Rezygnacja z chowu i hodowli świń w małych gospodarstwach może pomóc w pozbyciu się wirusa ASF. Ale problemów związanych z jego zwalczaniem jest więcej.

- Ponad 90 procent przypadków stwierdzenia wirusa afrykańskiego pomoru świń (ASF) w polskich gospodarstwach rolnych dotyczy małych gospodarstw, w których utrzymywanych było po kilka lub kilkadziesiąt świń - mówi Krzysztof Jażdżewski, zastępca głównego lekarza weterynarii. - Tam z przestrzeganiem zasad bioasekuracji bywa najgorzej. I jest to jeden z powodów występowania ognisk wirusa u świń w Polsce.

Program po nowemu

15 lipca br. weszła w życie nowa edycja Programu bioasekuracji, który obowiązuje na terenach województw: podlaskiego, lubelskiego i mazowieckiego. I już 15 września upływa termin na złożenie w ARiMR wniosków o przyznanie rekompensaty za nieprzerwane nieutrzymywanie świń w gospodarstwach, których posiadacze wcześniej złożyli oświadczenie do powiatowego lekarza weterynarii.

A resort rolnictwa przypomina, że od 29 czerwca do 28 lipca 2017 r. odbyły się nabory wniosków na operacje typu „Restrukturyzacja małych gospodarstw” i „Premie na rozpoczęcia działalności pozarolniczej” w ramach PROW 2014 - 2020. To wsparcie skierowane było do mniejszych gospodarstw, które ucierpiały w wyniku występowania ASF i które zobowiązały się do zaprzestania produkcji trzody chlewnej.

Przeczytaj też: Kalinowski: - Połowa wnioskujących o dopłaty nie sieje i nie orze

Ministerstwo wyjaśnia, że w ramach „Restrukturyzacji małych gospodarstw” o wsparcie mogli starać się rolnicy, którzy zdecydowali się na zaprzestanie chowu i hodowli świń (zobowiązali się do niepodejmowania chowu i hodowli świń co najmniej do upływu 5 lat od wypłaty pierwszej raty premii) i posiadali gospodarstwa rolne o wielkości ekonomicznej mniejszej niż 10 tys. euro (bez uwzględniania produkcji trzody chlewnej), położone na obszarach objętych ASF. O taką pomoc mogli ubiegać się rolnicy, którym nie przyznano i nie wypłacono rekompensaty za nieprzerwane nieutrzymywanie świń w gospodarstwie. Wysokość wsparcia wynosi 60 tys. zł. W ramach przeprowadzonego naboru wpłynęło 98 wniosków na kwotę 5 880 000 zł.

Problem z bioasekuracją

- Czasowa rezygnacja zutrzymywania świń wmniejszych gospodarstwach może wznacznym stopniu pomóc wzwalczaniu ASF-u, ale właściciele dużych stad trzody chlewnej też święci nie są - mówi Jażdżewski. -Nie wszyscy wystarczająco dbają obioasekurację.
Jego zdaniem niektórzy zapewniają, że stosują się do tych zasad, ale ustalenia inspekcji wskazują czasem na istotne braki.

Dodaje:- Na jednym ze szkoleń zapytałem uczestników - głównie właścicieli dużych stad - ile kosztowała ich bioasekuracja w minionym roku? Nikt nie potrafił na to precyzyjnie odpowiedzieć! A to znaczy, że są to koszty niejako przy okazji.

- Jeśli rolnicy wydatków na bioasekurację nie rejestrują, to nie znaczy, że tego nie robią! - twierdzi Jan Biegniewski, wiceprezes Polskiego Związku Hodowców i Producentów Trzody Chlewnej „POLSUS”, rolnik. - Zarówno ja, jak i moi synowie, którzy także są właścicielami chlewni, sporo zainwestowaliśmy w bioasekurację (np. w budowę ogrodzenia, śluzy, przestawienie silosów). Tych wydatków nie trzeba rejestrować, więc tego nie robimy.

Niedawno Komisja Europejska przygotowała projekt rozporządzenia przyznający Polsce pomoc dla gospodarstw utrzymujących do 50 świń z tytułu czasowego zaprzestania produkcji w związku z niespełnianiem wymagań rozp. Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z 6 maja 2015 r. w sprawie środków podejmowanych w związku z wystąpieniem afrykańskiego pomoru świń zmienionego rozp. z 5 lipca 2017 r.

Resort rolnictwa podaje, że zgodnie z rozporządzeniem do programu kwalifikować się będą producenci, którzy otrzymają nakaz zaprzestania produkcji świń i którzy:

  • w dniu wydania decyzji o nakazie zaprzestania produkcji świń posiadali gospodarstwo na obszarze wymienionym w decyzji Komisji 2014/709/UE zmienionej decyzją 2017/1481/UE;
  • od 1 lipca 2016 r. do 30 czerwca 2017 r. posiadali średnio nie więcej niż 50 świń i w dniu kontroli, która doprowadziła do wydania decyzji nakazującej zaprzestanie produkcji wieprzowiny, posiadali co najmniej jedną świnię;
  • świnie opuściły gospodarstwo w czasie wyznaczonym przez odpowiednie władze, nie później niż 120 dni od wydania decyzji o nakazie zaprzestania produkcji świń;
  • złożyli wnioski w czasie wyznaczonym przez Polskę;
  • nie otrzymali do tych samych strat lub tych samych świń pomocy państwa, środków z ubezpieczenia lub pomocy ze środków weterynaryjnych.

Zaproponowane stawki pomocy to 33 euro (ok. 141 zł) za sztukę prosięcia do 20 kg oraz 52 euro (ok. 222 zł) za sztukę w przypadku innych świń.

Co można było przewidzieć

Biegniewski dodaje, że problemów z przestrzeganiem zasad w gospodarstwach, których właściciele nie utrzymują się tylko z trzody chlewnej, można się było spodziewać znacznie wcześniej.

- Nie lubię uogólnień i zrzucania winy na tych, którzy mają mało świń! - denerwuje się właściciel małego gospodarstwa na Podlasiu. - Swój rozum mam i wiem, że ASF to duży problem dla całej gospodarki. Sam nie chcę mieć kłopotów ani zaszkodzić sąsiadom, którzy mają świnie, więc o swoje tuczniki dbam. Do bioasekuracji się stosuję. Ale co z tego, jeśli w lasach wciąż żyją chore dziki. Za ich wybicie trzeba się przede wszystkim zabrać!

- Problemem wciąż są dziki - przyznaje Jażdżewski. - Szczególnie te żyjące w rezerwatach i parkach takich jak np. Biebrzański Park Narodowy. Z odstrzałem w takich miejscach jest kłopot.

Dodatkowo dziki, które są nosicielami wirusa ASF wciąż migrują do Polski zza wschodniej granicy. - Pomysł dotyczący stawiania ogrodzenia jest analizowany, ale koszt takiej inwestycji byłby wysoki - mówi Jażdżewski.

Biegniewski uważa, że koszt ogrodzenia, które mogłoby zatrzymać dziki to ok. 15 zł/m b.: - Gdyby Lasy Państwowe przeznaczyły na ten cel chociaż część wydatków ponoszonych co roku na grodzenie upraw leśnych, to byłby to koszt do udźwignięcia. I dodaje: - Na konieczność stosowania bioasekuracji POLSUS zwracał uwagę już z dziesięć lat temu w opracowaniu dotyczącym strategii rozwoju produkcji trzody. Także na konieczność rozsądnego zawężenia grupy rolników zajmujących się chowem i hodowlą trzody. Nie chodzi o to, by usunąć z rynku wszystkich tych, którzy mają po kilka świń, bo zróżnicowanie jest potrzebne. Problemem są rolnicy, którzy nie stosują się do ważnych zasad dotyczących np. bezpieczeństwa. Niestety, wtedy nikt nas nie słuchał. Gdy pojawił się wirus ASF poprosiłem ówczesnego ministra rolnictwa - Marka Sawickiego, by sięgnął po skoroszyt z tym opracowaniem, to będzie wiedział, co robić w tej sytuacji. Ale on go nie miał.

- Pan Biegniewski nie jest jedynym autorytetem w tej dziedzinie! - ripostuje poseł Marek Sawicki, były minister rolnictwa. - Gdy kierowałem resortem, były tylko trzy ogniska ASF-u, a i tak wiele razy słyszałem, że trzeba na Podlasiu ogłosić klęskę żywiołową. Potem poluzowano przepisy i choroba się rozeszła.

-Przepisy dotyczące zwalczania ASF, począwszy od 1 rozporządzenia, były zaostrzane i jest to normalne zjawisko, gdyż mamy coraz większe doświadczenie w zakresie przenoszenia ASF ze środowiska do gospodarstw i naturalną rzeczą jest, że przepisy się zmieniają - mówi Jażdżewski, który podkreśla, że ASF na pewno nie zagraża konsumentom. Wszystkie wyroby mięsne są bezpieczne. Bo ASF jest chorobą niebezpieczną dla świń domowych i dzików, ale nie dla ludzi!