Rolnik Krzysztof Bednarski z Pawłowa Żońskiego podsumowuje żniwa. - Technologia idzie do przodu, a pogoda płata rolnikom psikusy - mówi.

Praca w gospodarstwie nie należy do najłatwiejszych. Cały dzień rolnika oparty jest na ciągłych wizytach w oborze i na polu. Żniwa są dla właścicieli gospodarstw rolnych podsumowaniem całorocznej, ciężkiej pracy. Aby zebrać plon, należy włożyć w uprawę roli wiele serca. Najlepiej rozumieją to rolnicy, którzy z dziada pradziada uprawiają ziemię. Do takich rolników należy między innymi Krzysztof Bednarski z Pawłowa Żońskiego, który wraz z rodzicami i braćmi prowadzi rodzinne gospodarstwo rolne.

- Mamy ponad 200 hektarów ziemi. Przy takim areale nie możemy narzekać na nudę. Niekiedy praca trwa od świtu aż do nocy - wyjaśnia nam rolnik.

Rodzinne gospodarstwo Bednarskich nastawione jest na hodowlę bydła mlecznego i opasowego. - Zwierzęta są najważniejsze. Każdego dnia dbamy, by w gospodarstwie wszystko grało. Bydło trzeba nakarmić, później wydoić. Wychodzimy z założenia, że jeśli człowiek chce coś osiągnąć i czerpać korzyści z gospodarstwa, musi je stawiać na pierwszym miejscu. Najpierw praca, później czas na przyjemności - wyjaśnia.

Tegoroczne żniwa Krzysztof ocenia dwojako. - Z jednej strony ze względu na pogodę trzeba było się bardzo postarać, by jak najszybciej zebrać plon, z drugiej zboże w tym roku sypało o wiele lepiej, niż na przykład rok wcześniej. Co do pogody, to w tym roku płatała rolnikom psikusy. Już wydawało się, że będzie ciepło, kiedy nagle zaczynało podać. Tak więc pozostało nam może tylko dziesięć dni na intensywne zbiory. Nie ma się co dziwić, że wszyscy gospodarze wykorzystywali je w stu procentach. Z jednej strony dzisiejsze gospodarstwa są wyposażone w bardzo nowoczesny sprzęt, ale z drugiej nic on nie da, kiedy pogoda nie pozwala na żniwa - opowiada rolnik.

Jak się okazuje, on również poniósł straty podczas tegorocznych zbiorów. - Choć nie było tego wiele, są miejsca, z których nie daliśmy rady zebrać zboża. Po prostu teren stał się tak podmokły, że nie byliśmy w stanie wjechać tam maszynami. Straty nie są jednak wielkie, bo tak jak mówiłem, plon był bardzo dobry. Z jednego hektara ziemi udało się uzyskać spore ilości ziarna. Myślę, że pomimo trudów, rolnicy mogą być zadowoleni - tłumaczy.

Choć Krzysztof już może cieszyć się dożynkami, to nie koniec prac polowych w jego gospodarstwie. - Hodujemy bydło, więc uprawiamy także i kukurydzę. Będziemy ją zbierać pewnie pod koniec września - podsumowuje.

Polecamy też: Odstrasza dziki błyskiem w oku