Polskie kanapy nie pojadą do Brukseli

    Polskie kanapy nie pojadą do Brukseli

    Zdjęcie autora materiału

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Kampania do europarlamentu nabrała rumieńców. Świadczy o tym choćby niedawne zamieszanie w TVP w związku z emisją wywiadu z Declanem Ganleyem, liderem eurosceptycznej partii Libertas. Publiczna telewizja zarządzana przez kojarzonego z LPR Piotra Farfała nie przepuściła okazji, by zaprezentować poglądy człowieka, który może zjednoczyć polskich eurosceptyków.
    Wywiad z Ganleyem ma być dowodem na rzekomy pluralizm publicznego nadawcy, ale nie jest tajemnicą, że to irlandzki polityk jest w tej chwili ostatnią deską ratunku dla liderów podzielonego ruchu narodowego. Warto więc było go pokazać przed kolejnym odcinkiem serialu "Klan".

    Polscy krytycy Unii, mimo że od lat na nią narzekają, do Brukseli chcą się dostać, by jak twierdzą, walczyć tam o nasz interes narodowy. Kolejny powód, nie- pojawiający się w oficjalnych wypowiedziach, to spore zarobki. Według szacunków, polscy europosłowie mogą dostawać nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie.

    Działacze Ligi na razie nie chcą mówić, z której listy wystartują. Wcześniej wielu z nich deklarowało, że z Ganleyem im po drodze. - Na razie nie mogę za wiele powiedzieć. Jutro zbiera się nasza rada polityczna i wszystko będzie jasne - ucina Mieczysława Zalewska, szefowa poznańskiej LPR.

    Lewica się dzieli, skrajna prawica za lidera bierze Irlandczyka

    Liga ostatnio miała chwilę satysfakcji, gdy w sondażu opublikowanym przez "Gazetę Wyborczą", przekroczyła magiczny, pięcioprocentowy próg poparcia. Ale potem wpadkę zaliczył dotychczasowy szef Mirosław O., któremu zarzucono jazdę po pijanemu. Od jutra na czele partii ma oficjalnie stanąć Wojciech Wierzejski, związany także z Młodzieżą Wszechpolską. Ponoć tym razem Wszechpolacy nie zdominują list.

    - Liga jest nami niespecjalnie zainteresowana, a nam też jakoś szczególnie nie zależy na starcie - tłumaczy Mateusz Gembiak, od niedawny prezes wielkopolskiego okręgu MW.

    Wszechpolacy mają w tej chwili inne priorytety. Pracują nad zmianą wizerunku. - Ma być pokojowo, bez agresji i merytorycznie - zapowiada Gembiak. - Zamierzamy zerwać z wizerunkiem organizacji, która rzekomo skupia politycznych rozrabiaków czy faszyzującą młodzież. To były nietrafione zarzuty, ale się pojawiały i nie przysparzały nam sympatii - dodaje.

    Z Wszechpolakami czy bez, Lidze będzie niezwykle ciężko powtórzyć sukces z poprzednich eurowyborów. Wtedy niespodziewanie zdobyła prawie 16 procent głosów. Teraz ruch narodowy jest podzielony. Ponadto przez pięć lat wielu Polaków wyzbyło się swoich fobii związanych z UE. Okazało się, że Bruksela nie jest taka zła, jak ją niektórzy malowali. Skrajnej prawicy może więc zabraknąć skutecznych straszaków, które zachęcą wyborców do głosowania na nią. Tym bardziej że część naturalnego elektoratu przerzuciło swoje sympatie na PiS.

    Inne polskie partie kanapowe z ostrożnością i pokorą podchodzą do zbliżających się wyborów do Parlamentu Europejskiego. I słusznie, bo nie zanosi się na to, by już teraz przełamały monopol dużych partii. Największe polskie ugrupowania dostają wsparcie od budżetu państwa i polityczny plankton ma małe szanse na zaistnienie. Eurowybory rządzą się swoimi prawami, ale tym razem małe partie nie przebiły się do świadomości wyborców. Świadczą o tym sondaże.

    1 3 »

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Magazyn

    Wideo