PolskaTimes.pl

Stwórz własną społeczność!

Serwis powstaje we współpracy z The Times

środa 08 września 2010 r. imieniny obchodzą: Maria, Nestor, Radosław

Głos Wielkopolski » Sport » Żużel » Artykuł

Damian Baliński: Chcę szybko wyjść z dołka

Damian Baliński: Chcę szybko wyjść z dołka

Damian Baliński (© R. Królak)

Głos Wielkopolski Jacek Portala

2010-03-06 06:58:13, aktualizacja: 2010-03-06 06:58:13

Z Damianem Balińskim, wychowankiem Unii Leszno, rozmawia Jacek Portala

Zapomniał już Pan o poprzednim sezonie?
Tak. Nie lubię rozdrapywać ran. Ten koszmar, na szczęście, stał się rozdziałem ostatecznie zamkniętym.

Analizował Pan przyczyny porażek?
Nigdy nie szukałem tanich usprawiedliwień. To nie jest w moim stylu. Najłatwiej byłoby zrzucić winę na kiepską pracę silników. Przegrałem jednak w sferze psychologicznej. Początek ubiegłorocznego sezonu był nawet przyzwoity i nic nie zwiastowało klęski. Dopiero w maju zaczęły się kłopoty. Zagubiłem się totalnie. Zacząłem nerwowo poszukiwać nowych rozwiązań w ustawieniach silnika. Wszystko na próżno. Było jeszcze gorzej. W głowie miałem wielki

zamęt. Wypadłem z kadry narodowej.

Nad włoskimi silnikami GM nadal czuwa Brian Karger? A może popełnia Pan błąd, darząc duńskiego tunera bezgranicznym zaufaniem? Wszak dość liczne grono zawodników ze światowej czołówki korzysta z usług kilku specjalistów i nie narzeka. Nikt nie obraża się z powodu konkurencji.
Karger jest obecnie na szczycie. Ma naprawdę wiele pracy, ale nie sadzę, aby zawodników spoza grona finalistów Grand Prix traktował po macoszemu. Po gorzkiej lekcji, zimą wszystko dokładnie przeanalizowałem. Postanowiłem nadal pracować wyłącznie z Kargerem.

Ma Pan już skompletowany sprzęt przed ligową premierą?
Posiadam kompletne motocykle i dwa dodatkowe silniki. Mecze sparingowe będą sprawdzianem przed ostatecznym wyborem. W tym miejscu należy się ukłon w stronę moich sponsorów i członków zarządu macierzystego klubu.

Wyznaczył Pan sobie konkretne cele?
Chciałbym odbudować swoją formę najszybciej, jak to będzie możliwe. Medali w konkurencji indywidualnej i drużynowej nie obiecuję. Przecież wszystko rozstrzygnie się dopiero na torze.

Trzy lata temu, wraz z Krzysztofem Kasprzakiem, tworzył Pan najskuteczniejszy duet w mistrzostwach ekstraligi, od rozgrywek rundy zasadniczej aż po zwycięski finał. Z kim chciałby Pan utworzyć teraz mocną parę Byków?
Krzysiek odszedł do Unii Tarnów, a pozyskaliśmy Janusza Kołodzieja. Mamy nowego trenera, a mnie nie pozostało nic innego, jak zaakceptować jego decyzję.

Trener Roman Jankowski nigdy nie był zwolennikiem katorżniczej pracy w okresie zimowych przygotowań. To jedyna różnica między żywą legendą Unii Leszno, a jego poprzednikiem?
Z trenerem Czesławem Czernickim pracowaliśmy trzy lata. Zimą mieliśmy dwa zgrupowania, na których harowaliśmy jak sztangiści. Zdobyliśmy wprawdzie złoty i srebrny medal drużynowych mistrzostw Polski, ale w ubiegłorocznym championacie odpadliśmy z rywalizacji już w ćwierćfinale. Brakowało nam świeżości. Czułem się fizycznie wyczerpany już w połowie rozgrywek. Pod batutą trenera Jankowskiego mieliśmy tylko zgrupowanie w Szklarskiej Porębie. Program zajęć był podobny, ale obciążenia treningowe na siłowni nie były tak ogromne. Wszak od kilku lat za przygotowanie fizyczne odpowiada w naszym klubie trener Paweł Barszowski. Teraz nie odczuwam zmęczenia i psychicznego znużenia. Mam poczucie świeżości i lekkości. To jest najważniejsze.

Piąte miejsce biało-niebieskich na mecie ostatnich mistrzostw ekstraligi zostało uznane przez leszczyńskich fanów za dotkliwą porażkę. Czy po rocznej przerwie powrócicie na podium?
Uważam, że poziom ośmiu drużyn naszej klubowej elity jest bardzo wyrównany. Nie zapominajmy, że to najlepsza liga na świecie. Bardzo wyczerpująca i nie można sobie pozwolić na chwilę rozluźnienia czy dekoncentracji w żadnym z wyścigów. Dwa razy z rzędu walczyliśmy w wielkim finale z Unibaksem Toruń. W tej rywalizacji padł remis. Są w ekstralidze kluby z pokaźniejszym budżetem i jeszcze większymi aspiracjami, choćby Włókniarz Częstochowa czy Stal Gorzów, a finały okazały się dla nich nieosiągalne. Przed rokiem media wykreowały Unię Leszno na faworyta w wyścigu po mistrzowską koronę. Niepotrzebnie. Obok Leigh Adamsa i Adama Shieldsa, jestem najbardziej doświadczonym jeźdźcem w ekipie trenera Jankowskiego. Wiem, że o ostatecznym układzie sił po rundzie zasadniczej decydować będą niuanse. A w serii finałowej, rozgrywanej systemem play-off, margines błędu jest cienki jak nić.

W lidze szwedzkiej i duńskiej nie zmienił Pan klubowych barw?
W barwach szwedzkiej Piraterny Motala ścigam się już siedem lat. Nie dostrzegam potrzeby zmian. W duńskim Holsted także czuję się dobrze. Moi skandynawscy pracodawcy są zadowoleni.

Czy będą kontynuowane rodzinne sportowe tradycje?
Starszy syn Mikołaj ma 11 lat i jest zafascynowany taekwondo. Trenuje w Rawiczu. Filip ukończył dopiero roczek. Może pójdzie śladami ojca i wujka Dariusza?

Sonda

Które miasto zasługuje na miano Europejskiej Stolicy Kultury?

Reklama

Głos Wielkopolski»

Copyright © Polskapresse Sp. z o.o.
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.

Mapa serwisu | Dla prasy | Kontakt | O nas | Regulamin | Prywatność | Reklama | eGazety | Sklep internetowy