Paranienormalna Mariolka

    Paranienormalna Mariolka

    Marcin Kostaszuk

    Głos Wielkopolski

    Głos Wielkopolski

    Jednym skeczem wprowadzili do języka sześć nowych wyrazów, zaskarbili sobie sympatię mas, stając się Feelem polskiego kabaretu. O konsekwencjach wygłupów Paranienormalni opowiadają Marcinowi Kostaszukowi
    Patrząc na Igora w roli Mariolki uwierzyłem, że poznaliście się na dyskotece.
    Robert Motyka: Prawda. Obwąchiwaliśmy się jak dwa samce na ulicach Jeleniej Góry i właśnie w dyskotece - właściwie pubie - poznaliśmy się bliżej. Popisywaliśmy się przed sobą trochę jak hip-hopowcy: oni mają swoje wojny na teksty, my mieliśmy na wygłupy.
    Igor Kwiatkowski: Robert już wtedy mi powiedział: "Tylko sobie zapamiętaj, że to ja jestem tutaj najśmieszniejszy". No i wygłupialiśmy się, najpierw amatorsko, a potem profesjonalnie, bezczelnie robiąc to samo, ale już za pieniądze. Rozwinęło się to fajnie, ale staramy się nie zatracić tej początkowej radości.

    O czym był pierwszy skecz Paranienormalnych?
    Igor: Zależy, o który pytasz. O tych najpierwszych szkoda w ogóle opowiadać. Pierwsze, które pokazaliśmy to "Papieros", który jeszcze czasem gramy i chyba "Gołębie".
    Robert: Na początek napisaliśmy pięć skeczy. Tyle że nie mieliśmy co z nimi zrobić. Trafiła się jednak okazja - kolega zadzwonił, żebyśmy wystąpili, ale na... weselu. Byliśmy wtedy bardzo nieśmieszni, ale w sumie dobrze się stało, bo ktoś miał kamerę, nagrał nas i tym sposobem mieliśmy w ręku pierwszą demówkę. Wysłaliśmy ją do Lidzbarka na Biesiady Humoru i Satyry i byliśmy bardzo oburzeni, gdy odesłali nam ją z sugestią, że może w następnym roku...

    I co zdarzyło się w następnym roku?
    Igor: Zakwalifikowaliśmy się i ex aequo z Kabaretem Młodych Panów zajęliśmy drugie miejsce.
    Lata waszego debiutu to szczyt mody na "Szkło kontaktowe" i kabaret polityczny, najczęściej antypisowski. A wy tu o papierosach i gołębiach...
    Robert: Myśmy z założenia, od początku nie interesowali się polityką. Żeby jakiś temat ośmieszyć, trzeba się na nim znać. A polityka to nie nasz świat, wolimy się nim nie denerwować i dlatego nie oglądamy "Szkła" ani telewizyjnych programów publicystycznych.
    Igor: Gazety czytamy od tyłu, czyli od stron sportowych. Dzięki temu jestem spokojnym, wesołym człowiekiem.

    Nie powiecie mi, że nigdy nie mieliście pokusy dokopać władzy.
    Robert: Mieliśmy jeden taki skecz. O dwóch facetach, którzy rozmawiają na deptaku nad morzem i w puencie okazuje się, że jeden z nich jest posłem. Zagraliśmy go ze trzy razy, ale nie czuliśmy się z nim w swoim stylu.
    Igor: Lepiej się czujemy w takich zjawiskach jak beat-box czy przebieranie się za pająka.
    Robert: Polityczny kabaret dobrze uprawia Jerzy Kryszak i Neo-Nówka, my postanowiliśmy, że nie wchodzimy w te rejony.

    Bo to za duże ryzyko?
    Robert: Nie. Znamy się dobrze z Neo-Nówką i wiemy, że wszystko, co pokazują, w telewizji leci bez problemu.
    Igor: Mieliśmy dziś w busie dylemat, czy zagrać na kongresie PO. Była taka propozycja, długo się zastanawialiśmy, ale okazało się, że nie mamy terminu i problem się sam rozwiązał. I tak zresztą byśmy odmówili, bo nie chciałbym się pokazywać po żadnej politycznej stronie, mimo że można taką imprezę potraktować jak każdą inną "firmówkę", jak na przykład granie dla hodowców drobiu.

    Dostosowujecie wtedy swój program do publiczności?
    Rafał: Nie traktujemy ludzi inaczej, w zależności od tego, kim są. Czasem tylko, grając dla budowlańców czy mechaników, puścimy jakiś żart o śrubkach.

    Ale bez Mariolki się na pewno nie obejdzie.
    Robert: Aż mnie trochę dziwi, że to się aż tak udało. To nie miał być skecz, tylko krótki filmik. Igor przebrał się w ciuchy żony, postawił telefon, włączył nagrywanie i z głowy zaczął mówić jakąś historię.
    Igor: Zacząłem mówić i patrzeć, do czego mnie to doprowadzi. Nie umiałem tego skończyć, więc powiedziałem "Ale bez sensu gadam". I to była najlepsza puenta. Ale przypominam, że choć to monolog, to autorstwo jest wspólne - moje i Roberta.

    Krąży plotka, że pierwowzór Mariolki był brunetką.
    Igor: Tak. Brunetka miała na imię Ewa i była tym ziarnem piasku, które otacza się masą, aż tworzy się perła (śmiech). Jak pojawiał się jakiś fajny koleś, to mówiła "ja pyrtolę".

    Dlaczego zrobiliście z niej blondynkę?
    Igor: Bo to była pierwsza peruka, jaką miał Rafał na stanie. Gdyby miał rudą, to Mariolka byłaby ruda. A potem to już zostało.

    Jakie odnotowaliście najbardziej skrajne reakcje na ten skecz? Dresiarze nie stawali w obronie godności swych blond piękności z solarium?
    Igor: W Opolu podeszła do nas wielka fanka Mariolki - pani... po siedemdziesiątce. Za to nigdy nie było jakiejś skrajnie negatywnej reakcji.
    Nawet jeśli ludzi szokuje język Mariolki, to widzę, że go rozumieją i akceptują. Ewentualnie widzę czasem na imprezie firmowej, że ktoś patrzy na mnie jak na kompletnego idiotę. Za to najbardziej oryginalne są dziewczyny, które przychodzą na występ w takich samych swetrach, jaki ja zakładam do tego skeczu.

    Skąd go masz?
    Igor: Kupiłem w lumpeksie.
    Jest jeszcze peruka. Cały czas ta sama?
    Igor: Gdzie tam, to już trzecia. Ale przymierzam się do zmiany, bo już mi się dready zrobiły.

    To najbardziej namacalny dowód sukcesu...
    Igor: Ten wygłup przyszedł mi z taką łatwością, że aż nie mogę uwierzyć w jego popularność. Wszędzie, gdy wchodzimy na tak zwane salony, to ja, Igor Kwiatkowski funkcjonuję jako Mariolka, ewentualnie Milenka, Marzenka albo Pan Mariolka.

    Jesteś więc najlepszym adresatem pytania: gdzie jest dziś w kabarecie granica między parodią a szyderstwem?
    Ostatnio się nad tym zastanawiałem. Są przecież takie żarty, które uważamy za zbyt ostre, zbyt wykraczające poza jakąś naszą moralną normę, ale jednak prywatnie je powtarzamy. Śmiejemy się z dowcipów tak wulgarnych, że aż śmiesznych - takich, których nikt nie powtórzyłby na scenie, a w gronie znajomych i owszem. Nie wiem zatem, gdzie jest ta granica.

    Jako zawodowcy musicie sortować żarty. Jak to rozstrzygacie w drodze między garderobą a estradą?
    Igor: Metodą prób i błędów. Generalna zasada jest taka, że gdy się przywali mięsem, to potem trzeba dla równowagi trochę odpuścić.

    Zdarzy o się, że przywaliliście za mocno?
    Robert: Był taki skecz, w którym okazywało się, że... no nie chcę mówić o szczegółach. W każdym razie bohaterami były długowłose dzieciaki z ogólniaka, w koszulkach Tokio Hotel, z gitarami. Znalazło się tam kilka gier słownych i przez niektórych - bo nie przez nas - zostały one uznane za zbyt... erotyczne, czym byliśmy zdziwieni. Ktoś z boku zasygnalizował, że docisnęliśmy za mocno, zbyt wulgarnie, a przecież jesteśmy wystarczająco wyraziści, by sięgać po takie żarty. To był dobry komplement.
    Igor: A jak ktoś się naprawdę obraża, to wysyłamy bukiet kwiatów. (śmiech)

    Pytam o to, bo istotą waszego działania jest decyzja - zaryzykować, a w konsekwencji być może obrazić? Może się mylę, ale Polacy są wyczuleni, gdy się z nich ktoś śmieje i nie mają do siebie dystansu.
    Igor: To jest zawsze powód do dyskusji. Czy warto na przykład śmiać się z kogoś, kto jest gruby? Niby nie, ale czasem są w życiu sytuacje, gdy ta nadwaga komuś przeszka-dza i są to sytuacje komiczne.

    Czy jako najsłynniejszy dziś kabaret nie macie dość tych samych pytań - choćby o Mariolkę?
    Igor: Do niedawna trochę się denerwowałem. Przeszło mi, bo zrozumiałem, że i tak jesteśmy ewenementem - udało nam się wprosić do świadomości widza, który normalnie nie interesuje się kabaretem.

    A jaki kabaret jest inspirujący dla was?
    Igor: Przede wszystkim nowa fala brytyjskiego humoru - seriale "Hotel Britannia" i głównie "Biuro".

    Monty Python?
    Igor: Za Monty Pythonem jakoś nie przepadam, dopiero powoli się do niego przekonuję...
    Robert: Dopiero obejrzał.
    Igor: Nie ma co się śmiać, nawet Kevin Aiston, najbardziej znany Anglik w Polsce, nie ma pojęcia o Monty Pythonie.
    Robert: A teraz Igor idź się ogolić. Jak ty wyglądasz, za chwilę masz grać kobietę...

    CV
    Założony przez Roberta Motykę i Igora Kwiatkowskiego kabaret Paranienormalni działa od 2004 roku. Obok założycieli, na scenie występuje też znany z Neo-Nówki Michał Paszczyk.


    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze (1)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Zakaz wstępu złośliwym

    wildwestjerky (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 12 / 21

    wildwestjerky.plANUJ rozsądnie swoje odżywianie -Poczytaj co piszą o tej przekasce. Zamówiłem i warto.
    "WILD WEST JERKY - suszona wołowina o zacnym smaku i nieporównywalnych wartościach...rozwiń całość

    wildwestjerky.plANUJ rozsądnie swoje odżywianie -Poczytaj co piszą o tej przekasce. Zamówiłem i warto.
    "WILD WEST JERKY - suszona wołowina o zacnym smaku i nieporównywalnych wartościach odżywczych, wytwarzana z najwyższej jakości chudego mięsa bydła hodowanego na naturalnych , otwartych pastwiskach Urugwaju. Zawiera prawie 50% białka ,około 3% tłuszczu i tylko 64 kalorie /25g/ . Do produkcji każdej porcji wykorzystuje się dwukrotnie większą ilość świeżej wołowiny. To produkt nie tylko dla smakoszy i łakomczuchów. Prowadzisz aktywny tryb życia, podróżujesz, uprawiasz sport, dbasz o zdrowie i swoją sylwetkę sięgnij poWILD WEST JERKY. Dzięki unikatowym recepturom WILD WEST JERKY jest przez min 12 miesięcy przydatna do spożycia w każdych warunkach !!! Co ważne - nie musisz przechowywać jej w lodówce. Suszona wołowina stanowi jeden z elementów pożywienia zabieranego w kosmos przez amerykańskich astronautów .Światowej sławy polarnik i podróżnik Arved Fuchs na jednej z wypraw testował WILD WEST JERKY i był zachwycony wykwintnym smakiem i pożywnością naszej przekąski. Podążając do pracy, szkoły, na boisko ,górską wędrówkę, morską czy polarną wyprawę do siłowni i pubu pamiętaj o najlepszej przyjaciółce Twojego organizmu - WILD WEST JERKY – galaktycznej przekąsce i ......... zakąsce."
    zwiń

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Gorący temat

    Wideo