Władze szpitala odrzucają większość zastrzeżeń kontrolerów. Na zdjęciu dyrektor Jan Talaga (© Marek Zakrzewski)
Łukasz Cieśla, Mateusz Pilarczyk
2010-07-30 06:41:35, aktualizacja: 2010-07-30 11:58:49
Nieprawidłowości podczas prowadzenia badań klinicznych czy zastanawiające kontakty lekarzy z firmami farmaceutycznymi sponsorującymi ich zagraniczne wojaże - tego dotyczy raport z kontroli Najwyższej Izby Kontroli w szpitalu klinicznym przy ul. Długiej w Poznaniu.
- Dyrekcja szpitala pozwalała na finansowanie ze środków publicznych badań klinicznych, za które powinny płacić firmy farmaceutyczne. Bierność władz lecznicy powodowała, że o warunkach ich finansowania decydowały firmy. Ta sytuacja sprzyja korupcji, a jednocześnie może podważać zaufanie społeczne do badań - alarmuje NIK w ujawnionym wczoraj raporcie dotyczącym kontroli.
Zdaniem delegatury NIK w Poznaniu, dyrekcja szpitala im. Przemienienia Pańskiego nie znała rozmiarów badań klinicznych prowadzonych na jego terenie. Nie wiedziała też, w jakim stopniu wykorzystywany był przy tym majątek szpitala. Tym bardziej, że lekarze działający na zlecenie firm farmaceutycznych mieli wykorzystywać majątek lecznicy do prowadzenia badań. Robili to w czasie przewidzianym na wykonywanie obowiązków służbowych. Ponadto szpital, jak podaje NIK, nie miał wiedzy, czy uzgodnione umowami wynagrodzenie zgadzało się z poniesionymi kosztami. Szpital miał wystawiać faktury zleceniodawcom badań jedynie na podstawie uzyskiwanych od nich informacji.
- Na skutek ujawnionych zaniedbań kwota nieuzyskanych dochodów szpitala za badania kliniczne wyniosła co najmniej pół miliona złotych - podaje NIK.
Kontrolerzy stwierdzili, że lekarze prowadzący badania kliniczne dostawali znacznie większe wynagrodzenie od sponsorów niż szpital. A to on ponosił większość kosztów badań.
Ale to nie koniec zastrzeżeń. NIK w swoim raporcie podkreśla, że brakowało nadzoru nad obrotem próbkami stosowanymi w badaniach klinicznych. Skutek? 70 opakowań i 16 fiolek próbek oraz leków do badań klinicznych, znajdujących się w szpitalu, było przeterminowanych. W skrajnym przypadku termin ważności upłynął w 1999 roku. Kolejne zastrzeżenia NIK dotyczyły niezachowania trybu przetargowego przy udzielaniu zamówień. Chodziło o zakupy leków, wyrobów medycznych, dzierżawę sprzętu i aparatury od prywatnych podmiotów. Kwota wydana z naruszeniem obowiązujących przepisów - zdaniem NIK - wyniosła ponad 11 mln zł.
Osobna kwestia to uczestnictwo lekarzy w wyjazdach sponsorowanych przez firmy farmaceutyczne. NIK stwierdza, że w pięciu przetargach o wartości 22 mln zł, uczestniczący w nich lekarze brali wcześniej udział w wyjazdach zagranicznych. Opłacały je firmy startujące w przetargach.
Jeden lekarz prowadził nawet badania kliniczne na rzecz uczestnika postępowania. Mało tego, lekarze złożyli nieprawdziwe oświadczenia twierdząc, że nie ma podstaw do ich wyłączenia z przetargu.
Jednak poznańska klinika nie była odosobniona w takich praktykach. Poszczególne delegatury NIK sprawdziły także szpitale w innych częściach Polski. Tam również ujawniono bliskie kontakty między lekarzami a producentami. NIK odnosząc się do wyników kontroli w całej Polsce stwierdza, że zależności między lekarzami i firmami prowadziły podczas przetargów do konfliktów interesów i potencjalnej korupcji.
Po wczorajszym ujawnieniu przez NIK wyników kontroli, poznański szpital, chcąc odpowiedzieć na zarzuty, zorganizował konferencję prasową. Towarzyszyło jej spore zainteresowanie mediów. Władze odrzuciły większość zastrzeżeń NIK. Jak mówił Jan Talaga, dyrektor lecznicy, szpital panował nad prowadzonymi badaniami klinicznymi.
- We wszystkich sytuacjach zostały dopełnione procedury przetargowe - przekonywał dr Szczepan Cofta, naczelny lekarz szpitala. - Członkowie komisji podpisywali oświadczenie, że nie są w konflikcie interesu. Szpital tego nie zweryfikował, bo nie jesteśmy instytucją policyjną. Nie ma możliwości sprawdzenia co lekarze robią w czasie wolnym i czy ktoś nie ma związku z daną firmą.
Cofta dodał, że szpital nie wiedział o szczegółach umów pomiędzy sponsorami badań klinicznych a lekarzami. Kiedy NIK to wykrył, umowy przybrały odpowiednią formułę.
Z kolei prof. Stefan Grajek, ordynator oddziału kardiologii, tak odniósł się do wysokich wynagrodzeń dla lekarzy prowadzących badania kliniczne: - Trzeba wziąć pod uwagę, że firma farmaceutyczna nie zwraca się do szpitala, tylko do badacza. Czyli osoby o dużym autorytecie, znanej w środowisku naukowym. Osoby, która ma prestiż, wygłasza referaty. Nie szpital jest tu partnerem. W zespole jest kilkunastu lekarzy i dzielimy się wynagrodzeniem. NIK z uporem maniaka odrzucał jednak naszą argumentację - stwierdził prof. Grajek.
Wszystkie komentarze »
Komentarze (4)
kliniki
chora
30.07.10, 17:24:53
Mało dla kogo jest tajemnicą, że faktycznie w klinikach nie rządzą dyrektorzy tylko profesorowie i ich "zespoły" a rachunek ekonomiczny szpitali juz dawno przestał byc brany pod uwage. Liczy się tylko i wyłącznie indywidualny interes "autorytetów, którzy wygłaszają referaty". mi samej wymyślono chorobe nowotworową, poddawano chemioterapii niestandardowej, ciężkiemu zabiegowi operaczyjnemu, właczono do programu lekowego, a po odstąpieniu NFZ od refundacji bardzo drogiej terapii "wyleczono".Zysk dla Profesorów był podwójny: refundacja z publicznych pieniędzy z NFZ oraz "ciężkie" pieniądze do profesorskiej kieszeni. Pytanie. Gdzie są organy ścigania? prokurator, CBA, CBŚ? Świadczy to jedynie o dodatkowym "talencie profesorów". Mają dłuzsze ręce od pokrzywdzonego pacjenta. Taka jest rzeczywistość większości klinik. Wiedzą o tym procederze media, ministerstwo, rzecznicy różnej maści I CO?
Lody muszą być kęcone i już
lorbas
30.07.10, 07:56:25
Majątek KAŻDEGO szpitala, podległy personel, etc. jest wykorzystywany do obsługi prywatnych pacjentów. W zamian przyjmuje się do pracy miernoty " z polecenia",wciska w kolejkę "krewnych i znajomych"a tych którzy nazywają rzecz po imieniu usuwa. Firmy płaciły więcej więc to chyba oczywiste, że szkoda czasu na dyrdymały. Nie po to człowiek się męczył na tych ciężkich studiach albo zmuszał swoje dzieci do tych ciężkich studiów aby teraz harowały za marne tysiące.