Harry Potter czarną perłą pisarstwa

    Harry Potter czarną perłą pisarstwa

    Zdjęcie autora materiału

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Z Małgorzatą Nawrocką, o książkach niebezpiecznych dla dzieci, rozmawia Maria Nowak
    Pani czytała przygody Harry'ego Pottera?
    Tak. Zwróciło się do mnie pewne wydawnictwo z prośbą, bym napisała "polskiego Harry'ego Pottera". Bardzo zdziwili się zresztą, że nie mam pojęcia, o jakiego Harry'ego Pottera chodzi. No więc kupiłam sobie tę książkę i zaczęłam czytać. Utknęłam na stronie 137 drugiego tomu. Ogarnęły mnie złość i niepokój.

    Co jest na tej stronie?

    To opis urodzin prawie bezgłowego Nicka, jakaś ordynarna stypa z grą głowami umarłych w kręgle, sceny osiągające wysoki poziom ohydy i profanacji śmierci. Tymczasem dziecko już od pierwszych lat stawia sobie pytania o śmierć, lecz nawet wtedy, gdy chodzi o nieżywą biedronkę, są to pytania poważne i dorośli mają na nie odpowiadać, ale nie tak. Tak nie wolno. W starych, dobrych bajkach też jest śmierć, lecz tak jak w przypadku na przykład Baby Jagi, jest pełną dramatyzmu karą, a nie epatowaniem makabrycznymi szczegółami.

    Czy w umyśle dziecka nie zmieszczą się dwa porządki: ten umowny książkowy i ten serio?
    Nie. Jest pewien atlas świata, który dorośli mają obowiązek dziecku napisać, aby ono później z tym atlasem wędrowało w życiu, wiedząc, gdzie jest północ, gdzie południe, gdzie dobro i gdzie zło. Może będzie błądzić, ale wie, gdzie wrócić. Dla mnie oczywiście główny kierunek w tym atlasie wyznacza Jezus Chrystus. Tymczasem mam nieraz wrażenie, że w dzisiejszym świecie wiele książek i filmów dla dzieci robią psychopaci, atakujący umysł dziecka i to już 4,5 -letniego perwersyjnymi, agresywnymi scenami, które nie układają się w żaden sens. To zbrodniczy eksperyment. My rozmawiamy o Harrym Potterze jako pewnym przykładzie, ale jest wiele niebezpiecznych i niedobrych książek dla dzieci.

    W bajkach na przykład Grimmów też jest wiele okrucieństwa.
    Te bajki pierwotne, ludowe, noszą w sobie ślady pogaństwa i zostają później, tak jak niektóre zwyczaje pogańskie w chrześcijaństwie - wysublimowane, wzbogacone, napełnione nową piękną treścią. Niektóre pozostają w tej pierwotnej, niedorozwiniętej, okrutnej postaci. W klasycznej bajce toczy się jednak walka ze złem, której ukoronowaniem jest zwycięstwo dobra. W Harrym Potterze walka ze złem jest jakby przypadkowa, mali bohaterowie nie wiedzą, do czego właściwie dążą, nikt ich nie wspiera. Nie znają żadnego wyższego dobra, a jeśli robią coś dobrego, to tylko dlatego, że jest im miło. Szczęściem Harry'ego jest tylko to, że przeżył kolejne zagrożenie. Tam nie ma żadnego innego szczęścia, żadnego celu. Dorosły by tego nie wytrzymał, a co dopiero dziecko. Pomyślmy, co śni się dziecku, któremu na dobranoc przeczytaliśmy o Kopciuszku? Kopciuszek został królewną, dziecko śni o jej szczęśliwym, barwnym życiu, nagrodzie za cnoty. O czym śni po Potterze? O kolejnym ataku, kolejnej walce, jest pełne niepokoju.

    Harry Potter jest bardzo sympatycznym chłopcem.
    Ależ tak! I ja go zdążyłam pokochać, sierotę, dręczonego przez bezmyślnego wujka i ciotkę. Rowling jest świetną pisarką. Mówię, że udało jej się stworzyć postać "Kopciuszka w dżinsach", a jej książki to perła pisarstwa dla dzieci - tyle że to czarna perła. Nie wnikam w to, z jakimi założeniami to wszystko pisała, choć mogę podejrzewać, że jako tak dobra, inteligentna autorka wie, co robi. Ja natomiast jako polonistka dokonuję po prostu chłodnej, racjonalnej analizy jej książek, które w końcu wszystkie przeczytałam. Czy pani wie, że w tych setkach stron opowieści o Potterze tylko pięć stron poświęconych jest opisowi jakiegoś piękna? Takich książek normalni rodzice nie powinni dawać dzieciom, jeśli chcą wychować normalne dzieci, a nie psychopatów.

    Dziecko zada rodzicom pytanie: dlaczego ja nie mogę czytać Harry'ego, kiedy wszystkie dzieci czytają?
    Tak, tak - dzisiaj rodzice boją się powiedzieć dziecku "nie możesz", "nie powinieneś", "nie wolno". Później dzieci też nie znają słowa "nie mogę" w odniesieniu do alkoholu, narkotyków i innych paskudztw. Wszyscy jesteśmy zmiękczeni konsumpcjonizmem, w tych dzisiejszych czasach, kiedy bohaterowie wymarli jak dinozaury, a jedyną formą ascezy stała się anoreksja. Rodzice też są rolowani tym wielkim walcem mediów, który rozgniata wszelkie wzorce. Rodzice boją się dziś swoich dzieci. Boją się też bardzo, że ktoś będzie się z nich śmiał, gdy zabraniają czegoś, co jest popularne. Ja mówię, że kiedyś męczennicy za wiarę ginęli na arenach, a dziś na przystankach autobusowych i przy biurkach w pracy, gdzie nie można głosić otwarcie wiary, by cię nie wyśmiewano. Najważniejszy dla mnie podręcznik pedagogiczny to Księga Tobiasza, gdzie można znaleźć też to bezcenne w wychowaniu "nie". Ja swoim córkom powiedziałam: słuchajcie, wy wiecie, że ja robię nawet różne dziwne rzeczy, by wam pokazać, że jesteście dla mnie najdroższe i najcenniejsze, uwierzcie mi więc, że jestem przekonana o krzywdzie, którą wam ta książka wyrządzi.

    Nie stanie się wtedy kuszącym owocem zakazanym? Nie lepiej ją przeczytać razem z dzieckiem, objaśniając mu to i owo, czy krytykując?
    A co by pani powiedziała o rodzicach, którzy idą z dzieckiem na film od 18 lat i starają się mu objaśnić, co tam się dzieje? Że to działanie bez sensu. Opowiem pani taką historię: ja, będąc uczennicą, pojechałam na wycieczkę szkolną w góry, słuchałam opowieści przewodniczki o skałach, ptakach, roślinach. Teraz jedna z moich córek była na takiej wycieczce w górach. Pojawiła się przewodniczka, przebrana za czarownicę i zaczęła zachęcać dzieci do zabawy w czarowanie, do biegania wokoło źródełka, plucia przez ramię, wypowiadania jakichś zaklęć. Moja córka powiedziała, że nie będzie tego robiła, bo to jest głupie. I proszę sobie wyobrazić, że po kilku minutach cała klasa jej wzorem zbuntowała się przeciwko temu ogłupianiu, a wściekła przewodniczka, która nic więcej nie miała dzieciom do zaoferowania, stwierdziła, że tak okropnej klasy nigdy jeszcze nie oprowadzała. A ja miałam wielką satysfakcję.

    Małgorzata Nawrocka jest autorką polskiego "Antypottera", czyli serii przygód Anhara.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze (1)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Świetna rozmowa...

    wiem (gość)

    Zgłoś naruszenie treści

    ..., że też dopiero po latach na nią trafiłem? Coraz trudniej jest zapobiec zmiękczaniu istoty szarej dzieci przez dziwnej proweniencji "dzieła". Trzeba coraz bardziej wzbogacać ową 'żelatynę'...rozwiń całość

    ..., że też dopiero po latach na nią trafiłem? Coraz trudniej jest zapobiec zmiękczaniu istoty szarej dzieci przez dziwnej proweniencji "dzieła". Trzeba coraz bardziej wzbogacać ową 'żelatynę' rozsądku w wychowaniu, by podołać :)
    A z Anharem muszę się zapoznać. Wstyd mi, lecz także nie czytałem!zwiń

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Gorący temat

    Wideo