, w których obywatele są świadomi tego jakie niebezpieczeństwa niesie za sobą palenie odpadów. Przyczyna jest prosta: za chwilę prawie każdy z nas będzie miał w rodzinie kogoś, kto umrze właśnie z powodu zanieczyszczonego powietrza. Tak jak dziś zdajemy sobie sprawę z tego czym są nowotwory, tak samo powinniśmy byś świadomi chorób jakie wynikają z wdychania smogu. Mówmy co zrobić, by ograniczyć te zanieczyszczenia.