Kościół jest nie tylko dla orłów

    Kościół jest nie tylko dla orłów

    Zdjęcie autora materiału

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Z dominikaninem o. Pawłem Kozackim, o trudnych tematach, rozmawia Maria Nowak
    Kapituła nagrody "Znak Dobra" im. Romy Brzezińskiej wyróżniła teksty "W Drodze" poświęcone naturalnemu planowaniu rodziny, nawet nie wiedząc o tym, że również wyróżnili je czytelnicy.
    To prawda. Nakład został wyczerpany i przez pewien czas nie mogliśmy zrealizować napływających zamówień. Pod tym względem ten akurat numer pobił rekord roku. Zaskoczyło nas to mile.

    Może przyciągnął na okładce tytuł "NPR - tylko dla orłów"…
    … ale ze znakiem zapytania!

    Żartowałam. Proszę przypomnieć naszym czytelnikom o tym, jak powstał miesięcznik "W Drodze"?
    Powstał w 1973 roku, a jego założycielem i pierwszym naczelnym był o. Maciej Babraj. To były czasy głębokiej komuny, więc boje szły o zarejestrowanie, o przydział papieru, o cenzurę i ukazanie się każdego numeru było taką właśnie wygraną walką. Niewielki nakład był natychmiast rozchwytywany.

    Skąd nazwa "W Drodze"?
    Różnie się mówi, ja dokładnie nie wiem, byłem wtedy dzieckiem. Niektórzy mówią, że to Norwid, inni, że to jeden z rysów naszego zakonu: wędrowne kaznodziejstwo. Dominikanie nie mieli głosić kazań z ambony, lecz wyjść do ludzi i głosić Słowo Boże wszystkim i na wszystkie sposoby.

    W 1995 roku Ojciec został redaktorem naczelnym. Co wtedy Ojciec postanowił?
    Najpierw słuchać innych, bo nie miałem doświadczenia w pracy dziennikarskiej. Byłem już wtedy czytelnikiem miesięcznika. Chciałem kontynuować tradycję i jeszcze bardziej realizować ten charyzmat, jeszcze bardziej wychodzić do ludzi, być rzeczywiście w drodze, przysłuchiwać się tym, których mijamy. Chciałem też nie zaniżać poziomu. Czyhają tu dwie skrajności: albo zajmujemy się tylko tym, co zawsze aktualne, co pani nazywa "o Duchu Świętym i Wielkanocy" albo tylko życiem "gorącym", bieżącym z drugiej. Chciałem, odwołując się do tego, co uniwersalne i wynika z Ewangelii, wsłuchiwać się w to, co dzieje się wokół nas. Wyciągamy konsekwencje z Wcielenia: wszak to, co boskie, ukazało się nam w tym, co ludzkie. Bóg chodzi po ścieżkach ludzkich, więc to przenikanie ducha bożego przez prozaiczną rzeczywistość jest tą przestrzenią, której chcemy się przypatrywać. Nie mamy zamiaru "ścigać się" z prasą świecką, lecz raczej pogłębiać podnoszone przez nią tematy.

    Antykoncepcja, adopcja, molestowanie, życie powszednie księdza - skąd inspiracja do podjęcia w katolickim piśmie takich tematów?
    Z różnych źródeł, a najczęściej z duszpasterstwa, które uprawiamy. Czasem z maila, który ktoś nam przyśle.

    Nie będę przedstawiać tekstów nagrodzonych, bo lepiej odesłać do "W Drodze", ale Ojciec pisze tam, że nie chce przekonywać na argumenty, bo w sporze na tak kontrowersyjne tematy, jak aborcja, eutanazja czy antykoncepcja na argument jednej strony druga ma swój, każdy pozostaje przy swoim, więc lepiej zająć się ewangelizacją.
    Bo decyduje kwestia wiary, siły więzi z Bogiem. W tym pomagajmy ludziom. Na przykład kwestia naturalnych metod planowania rodziny to nie jest tylko kwestia techniczna i aptekarska dokładność w mierzeniu temperatury, ale podjęcie pewnego wyzwania, wkroczenia na ścieżkę, gdzie przekraczamy doczesność. Wymaga jakiejś wizji, może być fascynujące. Ale staramy się też dostarczać argumentów, bo jak pisał św. Piotr " bądźcie gotowi do uzasadnienia tej nadziei, która w was jest".

    W uzasadnieniu przyznania nagrody napisano, że nie dajecie łatwych recept.
    Czasem nie dajemy odpowiedzi. W dyskusji na temat objawień w Medjugorie zestawiliśmy argumenty tych, którzy uważają, że to objawienia autentyczne, z tymi, którzy uważali, że to hochsztaplerstwo i oszustwo.

    I dostaliście cięgi z obu stron.
    Tak. Myśmy tylko powiedzieli czytelnikowi, jaka jest sytuacja, pozostawiając mu, jako człowiekowi wolnemu i odpowiedzialnemu, wybór.

    Ojciec sam bywa zaskoczony wymową niektórych tekstów?
    Często. Na przykład, kiedy robiliśmy numer o adopcji, moja wizja była dość stereotypowa: z jednej strony dzieci czekają na adopcję, z drugiej wielu rodziców chce je zaadoptować i tylko bezduszne sądy rodzinne to utrudniają. Wgłębiając się w temat, dowiedziałem się, że maleństw nie ma tylu i że nierzadko zamiast szybkiej adopcji sensowniejsza jest praca nad naturalnymi rodzicami, by dorośli do swego zadania. To trochę tak, jak z pustym miejscem przy wigilijnym stole. Wzruszamy się nim, ale gdyby rzeczywiście miał ktoś je zająć, wpadlibyśmy w popłoch. Jest jeszcze jeden charyzmat dominikański - veritas, prawda. By dojrzale podejść do rzeczywistości, trzeba znać prawdę. Wierzymy, że prawda jest zakorzeniona w Bogu i gdy się uczciwie dąży do jej poznania, chodzi się po ścieżkach bożych.

    Kto czyta "W Drodze"?
    Z sondy wynika, że 80 procent to ludzie z wyższym wykształceniem, raczej z większych miast, kobiet jest 60 procent, a 10 procent to osoby duchowne.

    Spodziewałam się większego udziału duchownych?
    Biorąc pod uwagę proporcje między wiernymi a duchownymi w społeczeństwie, to jest dużo.

    Pisma katolickie trudno znaleźć poza kościołami.
    Dla nas głównym źródłem dystrybucji też jest prenumerata. Chcemy teraz zawrzeć umowę z Empikiem, abyśmy byli w każdym. Numery archiwalne publikujemy w internecie.

    Z okazji nagrody zareklamujmy następny numer. Co w nim będzie?
    Świętość i sposoby jej przedstawiania. Czy to kategoria tylko z oleodruków, czy też jesteśmy do tej świętości powołani. A drugi temat to sposób przedstawiania świętych. Często hagiografowie chcą, żeby w tej postaci było samo światło. Taki "wypreparowany" święty to woskowa figura i człowiek po cichu myśli: nawet nie chciałbym być taki. Dlaczego nie można mówić, że św. Faustyna robiła błędy ortograficzne w Dzienniczku? Czy to jej coś ujmuje? Jeżeli się pokaże świętego jako człowieka szczęśliwego, przeżywającego przygodę życia, to ktoś powie: ja też bym tak chciał, natomiast jeśli pokaże się świętego ze złożonymi rączkami i buzią w ciup, który nie robi nic innego, tylko mdleje, gdy usłyszy brzydkie słowo, to człowiek traci zainteresowanie. Kościół przyjmuje "na kredyt" wszystkich, tak jak Pan Jezus, który rozmawiał z celnikami i nierządnicami. Jest to zaproszenie dla każdego na drogę, która prowadzi do tego, co przekracza doczesność. W Kościele wszyscy są zapraszani do tego, żeby być orłami.


    O. Paweł Kozacki jest redaktorem naczelnym miesięcznika "W Drodze" i jednym z laureatów I nagrody konkursu Znak Dobra im. Romy Brzezińskiej

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Magazyn

    Wideo