Decapy w pigułce [RECENZJA]

    Decapy w pigułce [RECENZJA]

    Zdjęcie autora materiału

    Cyprian Łakomy

    Głos Wielkopolski

    Głos Wielkopolski

    „Anticult”: tu nikt nie wciska słuchaczowi kitu

    „Anticult”: tu nikt nie wciska słuchaczowi kitu ©Materiały wydawcy

    Eksportowa formacja polskiego metalu wraca z siódmym albumem. Choć Decapitated z powodzeniem dryfuje po międzynarodowych wodach od kilkunastu lat, „Anticult” może być tą płytą, dzięki której gwiazda zespołu Wacława „Vogga” Kiełtyki rozbłyśnie z mocą eksplozji atomowej.
    „Anticult”: tu nikt nie wciska słuchaczowi kitu

    „Anticult”: tu nikt nie wciska słuchaczowi kitu ©Materiały wydawcy

    Powodów takich przewidywań jest kilka. Po pierwsze, „Anticult” to album, w którym dostajemy Decapitated w pigułce. Choć całość utrzymana jest w konwencji rozbujanego, współczesnego death metalu, to skutecznie pozbawiona jest mielizn, na jakie ten gatunek często się dziś wypuszcza. Tym razem, w niespełna czterdziestu minutach udało się zespołowi Vogga zamknąć i przebojowość, i formy bardziej poszukujące, złożone, jak choćby otwierający całość „Impulse”. Wystarczy posłuchać prowadzącego riffu, by mieć pewność, że nikt nam tu nie wciska kitu.

    Po drugie, z tych kompozycji bije autentyczna radość z grania. Decapy, którym w zeszłym roku stuknęło dwadzieścia lat istnienia na dobre już otrząsnęły się z traumy po wydarzeniach sprzed dekady, gdy w wypadku samochodowym zginął ówczesny perkusista i brat lidera, Witold Kiełtyka. Słuchając „Anticult” obcujemy z zespołem, który nie musi już dziś nikomu nic udowadniać; zespołem świadomym własnej wartości i swobodnie poruszającym się w swojej stylistyce. Dlatego też nie mam wątpliwości, że to materiał po prostu stworzony do grania na żywo.



    Po trzecie, co poniekąd wynika z dość krótkiego czasu trwania płyty, album ani na moment nie traci dynamiki. Choć kwartet tworzą muzycy, którzy w swoim fachu są ekstraklasą, to nie pozwalają sobie na czcze egoistyczne popisy.

    Brawa należą się za masywne, ale w pełni naturalne brzmienie materiału. Podobno wiele partii zarejestrowano w pierwszych podejściach, ze świadomością pewnych mikrodoskonałości. Ale Decapitated umiejętnie przekuwają to w swój ogromny atut. Bo choć to perfekcjoniści, zdają się w pełni rozumieć, że rzeczy udanych samych z siebie poprawiać na siłę nie ma najmniejszego sensu.

    Decapitated
    Anticult
    wyd. Nuclear Blast/Mystic
    2017

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo