Kilkudziesięciu mieszkańców Czarnej Dąbrówki stanie przed Sądem Rejonowym w pomorskim Lęborku. Co jakiś czas przychodzą do nich wnioski o ukaranie, wezwania na przesłuchania, a w tym miesiącu odbędą się pierwsze rozprawy sądowe. To pokłosie protestów, jakie miały miejsce pod chlewnią w tej miejscowości w połowie br.

Mieszkańcy uznali, że hodowla trzody znajduje się za blisko budynków i pochodzący z niej fetor będzie nie do zniesienia. Zablokowali jedyną drogę dojazdową do chlewni. Kilka razy doszło do ostrych przepychanek z policją. Teraz posypały się wnioski o ukaranie.

- Kierowaliśmy wnioski o ukaranie do sądu w Lęborku za nieopuszczenie zbiegowiska. Jest to wykroczenie. Po ocenie wykroczeń ci ludzie zostali przesłuchani i skierowaliśmy wnioski do sądu. Sąd stwierdzi, czy doszło do wykroczenia czy nie - komentuje rzecznik bytowskiej policji Michał Gawroński.

Mieszkańcy są zaskoczeni i rozgoryczeni wezwaniami do sądu. Wystosowali w tej sprawie specjalny apel. Mają również żal do policji.

Zobacz galerię

- Po tych wszystkich akcjach, które miały miejsce z nielegalną (a wszyscy zgodnie twierdzą, że jest to nielegalna hodowla), po codziennych, całodobowych dyżurach mieszkańców trwających trzy miesiące, wielokrotnych przepychankach z policją, po obietnicach urzędników i wielu innych jeszcze zdarzeniach. Finał całej sprawy jest taki, że właściciel hodowli dochował prosięta, które udało mu się przewieść (przypominam, że gdyby nie nasze interwencje mielibyśmy tu 5500 świń, a skończyło się na 600 sztukach) jak do tej pory nie poniósł żadnych konsekwencji - piszą w apelu - w imieniu mieszkańców - Dariusz Narloch i Tadeusz Gralak. - Urzędnicy, przez których rażące błędy doszło do całej sytuacji, mają się dobrze ( żaden z nich nie został do tej pory ukarany), nie poniosła konsekwencji policja, która w naszym odczuciu nadużyła swoich uprawnień, a zastępca komendanta policji w Bytowie popełnił wiele błędów i naruszeń prawa (zablokowanie remizy OSP, wyłączenie prądu w remizie, zablokowanie pojazdu strażackiego, który miał wezwanie do osoby poszkodowanej, brak negocjatora, który mógł wstrzymać eskalację późniejszych wydarzeń) - wyliczają dalej mieszkańcy Czarnej Dąbrówki. Ich zdaniem, to właśnie oni poniosą najcięższe konsekwencje protestów. - Wszyscy, którzy brali udział w wydarzeniach, zostają przez policję kierowani do sądu za złamanie prawa. Przyszło już ponad 60 wniosków o ukaranie, a cały czas wpływają kolejne. Mamy wrażenie, jakby urzędnicy i policja chcieli nam pokazać, gdzie jest nasze miejsce i że nie warto podskakiwać. Wszyscy mieszkańcy podobnie to odczuwają, ponieważ jakimś dziwnym sumptem większość spraw kierowanych przeciw właścicielowi chlewni jest umarzana, natomiast nasze kierowane są do sądu. Zastanawiamy się tylko, jak urzędnicy i policja wyobrażają sobie przyszłość, bo przecież są od nas zależni, żyją z naszych podatków, będą nieraz potrzebowali naszej pomocy - komentują Dariusz Narloch i Tadeusz Gralak.

W rozmowie z nami Dariusz Narloch podkreśla, że mieszkańcy czują wielki żal, oburzenie i rozczarowanie. Bronili spraw swojej miejscowości, a teraz mogą zostać za to ukarani. - Wiadomo, że podczas tych protestów górę brały emocje, dochodziło do przepychanek wypowiadano wulgaryzmy - mówi Dariusz Narloch. - Jednak teraz, gdy sprawa z chlewnią ucichła, to my ponosimy największe konsekwencje - dodaje.

Prokuratura Rejonowa w Lęborku prowadziła także postępowanie dotyczące przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy policji.

- Postępowanie dotyczy użycia przymusu bezpośredniego przez policjantów w stosunku do dwóch osób. Postępowanie zostało przekazane do prokuratury okręgowej w Bydgoszczy - mówi prokurator z Lęborka Patryk Wegner. Nie potwierdza natomiast, aby prowadzono postępowania za zniewagę policjantów.


dominik.radecki@polskapress.pl