Teatr: "Walizka" z przeszłością

    Teatr: "Walizka" z przeszłością

    Stefan Drajewski

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Nigdy nie byłem w Auschwitz, ani innym muzeum zagłady. Nikt z moich bliskich nie zginął za drutami, ale stykałem się przez wiele lat w pracy z koleżanką i kolegą, którzy mieli wytatuowane numery obozowe na ręce. Nie kryli się z tym, ale też i nie obnosili. Żyli pełnią życia, a swoją radością obdzielali wszystkich, którzy się z nimi stykali.
    Słuchając tych, którzy kwestionują prawdziwość istnienia obozów śmierci w czasie drugiej wojny światowej, zdaję sobie jednak sprawę, że konieczne są muzea zagłady, bo przecież coraz trudniej spotkać kogoś z wytatuowanym numerem obozowym na ręce, kogoś, kto poświadczy tamto okrucieństwo. Ale jednocześnie - podobnie jak przewodniczka w sztuce Małgorzaty Sikorskiej-Miszczuk - zadaję sobie pytanie, po co konserwować tony butów, eksponować zdjęcia, nadpsute lalki i inne zabawki?

    Zgadzam się z nią, że oglądanie tego jest nie do wytrzymania. Chociaż dzięki takiemu właśnie muzeum Fransua Żako przebudza się. Na wystawie odnajduje walizkę, która była własnością jego ojca. Otwiera ją i wraca do niego przeszłość, nawet nie tyle ta obozowa, ale ta, której nie pamięta, bo miał trzy lata, kiedy ojciec opuścił dom i nigdy nie wrócił.

    Małgorzata Sikorska-Miszczuk nie kryje, że zainspirowała ją prawdziwa historia, która wydarzyła się we Francji i została opisana w prasie. Ona poszła jednak dalej. Nie tyle dopisała ciąg dalszy tej prasowej historii, ile zadała swoim bohaterom kilka pytań o prawdę tak traumatycznego doświadczenia, jakim była zagłada, o tożsamość, o to, na ile człowieka kształtuje przeszłość i doświadczenie jego najbliższych?

    Te pytania można jeszcze mnożyć. Prawdziwą historię poddała zabiegom metaforyzacyjnym, tworząc specyficzny świat na granicy jawy i snu. Ten metaforyczny ton podchwycił również Piotr Kruszczyński, reżyser spektaklu. Zamiast jednej tytułowej walizki, mamy ich na scenie kilkanaście. One porządkują świat przedstawiony, uruchamiają emocje, wspomnienia, wyobraźnię…

    Najmniej konkretna jest ta walizka tytułowa. To prawie niemożliwe, aby przypadkowy zwiedzający wystawę mógł rozpoznać walizkę swojego ojca. A jednak. W życiu zdarzają się nawet najbardziej nieprawdopodobne sytuacje. Fransua Żako (Zbigniew Waleryś) odkrywszy walizkę, musi uporać się z dotychczasowym życiem. Waleryś próbuje na różne sposoby odszukać w sobie emocje, które pozwolą mu zrozumieć, kim tak naprawdę jest? Co się stało z jego ojcem? Dlaczego przed nim najbliżsi ukrywali prawdę?

    Kiedy bohaterom sztuki brakuje środków do wyartykułowania siebie, przekraczają granicę i wchodzą na terytorium znane choćby z opery buffo (sceny w muzeum z udziałem Przewodniczki - Barbary Prokopowicz) czy teatru tańca (Pantofelnik - Paweł Siwiak). Kruszczyński wydobywa z tej dość mrocznej historii okruchy komizmu misternie ukryte przez autorkę. Pomagają mu w tym niewątpliwie aktorzy: Łukasz Chrzuszcz w roli Narratora, chociaż bardziej pasowałoby tu określenie wodzireja, oraz Barbara Krasińska jako Żaklin i Automatyczna Sekretarka. Ich bohaterowie unoszą się kilka centymetrów nad ziemią, a jednak są jak najbardziej realni.


    Teatr Polski: "Walizka" Małgorzaty Sikorskiej-Miszczuk, reżyseria i przestrzeń sceniczna Piotr Kruszczyński, kostiumy Jola Łobacz, muzyka Paweł Postaremczuk, choreografia Natalia Draganik, premiera 14 lutego 2009

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Magazyn

    Wideo