Mieszkaniowy oszust za kratkami

    Mieszkaniowy oszust za kratkami

    Monika Kaczyńska

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Poznaniacy, którzy w najbliższym czasie chcieli kupić mieszkanie, nie muszą już obawiać się, że padną ofiarą tego oszusta. Policja zatrzymała bowiem Klaudiusza S., podejrzewanego o próbę sprzedaży cudzych lokali. Jak się okazało mężczyzna działał w całym kraju. Oszukał m.in. mieszkańców Warszawy.
    Kiedy Marcin Balicki z Poznania znalazł ogłoszenie o sprzedaży dwupokojowego mieszkania, to nie przypuszczał, że sprawa skończy się na policji, a zapewne także i w sądzie. Po krótkiej wymianie e-maili umówił się na oglądanie lokum. Dwa pokoje na zacisznym osiedlu były na tyle atrakcyjne, że zaczął poważnie rozważać kupno.

    - Trochę wydawało mi się dziwne, że mieszkanie należy do tworzącej się spółki, a człowiek, który chce je sprzedać jest tylko jej przedstawicielem - mówi Balicki.
    - Zrobiłem sobie kopię wszystkich dokumentów, skonsultowałem rzecz z prawnikiem i doradcą kredytowym. Ci zapewnili mnie, że takie rozwiązanie jest legalne. Ale nie uspokoiło mnie to do końca - podkreśla klient.

    Dlatego, mimo że podający się za prawnika Klaudiusz S. był ujmująco uprzejmy, a dokumenty, które przedstawiał wyglądały wiarygodnie, coś nie dawało poznaniakowi spokoju.

    - Umówiłem się na podpisanie umowy przedwstępnej i wpłatę zadatku. Chciałem jednak jeszcze raz obejrzeć mieszkanie. Wówczas pojawiły się problemy - opowiada Marcin Balicki. - S. nie miał czasu, wykręcał się, ale uparłem się i w końcu umówiliśmy się po raz kolejny - dodaje.

    Po tym spotkaniu Balicki ostatecznie zdecydował się, że kupi nieruchomość. Kilka godzin przed podpisaniem dokumentów zadzwonił do szczecińskiej notariusz, której nazwisko figurowało pod aktem powołującym do życia spółkę i włączającym w jej majątek mieszkanie w Poznaniu. Wtedy wybuchła bomba.

    - Zostałam poproszona o potwierdzenie faktu sporządzenia przesłanych mi kopii aktów notarialnych - wyjaśnia Katarzyna Tomczak, notariusz ze Szczecina. - Akty okazały się sfałszowane. Natychmiast zawiadomiłam prokuraturę. Zanim wróciłam do kancelarii, odebrałam drugi telefon z pytaniem o te same dokumenty - mówi Katarzyna Tomczak.

    Później okazało się, że oprócz pana Marcina ich kopię posiada przynajmniej jeszcze jedna osoba z Poznania, także umówiona na... podpisanie umowy przedwstępnej i wpłacenie zadatku. Czy takich klientów było więcej? Prawdopodobnie tak, choć policjanci nie chcą tego na razie ujawniać.
    - Byłem umówiony dopiero wieczorem. Miałem wpłacić ponad 20 tysięcy złotych - zaznacza Marcin Balicki. - Myślę, że Klaudiusz S. planował skasować pieniądze od kilku osób i zniknąć.

    Po telefonie do szczecińskiej notariusz niedoszły nabywca zgłosił się na policję. Tam dowiedział się, że mężczyzna jest już poszukiwany przez funkcjonariuszy w całym kraju.
    Zanim policjanci wraz z Balickim zdążyli dotrzeć na podpisanie umowy, Klaudiusz S. został już zatrzymany w innym punkcie miasta.

    Szybko okazało się, że już wcześniej naciągał chętnych na kupno mieszkania. Kasował od nich zaliczkę, a potem znikał. Później okazywało się, że po pierwsze nie był właścicielem mieszkania, a sam je wynajmował. Poza tym potencjalnych kupców było wielu. S. mógł w ten sposób oszukać nawet kilkadziesiąt osób.

    Ilu? Tego jeszcze nie wiadomo. Póki co pewne jest, że udało mu się sprzedać cudze mieszkanie w Warszawie. Klienci ze stolicy okazali się mniej przezorni niż mieszkańcy Poznania. Dopiero po fakcie zorientowali się, że zapłacili oszustowi. Nic dziwnego, skoro autentyczność pokazywanych dokumentów nie budziła żadnej podejrzliwości prawników.

    Klaudiusz S. doskonale znał się na fałszowaniu dokumentów. Dodatkowo mężczyzna sam jest prawnikiem. Wcześniej był również asesorem notarialnym.

    W czasie policyjnego śledztwa wyszło na jaw, że właściciel poznańskiego mieszkania nie miał pojęcia jakoby założył spółkę i wystawiał lokal na sprzedaż. Potwierdził tylko fakt, że wynajął mieszkanie Klaudiuszowi S. za pośrednictwem tego samego serwisu, poprzez który ten ostatni wystawił lokal na sprzedaż.

    Zdziwił się jednak bardzo, gdy zaczął sprzątać swój lokal. W mieszkaniu znajdowały się jeszcze rzeczy Klaudiusza S. Wśród nich była m.in. fabrycznie zamknięta buteleczka, a z etykiety wynikało, że zawiera... cyjanek potasu. Ta silna trucizna ma co prawda legalne zastosowania m.in. w metalurgii, ale jest ono na tyle specyficzne, że trudno uzasadnić przechowywanie tej substancji w mieszkaniu.

    Po co S. była potrzebna trucizna? Na to pytanie będą musieli teraz odpowiedzieć prowadzący śledztwo w sprawie mieszkaniowego oszusta.

    Czytaj treści premium w Głosie Wielkopolskim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo