żal
woj (77.114.15.xxx)
05.12.11, 23:02
żal
woj (77.114.15.xxx)
05.12.11, 23:02
"Nie ma miłości bez zazdrości...". Dziękujemy!
smutek
wielbicielka (83.11.57.xxx)
05.12.11, 23:30
Szkoda,że wspaniali ludzie kultury odchodzą .Violleta to światowej sławy artystka, któś ją zniszczył dlatego tak szybko odeszła.
zegnaj Violu.
Iwona (213.195.167.xxx)
06.12.11, 01:09
zegnaj Violu.
Iwona (213.195.167.xxx)
06.12.11, 01:09
cały poznań Cie opłakuje
Villeta V. to symbol „gwiazdy-damy” robotniczo-chłopskiego PRL-u
Podpatrywacz (98.220.239.xxx)
06.12.11, 08:26
Villeta V. to symbol „gwiazdy-damy” robotniczo-chłopskiego PRL-u
Podpatrywacz (98.220.239.xxx)
06.12.11, 08:26
Violetta V. vel Cieślak była bardzo NIE uczciwą stukniętą kobietą, która kochała się z kozłami , nie miała szacunku dla innych ludz, z lewacko liberalnymi nawykami zdemoralizowanego PRL-u wiec i tak bedzie gotować się w smole w PIEKLE.
To że natura obdażyła ją świetnym głosem, dużym biustem, lubierznym spojrzeniem małpowanym od Marilyn Monroe, posiadanej naturalnej erotycznej figurze to tylko JEDNA powierzchowna strona medalu, ale jej STRASZNA osobowość wykształtowana w komunistycznym PRL-u czy też pewnego rodzaju wrodzona zwykła GŁUPOTA, brak wyobraźni w poszanowaniu innych ludzi, instrumentalne traktowanie nawet bliskich, jej zarozumialstwo czy też zimny wyrachowany prostacki cynizm spowodował, że suma –sumarum była skazana SAMEJ SOBIE i nikt jej praktycznie NIE sprzyjał obawiając się jej NIE obliczalnej głupoty, nawiazania z nią rzeczywistego rzeczowego codziennego konatktu, co było bardzo poważnym KŁOPOTEM osób nawet wyrozumiałych.
Po ocenie wszystkiego co ona w życiu osiagneła ze wzgledu na jej atentyczne możliwości głosowe czy wokalne, czy też strojenia się „pióra”, szpanowania blondasem, ruszania stojącymi cycami, obscenicznego erotycznego kręcenia odwłokiem i opini stuknietej osoby, osiągneła bardzo WIELKI sukces, gdyż prasa jakimś dziwnym sposobem nie opisywała jej skandalicznych wybryków czy zachowań w życiu codziennym, jej życia obyczajowego, które odpychało od niej ludzi i NIE było w żaden sposób do zaakceptowania oceniając ją jako osobowość.
Jej minutowe wyjścia na estradę w światłach reflektorów, napuszona jak pawica w wielkich stojących kolorowych pórach, udawanie wielkiej „gwiazdy” nigdy nie przysłonią jej takiej, jaką ona była faktycznie TRYWIALNA w rzyczywistości, czy wrecz stuknieta na prawde zaraz po zejściu z estrady czy też z pola widzenia kamer filmowych.
To co po Violecie Villas pozostało to zaledwie króciótkie momenty propagnadowe. Media w PRL-u na siłe fałszywie lansowały też na „gwiazdeczkę” miedzynarodową, tylko dlatego, że na krótki okres załapała się na kontrakt w balecie w Las Vegas. Violetta Villas NIGDY nie śpiewała za granicą w jakijś renomowanej operze czy filharmonii, więc nie wiadomo z kąd ta fałszywa teza o urojonych niby osiagnieciach medzynarodowych.
Jedyny jej sukces to ten napuszony medialny z PRL-u, za parodiowanie wielkiej proletariackiej „damy” lub plagiat powierzchowności autentycznych dam jak Brigitte Bardot czy Sophi Loren, co łechatało robotniczo-chłopską publiczność PRL-u czy nowo-bogackich post-komuchów z III RP po jej pokazaniu się na kilkadziesiąt sekund, a gdy przestawała śpiewać to z niej znowóż emanowało wrodzone PROSTACTWO.
Posiadanie tylko zdolności do czegoś to nie wszystko.
Damą to trzeba się urodzić, ale w autentycznej szlacheckiej rodzinie.
Ludzie w Polsce nie znają szczegółow i pikanterii jak ta prostaczka z PRL-u przyjechała do Chicago w 1987 roku, w zasadniczym JEDYNYM celu, aby upolować w USA jakiegoś FRAJERA milionera, aby jego erotycznie OMOTAĆ, a potem brutalnie WYDYMAĆ z pieniędzy z pełnym CYNICZNYM wyrachowaniem, a następnie z tak zdobytą WYDARTĄ „fortuną” od jakiegoś amerykańskiego FRAJERA potem wrócić do PRL-u i w prowincjonalnej Polsce SZPANOWAĆ jak się za nią chłopstwo „przepada” gdzieś tam w wielkim świcie, a w wiekszych miastach w PRL-u udawać „Kopciuszka” lub, że w USA przeżyła "martyrologię" od jakiegoś bogatego imperialisty.
Jej udało się omotać Teda Kowalczyka, milonera z Chicago właściciela kilku renomowanych resteuracji oraz kilku klubów nocnych w metropolii chicagowskiej. Człowieka bardzo zaprocowanego, niezwykle szczerego I uczciwego, który doszedł do swojej fortuny od zera strasznie ciężką pracą, poświcenia się budowy biznesu bez reszty, nigdy nie mającego przez to czasu na zakładanie rodziny.
Tymczasem super nie uczciwa wyrachowany babsztyl wyhodowany w atmosferze zakłamanej komuny z PRL-u jak Viletta V. postanowiła cynicznie brutalnie z pełnym wyrachowaniem wykożystać tego uczciwego zapracowanego człowieka, więc postanowiła omotać uczuciowo tego człowieka Teda Kowalczykaka, dryfujac jego do nieomal expresowego zwaracia małzeństawa, a potem urządzenia skandali, rozwodu i wydarcia wielkich pieniędzy od tego człowieka.
Aby ten paskudny proceder urzeczywistnić, ta proletariacka „dama” z PRL-u wynajeła zawodowego prawnika, którego najeła za pieniądze Teda Kowalczyka, już „mężą”, aby jej ten nie uczciwy adwokat wbrew elementarnym prawom obyczajowym nie mówiąc o łamaniu etyki prawnej doradzał jak organizować publiczne intrygi mężowi, tak aby jak najszybciej zbrukać opinię w skandalach publicznych, udawać poszkodowaną, doprowadzić do rozwodu i ogolić z pieniędzy lub nawet majątku nowo poślubionego zapracowanego oszukiwanego uczciwego męża.
Niestety, ale jej wielokrotne rozmowy z adwokatem kupionym za pieniądze Teda Kowalczyka były NAGRYWANE i potem ujawnione w sądzie amerykańskim. Adwokat stracił wszystkie licencje, został ZMIECIONY i stał się wielkim bankrutem pod każdym wzgledem płacąc potem odszkodowania, ale na rzecz różnych organizacji harytatywnych.
Szczodry Ted Kowalczyk, który przygarnoł zakłamanego „Kopciuszka” z PRL-u wybudował na jej reczitale i koncerty w 8 milonowym Chicago specjalną salę o nazwie "Sala Królewaka" w jednej z jego resturacji.
Dosłownie wszystko w tej sali co było metalowe była tam POZŁACANE 18 karatowym złotem. Dookoła na ścoanach zawieszono portrety wszystkich królów Polski, idealnie kopie ręcznie malowane, wygladajace jak falsyfikaty w rozmiarach obrazów z polskich muzeów, malowane przez znanych artystów z Polski za wielkie pieniądze, oprawione wpozłacane ramy ze szczerego złota.
Meble w „Sali Królewskiej” były zamówione z Europy, wszystkie wykonane w stylu Ludwika XV, obicia, sciany i wszystkie detale były wykonane z wielkim przepychem, marmury, posadzki jak w dawnych zamkach lub niesamowicie bogatej maganaterii cesarskiej lub europejskiej.
Wszystko dosłownie ociekało złotem nawet przyciski spłuczek w koblach, czy też uchwyty na papier toaletowy. Ted wydał wielkie pieniądze, aby przygotować tą salę na koncerty oszukańczej zdemoralizowanej komunistycznej "damy" z PRL-u.
Byłam na otwarciu tej sali i pierwszym koncercie tej prl-j „damy” w tej sali, na który była zaprszona śmietanka staro i nowo-bogackiej Polonii Chicagowskiej i innych amerykańskich bogaczy. Zastawy stołowe były zrobione na specjalne zamówienia też w Europie, wszystko złocone, pozłacane sztućce w dawnym stylu.
Została wybudowana „Sala Królewska” dla wybranki „damy” z bankrutujacego PRL-u, do której na koncert miała się schodzić forsiate imperialne elity w Ameryce, którzy mieli słuchać utworów operowych jakieś tam „wypudrowanej damy” z jedo-centymetrowym makijarzem z PRL-u machający długim blondasem i trzęsacy obtłuściałymi cycami nadzianego piórami z oskubanj kury w PRL-u.
Ted Kowalczyk autentycznie zwariował na jej tle i się dał omatać tej zakłamanej z PRL-j damie wylansowanej przez PZPR-ą „Trybunę Ludu” . Ten adwaokat, który pouczał jak WYKOŁOWAĆ i obedrzeć z forsy Teda Kowalczyka, doradził miedzy innymi, aby „dama” z PRL-u wybiegała w szlafroku z domu Teda na ulice, tóż po zapadnieciu zmroku w lutym jak był mróz i śnieg po kolona oraz bardzo głośno KRZYCZEĆ, że jest GWAŁCONA, tak aby wystraszeni sąsiedzi zawiadomili policje i ratowali taką pokrzywdzoną „damę” z PRL-u aby nie zamrzła na mrozie.
Takie skandale urzadziła kilkakrotnie, ale policja w koncu została powiadomiona o całej sprawie tego „teatrzyku” i jak chyba trzeci raz zainscenizowała taki skandal, to policja aresztowała, ale Violette Villas ... itd.
Te intrygii Violetty Villas opisywała z pikanterią lokalna prasa amerykańska, co przyczyniło się do obsmarowywania z Polaków w Chicago. Jeśli ktoś chce się autentycznie dowiedzieć jak nie uczciwa była „dama-gwiazda operowa” i jakie skandaliczne cyniczne intrygi organizowała na przykład milonerowi Tedowi Kowalczykowi dla osiągniecia materialnych KOŻYŚCI w Chicago to nich przeszuka archiwa lokalnej prasy z Chicago z okresu styczeń – wrzesień 1988 roku i sobie to wszystko poczyta. Bardzo interesujaca lektura jak z lewackiego życia urodziwych oszustek z PRL-u, które jeździły na zachód upolować milonera do oskubania z pieniędzy.
Wikipedia bezczelnie KŁAMIE opisujac te sprawy. Viletta V. z ta swoja głupotą kompletnie się OŚMIESZAYŁA w USA. Ona narobiła bardzo wielkie szkody ośmieszenia Polaków z Kraju, które potem scedowano na Polonię Amerykańską.
To jest ŚMIESZNE jakie wypisują bzdury o tej proletariackiej „damie-gwieździe” w tej głupiej polsko-języcznej prasie w III RP jaka to ona była "gwiazdą" w USA czy w wykołowanej Polsce.
Palacy w Kraju są tak DURNI i dlatego wierzą w te wypisywane głupoty o tej psychopatce, która ośmieszała Polaków będąc za granica, a w III RP stałą się symbolem chłopsko-robotniczej „damy-gwaiazdy” dla polactwa !!
Ona same siebie niszczyła z powodu braku rozumu w głowie
Obserwator (98.220.239.xxx)
06.12.11, 08:52
Ona same siebie niszczyła z powodu braku rozumu w głowie
Obserwator (98.220.239.xxx)
06.12.11, 08:52
Głos to miała, ale nie miała za grosz "oleju" w głowie.
Taka się urodziła i na takich ludzi czasmi nie ma ratunku, że w czymś bardzo wybranym mają uzdolnienia, ale inne sprawy jak codzienna inteligencja to prawie kopletne zoro lub siano w głowie.
Na świecie nigdy i nigdzie nie dane było jej zaśpiewać na znaczacej estradzie poza kilkoma scenami gastronomicznymi w Las Vegas dla obrzerajacych się gemblerów, którzy zjeżdzają sie tam oddawać uciechom hazardowym.
Ludzie bardzo często jak ktoś umrze, to usiłują fabrykować czyjąś sztuczną wielkość na co taki ktoś zmarły absolutnie nie zasługuje jak to jest teraz z tą Viletta Villas bo dobrze "wychodziła" na zdięciu.
Violetta ...
Krzysztof ... (82.139.32.xxx)
06.12.11, 09:53
Bardzo jest żal , że taka wspaniała artystka odeszła ... Cześć Jej Pamięci ...))
odpowiedź
Krzysztof ... (82.139.32.xxx)
06.12.11, 10:00
Widać podglądaczu jak się znasz na muzyce , pewnie twoim idolem jest Nergal ...
Żenada i chamstwo to co piszesz o najlepszej Polskiej artystce ...
Violetta Villas
Uczciwy (194.116.253.xxx)
06.12.11, 10:41
Violetta Villas
Uczciwy (194.116.253.xxx)
06.12.11, 10:41
O podpatrywacza i Obserwatora /ta sama skrecająca się z zazdrości osoba/ - Violettę Villas zniszczyła zapiekła zawiść polskiego srodowiska artystycznego, które nie mogło znieść niezbitego faktu, że pojawiła się OSOBISTOŚĆ z autentycznym talentem wokalnym. Na tle egzystujących w tamtych czasach miernot w tzw. muzyce rozrywkowej, to był diament.Kampania ośmieszania i wykpiwania przez różnych przydupników ówczesnej "elity" muzyki rozrywkowej, usadowionych w TV, radiu i w niektórych tytułach prasowych spowodowała wycofanie się Violetty i póżniejszą depresję, która doprowadziła w konsekwencji do Jej smierci.Została po prostu zaszczuta przez zawistne środowisko. Tekst /obrzydliwy/ Obserwatora i Podpatrywacza zamiesdzczony poniżej dowodzi, że zawiść ta, już obsesyjna kwitnie nadal i kipi żółcią nawet po śmierci artystki. Ciekawe kto się kryje za Podpatrywaczem i Obserwatorem?
Violetta V. sama izolowała się od ludzi
Podpatrywacz (98.220.239.xxx)
06.12.11, 20:28
Violetta V. sama izolowała się od ludzi
Podpatrywacz (98.220.239.xxx)
06.12.11, 20:28
Viollecie V. Nikt nieczego nie zazdrościł i nie zazdrości. Nikt jej nie niszczył, ani jej nie przeszkadzał czy to w PRL-u i potem w gangstersko-mafijnej złodzejskiej III RP.
Absolutnie też NIKT nie szczół na nią ze środowiska artystycznego PRL-u/III RP, a wręcz odwronie zwłaszcza media absolutnie traktowały ją bardzo, bardzo pobłażliwie jak nikogo innego i nie donosiły nic a nic o jej wielkiej dziwności obyczajowo-psychicznej. Absolutnie też NIE ma autentycznych dowodów na to, że ktoś tam niby prowadził wobec niej kampanie ośmieszania i wykpiwania z show-biznesu. Czegoś takiego nigdy wobec niej nie było, poza jej straszliwymi żądaniami bardzo specjalnego traktowania, jak jakieś monarhini, którą nie była, a w codziennym obejściu była prostaczką z którą nie było o czym rozmawiać.
To ona sama IZOLOWAŁA się od świata zewnetrznego, nawet od najbliższej rodziny. Izolowała się też osób jej bardzo przychylnych, gdyż ona miała jakieś urojenia i uważała siebie za istotę nad-przyrodzoną. Ona sama siebie zamykała na „górce” w Lewinie Kłodzkim i tam dosłownie nikogo nie wpószczała cierpiąc chyba na jakąś chorobę psychiczną.
Byłam na jej pierwszym reczital w Chicago w wybudowanej w specjalnie dla niej „Sali Królewskiej” przez Teda Kowalczyka dla robotniczej "damy" z PRL-u w . Ten jej prywatny reczital dla prywatnych gości ok. 250 osób w „Sali Królewskiej” w Chicago w swoim programie nie różnił niczym jakie odbywaja się w niewieli bardzo eksluzywnych resteuracjach w USA, Monako czy w Europie.
W trakcie pierwszej części jej reczitalu serwoawno "drinki" i przekąski, bo tak zawsze wyglada, gdyż goście nie siedzą o suchym pysku.
Tego typu prywatny reczital był wogóle po raz pierwszy zoorganizowany, aby podnieść Violettę V. do wyższej rangi i poziomu. Ona sama też NIGDY na takim prywatnym koncercie-reczitali też nigdzie nie była i nie miała pojęcia jak to wygląda oraz jak to się odbywa.
W pewnym momencie "dama" przerwała śpiewanie i powiedziała, że nie podoba się jej to, że zaproszeni goście lekko popijają drynki, delikatnie czymś pogryzają i na się obrazaziła Violetta V. Zarzuciła publicznie towarzystwu, że jej nie słuchają.
Wtedy ktoś z sali odpowiedział, jej że właśnie tutaj przyszedł i zapłacił za to, żeby ktoś jemu przyśpiewywał jak on pije drinka i zjada zakąskę i właśnie po to tutaj przyszedł i zapłacił jej za śpiewanie w takich okolicznościach.
Viletta V. zaczeła znowóż śpiewać. Potem była pierwsza przerwa w śpiewaniu. Podano do stolików ciepłą kolacje.
Po zjedzeniu kolacji padano piękne pietrowe zastawy na każdy stolik z fantastycznymi ciastkami, czekoladkami, kawę, wino, drinki ... itp.
Viletta V. znowóż przestała śpiewać i zaczeła złośliwie komentować, że "jak bedziecie sie obżerać przy moim śpiewaniu to przestanę spiewać".
Ktoś z gosci się jej zapytał czy jest głodna ? Wtedy ona odpowiedziała, że nie. Ten ktoś znowóż powiedział, że ciastka są słodzsze i lepiej jemu smakuje jak ona śpiewa. Cała sala rykneła śmiechem ... była całkiem niezła atmosfera.
Viola zeszła z podwyższenia(małej estrady) i sobie poszła. Obraziła się na gości.
Ktoś z gości zawołał kelnera i powiedział, ze Viletta jego denerwuje i poprosił o zawołanie własciciela Teda Kowalczyka, który kiepsko znał j.polski. Obiecał że Viletta zaraz przyjdzie i bedzie dalej śpiewać.
Ted przyprowadził Vilette, która potem śpiewała, ale było widać że bez zaangżowania ... itd. Ona zepsuła atmosferę swojego prywatnego reczitalu, za który miała otrzymać słone honorarium prawie takie jak za koncert w wielkiej sali koncertowej. Ona nic nie rozumiała jak wyglada życie.
Była nikim, a udawała wielkie coś ... dlatego zawsze izolowała się przed światem zewnetrznym
Nie miała za grosz poczucia humoru.
Była trudna dla sibie i innych.
Ktoś jej powiedział na reczitalu, że ona jest: "Worst enemy for herself" i to była jest prawdą.
Pare miesiecy potem byłam w tej samej "Sali Królewskiej" juz po rozwodzie na prywatnym reczitalu Kenny Rogersa http://kennyrogers.biz/ „Christmas z Kenny Rogersem”.
Ludzie jedli on śpiewał kolędy, nie było problemu, Kenny w przerwach chodził do każdego stolika, witał się z gośmi, nawet siadał przy stolikach, rozmawiał i zartował z goścmi. Ludzie robili sobie z nim zdiecia i była bardzo sympatyczna atmosfera.
Viletta V. w porównaniu do popularności np. Kenny Rogersa to przecież zero na wyjściu.
Takie imprezy reczitale sa bardzo, bardzo drogie, ale to jest na porzadku dziennym w zamożnym światku. Gwaiazda ma śpiewać bawić zapracowanych ludzi i za to się „gwieździe” płaci jak za koncert na wielkiej hali dla tłumu.
Tak ten biznes show-biznesu się kręci oprócz wielkich koncertów z wielkimi gwiazdami w wilkich halach czy stadionach i też małych reczitalach w salach ekskluzywnych resteuracji i też prywatnych pałacach ludzi.
Też tam byłam w "Sali Królewskiej" na reczitalu Czesława Niemena, Marka Grechuty i onnych rechitalach z wielkimi gwiazdami jak Kenny Rogers.
Marek Grechuta wtedy był zdrowy, żartował, opwiadł ciekawostki ze swojego życia, różne historyjki, ludzie sie śmiali,coś tam się jego wypytywali. Było to bardzo, bardzo fajny rechital. Marek Grechuta czy Czesław Niemen to byli ziemscy ludzie dla innych ludzi.
Tez tam byłam na reczitalu Połomskiego, on też był podobnie zarozumiały z PRL-a aurlolą jak Viletta V. Też krzyczał, aby goście przestali „popijać” . Goście jego wtedy wyśmiali i kazali nawet, aby zamknoł buzie i sobie poszedł, wracał do Polski, gdyż on nie rozumie za co wzioł honorarium i nie pasuje tutaj, Ted Koawalczyk potem przepraszał gości.
Ted Kowalczyk myślał, ze Violetta V. bedzie organizować takie reczitale z wielkimi gwiazdami w tej "Sali Królewskiej" i to bedzie jej "bussnes", ale przecież ona była za głupia, aby coś takiego prowadzić, bo takich lokali gdzie podają drinki, potem kilacje dla forsiatych gości z reczitalem autentycznych "super gwiazd" jest aż tak nie wiele czy to w Monako, Europie czy w USA, wiec ktoś taki jak Viletta V. czy Połomski nie mieli pojecia jak to wygląda.
Za kilka tygodni ide na taka kolacje, gdzie będzie spiewać i grać Buddy Guy:
http://www.youtube.com/watch?v=Osdx8nkXvak&feature=related
Kiedyś też byłam na kolacji gdzie grał Eric Clapton, ale ten odrazu powiedział, że nie bedzie rozdawać autigrafów. Potym też chodził od stolika do stolika, można było z nim prozmawiac itd. Kolacja była po $3200 od osoby, ale to było 18 lat temu.
Są takie imprezy, są.
Obserwator
Grazyna (92.76.102.xxx)
06.12.11, 22:56
Obserwator
Grazyna (92.76.102.xxx)
06.12.11, 22:56
Czlowieku, naucz sie pisac po polsku. A wowczas oceniaj ludzi. Dla mnie jestes nikim.
Kocham Cie Violetto.
Grazyna
Violeta
Inka (195.162.76.xxx)
08.12.11, 19:43
Violeta
Inka (195.162.76.xxx)
08.12.11, 19:43
To, że ktoś słucha Nergala nie jest żadnym wyznacznikiem tego, że ktoś się nie zna na muzyce tak samo jak to, że ktoś kto słucha Violetty Villas ma fenomenalny gust. A co do tej prasy to na prawdę proszę sobie poczytać jest wiele ciekawych artykułów. Pozdrawiam.
Kochalam Pania ponad 40 lat - przykro ze tak szybko odeszla.
Wielbicielka Pani Villas (93.197.71.xxx)
03.02.12, 13:18
Z wielkim szacunkiem dla Pani Violetty Villas - Jedyna Polka z swiatowym talentem - cale zycie kochalam Pania!!!
Szkoda ze tak szybko odeszla.
Ludzie w Polsce (zaznaczam nie wszyscy) sa zazdrosni i niedobrzy dla kogos kto nie urodzil sie w bogatym domu - wszyscy to wiemy i nie chciano dopuscic azeby wlasnie taka "Violetta Villas" zrobila kariere w Polsce!
Pomimo to byla jedna z najlepszych ARTYSTOW SWIATOWYCH !!!!!! Kochalam i podziwialam Pania!!!
Wy Polscy dwulicowiece, faryzeusze, hipokrytci, "Heuchler" ktorzy chodzicie dzien w dzien do kosciola i sie goraco modlicie (do kogo wy sie modlicie?) jakim prawem tak bardzo krzywdziliscie i jeszcze dzisiaj krzywdzicie Pania Villas?
Co powiedzial Pan Jezus wlasnie do takich ludzi? Prosze sobie przypomnac !
"Jeśli ktoś z was jest bez grzechu,
Niech pierwszy rzuci w nią kamieniem"
Wy "lepsi ludzie z Ameryki" pomyslcie do kogo wy sie modlicie? Po co chodzicie do Kosciola? Modlicie sie do księży w kosciele dla tych ktozy powinni zyc jak Pan Jezus w pokorze i dla ludzi a nie jak ksiazenta czy krole?
Zacznijcie sie modlic do Naszego jedynego Pana Boga i zacznijcie kochac ludzi bo nikt z nas nie jest lepszy czy gorszy - Pan Bog kocha nas wszystkich.
Dziekuje Bogu ze zeslal nam na ziemie taki niedoceniony i wysmiewany talent jaka byla nie podwazalnie Pani VIOLETT VILLAS!
Dziekujemy Ci Panie Boze