Grypa z urojenia?

    Grypa z urojenia?

    Monika Kaczyńska dziennikarka działu wydarzenia

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Im więcej mówi się o epidemii grypy, tym bardziej specjaliści uspokajają, że wirusa ani śladu. Z ich punktu widzenia to zapewne istotna różnica, bo ani ptasia, ani hiszpanka, tylko proste zapalenie oskrzeli albo pomniejsza angina. Że chory ojciec, matka, wuj i sąsiadka to dla epidemiologów ma mniejsze znaczenie.

    Dla chorych chyba przeciwnie. Bo choć zwyczajne przeziębienie lub dowolna inna infekcja bakteryjna jest podobno dwudziestokrotnie mniej niebezpieczna od grypy, to komuś, kto leży z gorączką, przynajmniej do czasu, gdy ta nie spadnie, jest mniej więcej wszystko jedno. Jak zwał, tak zwał, chory jest i tyle.

    Też w zasadzie wszystko jedno petentom, którzy przychodząc do urzędów, zastają przetrzebione kadry i ani śladu pani Zosi, która zaczęła sprawę załatwiać. A koleżanka, która ją z całym poświęceniem zastępuje, musi zaczynać od początku.

    I choć rodzice przedszkolaków i uczniów zapewne doceniają fakt, że ich dzieci przyniosły do domu "tylko" przeziębienie, to i tak chorym muszą opiekę zapewnić. Co nie przeszkadza urzędnikom powtarzać, że grypa to urojenia. Grypa może i tak, ale choroba już nie.

    Czytaj treści premium w Głosie Wielkopolskim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo