Uczeni sobie, a polska gospodarka sobie

    Uczeni sobie, a polska gospodarka sobie

    Zdjęcie autora materiału

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Z prof. Jackiem Gulińskim, nie tylko o nauce, rozmawia Maria Nowak
    Co Pan myśli, kiedy słyszy Pan, że Polska zajmuje w Europie piąte od końca miejsce pod względem wskaźnika innowacyjności? Jesteśmy lepsi tylko od Rumunii, Bułgarii, Litwy i Łotwy.
    Nie cieszę się, to jasne, ale wiem też, że nie wszystkie składniki wskaźnika pasują do gospodarki rozwijającej się, takiej jak nasza. Wiem również, że w odróżnieniu od krajów "starej" Unii w Polsce nie wlicza się do tego wskaźnika wyników firm, zatrudniających mniej niż 49 osób, a sądzę, że w takiej gospodarce jak nasza, w tych właśnie małych firmach są innowacje. Nie mamy również olbrzymich koncernów, które na Zachodzie tę innowacyjność mocno podciągają.

    Myślałam, że uderzy się Pan w piersi i powie, że winni są temu także uczeni, którzy nie tworzą wynalazków dla gospodarki.
    Może warto najpierw przyjrzeć się dotychczasowemu finansowaniu nauki. Jeden koncern zachodni wydaje więcej na badania niż cała Polska. Strategia bolońska zakłada, że na badania powinno iść 3 proc. PKB - u nas idzie niecały procent. Specjaliści podkreślają też, że tylko jedna trzecia środków na badania powinna pochodzić z budżetu - u nas to jest trzy czwarte.

    Czy to ważne, skąd pieniądze pochodzą?
    Oczywiście - jeżeli pieniądz pochodzi z przemysłu, to przemysł jest zainteresowany, jak one będą wydawane. Naciska na uczonych, pokazuje, jakie ważne dla gospodarki problemy powinni rozwiązywać. Uważam, że wśród osób, które decydują o finansowaniu nauki, powinni być też ludzie z przemysłu, tak aby pieniądze szły na zorientowane technologicznie badania.

    A dlaczego dziś przemysł nie naciska na uczonych?
    A czy są do tego zachęty? Dopiero od niedawna wydatki na badania firmy mogą wliczać w koszty. Jest taki wskaźnik hojności podatkowej, który pokazuje jak państwo systemem podatkowym wspiera rozwój gospodarki. Cyfra 1 oznacza neutralność, mniej niż 1 wsparcie, więcej niż 1 - brak tego wsparcia. Jak łatwo się domyśleć, państwa "starej" Unii mają ten wskaźnik na wysokości 0,6-0,7, my sporo powyżej jedynki. Na Zachodzie są na przykład takie mechanizmy, że jak wyda się z zysku 1 euro na badania, to drugie euro jest zwolnione z podatku.

    Czy gdyby uruchomić te mechanizmy, naukowcy zaczną gremialnie zajmować się unowocześnianiem gospodarki i tworzeniem patentów?
    Na pewno trzeba wiele zmienić i w mentalności uczonych. Dziś są oceniani na podstawie liczby publikacji naukowych. Wdrożeń praktycznych się nie ceni, a nawet takiego "praktyka" czasami uważa się jakby za mniej zdolnego, choć trzeba przyznać, to się powoli zmienia. Dziś uczony musi umieć stworzyć zespół, odpowiednio zaplanować badania i umieć zdobyć na nie środki. Inaczej nawet jakby miał pomysł na Nobla, nic z tego nie będzie. Trzeba też umieć chronić własność intelektualną, a to u nas zupełnie leży.

    Jerzy Buzek w Poznaniu mówił, a wtórowała mu wiceminister nauki prof. Orłowska, że są ogromne środki unijne do zdobycia właśnie na badania zorientowane praktycznie, we współpracy z przemysłem. Oceniał, że Polska powinna "wyrwać" z tej puli kilka miliardów euro.
    Oby tak się stało. Konkurencja jest ogromna i oczywiste jest, że lepiej w niej ciągle wypadają naukowcy "starej" Unii. Oni wciąż lepiej znają język brukselskiej nowomowy, mają wyrobione nazwiska i renomę uczelni, lepszy styl pracy. Nawiasem mówiąc, dlatego właśnie warto z nimi współpracować. Polskie wnioski przepadają często wcale nie dlatego, że są naukowo gorsze, ale że nie są dobrze napisane, a szczególnie słabo wypadamy w zarządzaniu projektem czyli interesującym, dobrym rozpisaniu podejmowanych zadań na czas trwania projektu.

    Ale prasa doniosła, że w jednym z głównych programów zgłoszeń z Polski było bardzo mało?
    Zdarza się i tak. Pieniądze z Unii Europejskiej są trudne do zdobycia, więc są naukowcy, którzy wybierają łatwiejsze drogi, biorąc kilka etatów w szkołach prywatnych i dorabiając dydaktyką. Jest pociechą, że rośnie nowe pokolenie naukowców, którzy jako studenci i doktoranci byli za granicą, nauczyli się tego nowego stylu, wiedzą też, że czasem się przegrywa, to normalne, a czasem wygrywa, ale trzeba przede wszystkim grać, czyli składać te wnioski. Dobra wiadomość jest też taka, że od jesieni otwieramy na UAM studium podyplomowe menedżerów nauki. Pojawią się specjaliści, którzy się będą na tym znali.

    W swoim wystąpieniu na konferencji poświęconej współpracy nauki i gospodarki mówił Pan, że potrzebni są właśnie ci menedżerowie, a oprócz nich walidatorzy, brokerzy technologii, prawnicy ze specjalizacją. Co to za zawody?
    Naukowcy robią odkrycia, ale od odkrycia do zastosowania jest długa, trudna droga. Ktoś musi ocenić, ile w praktyce gospodarczej może być warte dane odkrycie. To niekoniecznie wie uczony, niemający doświadczenia w produkcji, tego może też nie wiedzieć przedsiębiorca, a bez tej wiedzy nie wyłoży pieniędzy. To może ocenić właśnie walidator. Broker technologii to pośrednik, szukający odkryć u naukowców i sprzedający je przedsiębiorcom albo też wyszukujący dla potrzeb firmy naukowców, którzy pomogą mu rozwiązywać problemy. Musimy pamiętać, że dziś gospodarka jest globalna, a więc nie może to być jakaś mała komórka działająca na szczeblu jednej uczelni, tylko jakiś większy twór, na przykład regionalny.

    Ostatecznie jest Pan pesymistą czy optymistą, jeśli chodzi o współpracę nauki z przemysłem?

    Ani pesymistą, ani optymistą albo raczej jednym i drugim. Pracuję na tym styku gospodarki i nauki od 15 lat, a doświadczenie zdobywałem choćby w pierwszym polskim spin-offie, czyli naukowym biznesie, uruchamiając produkcję pewnych związków węgla i krzemu. W ciągu tych 15 lat bardzo wiele zmieniło się na lepsze. Powstaje w końcu w Poznaniu interdyscyplinarne Wielkopolskie Centrum Zaawansowanych Technologii, z którym wiążemy wiele nadziei. Są proponowane przez ministerstwo nauki zmiany w finansowaniu badań i w drogach kariery naukowej, które powinny przyspieszyć te zmiany na lepsze. Z drugiej strony widzę jeszcze dużo problemów i przeszkód.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Magazyn

    Wideo