Młodzi na wsi. Nowocześni, obywatele świata, dobrze wykształceni, znają się na biznesie, marketingu. Dzięki nim wizerunek polskiego rolnika bardzo się zmienił.

- Nie przejąłem po rodzicach dużego gospodarstwa i takim jak ja trudno jest zacząć pracę na własny rachunek - mówi 25-letni Krystian Lech z miejscowości Biała, k. Tarnowa (Małopolska), który od trzech lat prowadzi gospodarstwo liczące ok. 10 hektarów.

Coraz mniej młodych w Europie

W Europie jest coraz mniej rolników, także tych młodych - wynika z raportu Europejskiego Trybunału Obrachunkowego przedstawionego w NIK przez Janusza Wojciechowskiego, członka ETO.

NIK podaje, że w ostatnim dziesięcioleciu ogólna liczba rolników w UE (z wyłączeniem Chorwacji) zmniejszała się w szybkim tempie: z 14,5 mln w 2005 r. do 10,7 mln w 2013 r. W analogicznym okresie liczba młodych rolników spadła z 3,3 mln do 2,3 mln.

- Skuteczne wsparcie dla młodych rolników jest sprawą najwyższej wagi, jeśli chcemy zapewnić trwałość rolnictwa w perspektywie wielu pokoleń - powiedział Janusz Wojciechowski. A unijne wsparcie okazało się najefektywniejsze w Polsce.

- Większa pomoc na początek dla młodych rolników jest bardzo potrzebna - dodaje Krystian z Małopolski. Jemu marzy się powiększenie areału do 50 hektarów i zapewne kiedyś tak się stanie, bo wie, czego w życiu chce.

- Zawsze podobało mi się rolnictwo - opowiada. - Szczególnie praca z użyciem ciągników, maszyn.

W szkole średniej sporo się dowiedział o pojazdach mechanicznych, ale nowinek szuka także w internecie, na pokazach, szkoleniach. Tak jak większość młodych rolników, z którymi wymienia się doświadczeniami np. na forach.

Otwarci na świat, z pasją

Doświadczeniami zdobytymi w gospodarstwie dzieli się za pośrednictwem internetu również Łukasz, który ukończył ogrodnictwo na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim i w Olsztynie rozpoczął studia doktoranckie. W ramach programu wymiany z Ohio State University 7 miesięcy spędził w USA, przez miesiąc pracował na farmie w Teksasie, zaliczył 1 semestr na wydziale rolniczym w Walencji.

Przeczytaj też: Sprzedajesz ziemniaki do sklepu? Musisz się zarejestrować

- Od amerykańskiego farmera, który dzięki bardzo ciężkiej pracy znacząco powiększył swoje gospodarstwo, wiele się nauczyłem - mówi Łukasz (lat 32), który wziął udział w trzeciej edycji programu „Rolnik szuka żony”. W czasie, gdy program był emitowany na antenie TVP, prowadził z rodzicami gospodarstwo (w pow. golubsko-dobrzyńskim, woj. kujawsko-pomorskie) liczące ok. 100 ha.

Co się zmieniło od tamtej pory? - Na podróże mam mniej czasu, bo gospodarstwo powiększyło się do stu trzydziestu hektarów - dodaje. A właśnie podróże są jego pasją. Odwiedził kilkadziesiąt krajów, zdobył najwyższy szczyt Afryki. - Znajdę czas i na wyjazdy - twierdzi. - Nie zrezygnuję z pasji! To mi daje motywację do pracy. A w sezonie pracuję za dwóch.

Jego rodzice - tak jak wielu polskich rolników przed laty - niemal każdą złotówkę przeznaczali na inwestycje w gospodarstwo, a nie np. na podróże. - To się zmieniło - dodaje Łukasz. - Przecież musimy mieć coś z tego życia, a każda nowa znajomość wiele wnosi. Warto szukać wzorów do naśladowania. Lepiej porównywać siebie z lepszymi, a nie cieszyć się z tego, że są od nas słabsi.

Zobacz też: Wiceminister Zarudzki: - Polska wieś się starzeje, ale nasi rolnicy są coraz młodsi

Przypomina z uśmiechem, że kiedyś gospodarstwo przejmowało zwykle to dziecko, które nie chciało się uczyć, albo było najmniej zdolne: - Ksiądz proboszcz też mi o tym niedawno wspominał, ale dodał, że dziś rolnikiem zostaje ten najzdolniejszy. To prawda, bo prowadząc gospodarstwo trzeba się znać nie tylko na produkcji roślinnej czy zwierzęcej, ale i na handlu, marketingu, zarządzaniu...

Młodzi wolą po swojemu

Podobnie uważa 33-letni Mariusz Urbanek z miejscowości Żelechlinek (pow. tomaszowski, woj. łódzkie), który przejął rodzinne po rodzicach i tak jak wielu młodych zaczął prowadzić je po swojemu. - Rodzice mieli około dziesięciu hektarów i produkowali wszystkiego po trochu - opowiada. - Ja zlikwidowałem produkcję zwierzęcą, postawiłem na roślinną.

Dziś gospodaruje na około czterdziestu (łącznie z dzierżawami) i wie, że rolnik, który nie wykazuje inicjatywy, nie docenia innowacyjności może sobie nie poradzić na współczesnym rynku.

On także uważa, że pomimo pomocy unijnej, start młodych rolników jest dziś trudny. - Kto zaczyna od zera lub niewielu hektarów, może sobie nie poradzić - uważa. - No i współczesny rolnik musi być ekspertem w wielu dziedzinach. Kilka pomyłek, może skutkować nawet bankructwem! Takie czasy.

Polska żywność - dobro narodowe

27-letni Bartłomiej Piskorski z Kołodziejewa (pow. inowrocławski, woj. kujawsko-pomorskie) studiował edukację techniczno-informatyczną na Uniwersytecie Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy.

Czy nie planował - tak jak wielu jego rówieśników - wyjechać z Polski, by na Zachodzie szukać szczęścia? - Nie, bo to jest mój kraj, a polską żywność traktuję jak dobro narodowe - wyjaśnia. - Dlatego pomagam prowadzić rodzinne gospodarstwo i olejarnię.

W gospodarstwie Piskorskich tłoczą olej lniany, rzepakowy, konopny, z czarnuszki, wiesiołka i ostropestu. - Chciałbym, żeby nasze gospodarstwo odwiedzali młodzi ludzie - uczniowie szkół, uczelni - dodaje. Co z tego będzie miał? - Satysfakcję - odpowiada. - Chciałbym, żeby młode pokolenie wiedziało więcej o rolnictwie i zdrowym odżywianiu. Warto robić coś dla innych.