Piosenki mają zachęcać do pozytywnego myślenia - rozmowa z...

    Piosenki mają zachęcać do pozytywnego myślenia - rozmowa z Basią Szelągiewicz i Darkiem Tarczewskim

    Marek Zaradniak

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Z Basią Szelągiewicz, skrzypaczką i Darkiem Tarczewskim, pianistą o ich projekcie F2F czyli Face To Face.
    Skrzypaczka Basia Szelągiewicz i panista oraz kompozytor Darek Tarczewski to trzion poznańskiej grupy F2F czyli Face To Face

    Skrzypaczka Basia Szelągiewicz i panista oraz kompozytor Darek Tarczewski to trzion poznańskiej grupy F2F czyli Face To Face ©Krzysztof Fabiański

    Czy F2F czyli Face To Face to jednorazowy wasz projekt czy też stała grupa?
    Darek Tarczewski: Zdecydowanie stała. To nasz podstawowy, a w dodatku własny projekt, a jego rodowód sięga czasów naszych studiów na Akademii Muzycznej w Poznaniu. To była grupa założona w latach dziewięćdziesiątych z gitarzystą Rafałem Wiśniewskim, z którym gramy zresztą teraz też.

    A więc nie jesteście tylko duetem. Ile osób jest w zespole?
    Basia Szelagiewicz: My firmujemy to co robimy, ale w zespole gra siedem osób. Jest wiolonczela, gitara, gitara basowa, perkusja, kontrabas. Jeżeli chodzi o skład jesteśmy elastyczni. Możemy występować zarówno z całym zespołem jak i tylko w wersji akustyczmej.
    W zależności od zapotrzebowania. Trochę jak cabriolet. Oprócz nas i wspomnianego Rafała Wiśniewskiego w zespole grają jeszcze wiolonczelistka Olka Walczak, basista Andrzej Długi Laskowski, perkusista Tobias Haas oraz w rozszerzonej wersji także gitarzyści Adam Śmieżewski i Krystian Hayn. W nagraniu naszej debiutanckiej płyty „Inside The Noise” wzięli także udział perkusista Nir Z, trębacz Paweł Kuźniak i fagocista Sławek Piechota.

    Ale skoro wy dwoje firmujecie zespół, opowiedzcie coś o sobie. Pamiętam, że kilka lat temu wygrał Pan organizowany przez Estradę Poznańską konkurs na piosenkę o Poznaniu .
    BS: - Jestem skrzypaczką po Akademii Muzycznej w Poznaniu. Jeszcze na Akademii grałam u Zbigniewa Górnego. Potem u Alka Maliszewskiego. Założyłam duet ze skrzypaczką Alicją Chrząszcz, współpracowałam z Kasią Wilk, Sylwią Grzeszczak i Eleni. Przez kilka lat współpracowałam z Ray’em Wilsonem. Tam poznałam Darka i wystartowaliśmy z własnym projektem
    DT: Jestem kompozytorem i inżynierem dźwięku. Współpracuję z Maćkiem Maleńczukiem, który w listopadzie zagra w Poznaniu. Grałem z Ray’em Wilsonem, ale miałem też epizod związany z Bohdanem Łazuką. Napisałem suitę, w której on nie tańczył ani nie śpiewał, ale czytał teksty. A kilka lat temu rzeczywiście wygrałem konkurs na piosenkę o Poznaniu, ale niewiele z tego wyszło.

    Jak doszło do powstania waszego zespołu?
    DT: Współpracowaliśmy z Rayem Wilsonem. Jeżdżąc i przeżywając różne sytuacje zaprzyjaźniliśmy się. Okazało się, że mamy wspólne spojrzenie na muzykę i stwierdziliśmy, że nie pora pracować na cudze nazwisko, ale na swoje. Znaleźliśmy takie osoby, na których możemy polegać, którym się chce i które przy nas stoją już od około roku. To bardzo ważne. Bo w zespole równie ważne jest nie tylko kto jakim jest muzykiem, ale jakim jest się człowiekiem. Jesteśmy zgraną paczką, która się doskonale rozumie i chętnie ze sobą pracuje. Spotykamy się na próbach, ale i spędzamy razem czas. Dbamy o tę otoczkę pozamuzyczną. To wpływa na psychikę. Jak jest dobra atmosfera to lepiej się tworzy. A wracając do tego jak to powstawało, to mieliśmy wiele rzeczy, które leżały w szufladzie i pomyśleliśmy, że czas, aby je wydać w formie krążka. Materiału jest zresztą i na kolejną płytę więc mam nadzieje, że będą kolejne krążki.
    Płyta nagrywana była w naszym prywatnym studio, ale mastering robiony był w słynnym Abbey Road w Londynie.

    Tam gdzie kiedyś pracowali The Beatles? Jak to się stało?
    BS: Marzyliśmy o tym. Darek jest maniakiem jakości dźwięku i kolejne jego marzenie spełniło się.
    DT: Osoba miksująca płytę nie powinna robić masteringu. Skoro jestem głównym kompozytorem i aranżerem i to miksowałem, to absolutnie nie powinienem robić masteringu. Wybór padł na Abbey Road.

    Jak określilibyście muzykę jaką proponujecie? Czy to jest muzyka współczesna?
    DT: To jest muzyka współczesna z zapatrzeniem w przeszłość. Ale myśląc o przeszłości myślimy o dobrych wzorach zawartych w melodiach. Postawiliśmy na melodyjność, ale i mamy wiele sygnałów, że w warstwie aranżacyjnej brzmi to niezwykle interesująco. Pewnie w dużej mierze wynika to z użycie instrumentów klasycznych. A ich użycie wyniknęło z naszych fascynacji z czasów edukacji muzycznej. Większość z nas kończyła Akademię Muzyczną w Poznaniu. Graliśmy muzykę klasyczną, rozrywkową, jazzowa i to co gramy jest pewną wypadkową tych wszystkich zainteresowań.
    Ważna była dla nas też warstwa tekstowa utworów. Poza tematami przyziemnymi takimi jak miłość i przyjaźń osią główną są nastawienie na szacunek, tolerancję i poszanowanie cudzych poglądów, rozwijanie horyzontów oraz zachęta do samodzielnego, ale pozytywnego myślenia.

    Pytanie czy to jest muzyka współczesna było z mojej strony trochę prowokacyjne. Włodek Pawlik powiedział mi niedawno, że wszystko co gra jest muzyką współczesną, nawet piosenki wykonywane na festiwalu w Opolu. A to iż mówi się, że ludzie uciekają od muzyki współczesnej to jego zdaniem problem kilku panów, którzy nie chcą mieć poprzez swoją muzykę kontaktu ze społeczeństwem.
    BS: Z pewnością coś w tym jest. Na pewno stawialiśmy na melodyjność. To taka płyta, której można słuchać i jednocześnie ją śpiewać.

    Skąd czerpiecie wasze inspiracje?
    Darek: W warstwie brzmieniowej inspiracji nie było. Są natomiast inspiracje podskórne, a więc muzyka taka, której się słucha przez cały czas - Sting, Quincy Jones, czy twórczość Bernarda Hermanna, który pisał muzyklę m.in. do filmówAlfreda Hitchcocka. Ostatnim jego obrazem był „Taksówkarz”, świetny artysta z kręgu klasyki i jazzu. Długo się zastanawialiśmy jak nazwać tę muzykę. Bo to ani rock progresywny ani pop. To po prostu poprock progresywny. Ostatni utwór na płycie posiada rozbudowaną partię klasycznie brzmiących smyczków z otwartym solo gitarowym. Ale jest też na tym krążku wiele przyjemnych ballad. Każdy kawałek będzie można bez problemu powtórzyć i zaśpiewać. Chodziło o złożenie kilku płaszczyzn czyli melodii, która będzie rozpoznawalna i eksplorowana a także szczegółów aranżacyjnych.

    Jest płyta. A kiedy możemy spodziewaćsię koncertów?
    DT : Ustalamy trasę. Nie ukrywamy, że chcemy wykorzytać fakt ukazania się płyty.
    Rozmawiał
    MAREK ZARADNIAK




    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama