Marcin Kostaszuk
2010-03-08 05:22:58, aktualizacja: 2010-03-08 05:23:42
Sandra Bullock, muzykujący bracia Jonas, Michael Bay, Eddie Murphy, Paris Hilton... Nie, to nie laureaci Oscarów, ale ich nagród-rewersów - Złotych Malin.
Kiedyś Maliny były folklorem i zgrywą. Odkąd jednak reżyser Paul Verhoeven, a następnie aktorzy Tom Green i Halle Berry odebrali mało zaszczytne laury, świat czeka na antynagrody z równie dużym podnieceniem, co na Oscary. Nie dość na tym: akcja hollywoodzkich krytyków zainspirowała setki podobnych plebiscytów, już nie tylko filmowych. Wspólnym mianownikiem stało się nagradzanie wyjątkowej głupoty, niekompetencji i braku ambicji.
W tym roku jednak Złote Maliny stanęły na rozdrożu: Sandra Bullock została najgorszą aktorką roku, ale z szansami na zdobycie Oscara za bycie (w tym samym 2009 roku) aktorką... najlepszą. Albo ma wahania formy godne polskiej reprezentacji futbolowej, albo wszystkie nagrody są już warte tyle samo...