"Skyfall": widzieliśmy już nowego Bonda! [RECENZJA]

    "Skyfall": widzieliśmy już nowego Bonda! [RECENZJA]

    Zdjęcie autora materiału

    Jacek Sobczyński

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Nieogolony pijaczyna, który namiętnie zalewa alkoholem swoją depresję. Kupujecie takiego Bonda?
    W "Skyfall" Bond niby pozostaje taki, jak zawsze ale to tylko pozory

    W "Skyfall" Bond niby pozostaje taki, jak zawsze ale to tylko pozory ©FORUM FILM

    Porywanie się na reżyserkę nowego filmu o przygodach agenta 007 to misja straceńcza. Z jednej strony ma być inaczej niż dotąd, z drugiej musi zostać po staremu, w hołdzie starszym odcinkom bondowskiej serii. Dlatego w "Skyfall" to Sam Mendes jest największym zwycięzcą. Reżyser przewrócił konwencję do góry nogami na tyle umiejętnie, że po seansie nie czujemy rewolucji dokonanej przed chwilą na naszych oczach.

    Gorąco robi się jeszcze przed napisami, ponieważ podczas efektownej walki na dachu pociągu Bond ginie, do tego od kuli wystrzelonej przez jego sojuszniczkę. Proszę nie wściekać się za zdradzenie treści filmu - oczywiście rzekoma śmierć 007 to pic na wodę a sam agent ucieka do domku na plaży, gdzie u boku nowej dziewczyny w najlepsze oddaje się alkoholizmowi.

    Tymczasem w Londynie ktoś najpierw wysadził w powietrze budynek MI6 a teraz dybie na życie M, szefowej Bonda. 007 nie może wybaczyć jej sytuacji, w której wystawiła go na niemal pewną śmierć, ale koniec końców postanawia wrócić do Londynu i pomóc M, choć wciąż uważa ją za "bladzię" (tak oryginalnie dystrybutor przetłumaczył słówko "bitch"). Co prawda w nowym wcieleniu Bond przypomina bardziej żula niż dystyngowanego agenta, ale M i na to przymyka oko.

    Mam słabość do filmów o Bondzie, bo pomimo okraszonej wodospadem efektów specjalnych pompatycznej otoczki ich esencją jest wyłącznie psychologiczna rywalizacja dwóch równorzędnych sobie przeciwników. Tu antagonistą Bonda jest Raoul Silva, dawny podopieczny M, który żyje w szaleńczym przekonaniu, że szefowa go zdradziła. Relacja obu mężczyzn z M jest elektryzująca - zimna jak stal szefowa MI6 staje się celem walki swoich dwóch pupili. Silva właśnie przekroczył próg, dzielący świat normalnych ludzi od wariatów, natomiast wypalony mentalnie 007 stara się powrócić do normalności.

    A przecież po drodze trafia się także fantastyczna scena bójki w szanghajskim wieżowcu, żywo inspirowana wschodnim teatrem cieni. Jest niesamowicie sfilmowana sekwencja na opuszczonej wyspie - gniazdku Silvy, jest wreszcie finałowy powrót do bondowskich korzeni, czyli na szkockie wzgórza, tam, gdzie 007 wychował się po tragicznej śmierci rodziców. Sam Mendes znów udowadnia mistrzostwo w tkaniu kompozycji z mistrzowsko zrealizowanych, poszczególnych scen. W tak dobrze skonstruowanym filmie można wybaczyć mu nawet kompletnie bezbarwne panie - egzotyczna Severine znika szybciej, niż się pojawia a podążająca krok w krok za Bondem Eve swoje wejście smoka będzie miała dopiero w ostatnich sekundach filmu. Warto poczekać, bo zakończenie "Skyfall" jest bardzo zaskakujące a jednocześnie pokazuje, że właśnie tworzy się nowa historia 007.

    Jeśli chcecie wziąć w niej udział, mam dobrą wiadomość - wszystko wskazuje na to, że James Bond nie zniknie z ekranów przez kilka kolejnych dekad. A dla konserw, które niczym niżej podpisany lubią jęczeć z nostalgii za przeszłością pozostaje coraz bardziej obecna w kolejnych częściach piramida nawiązań do bondowskiej klasyki. Tak, 007 jest niby taki jak zawsze, a jednak w nowych odcinkach jakoś bliżej mu do zwyczajnego człowieka. Wszak "nowy" Bond miast raczyć się nieśmiertelnym martini z wódką woli żłopać piwsko prosto z butelki.

    Głosuj na najlepszą piosenkę z Bonda na poznan.naszemiasto.pl

    Czytaj także

      Komentarze (4)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Recenzja Skyfall

      Ptys (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 40 / 33

      Dobra recenzja nowego Bonda: http://stayfly.pl/2012/10/jak-bond-zamienil-martini-na-heinekena-recenzja-filmu-skyfall/

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Recenzja Skyfall

      Ptys (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 29 / 39

      Dobra recenzja nowego Bonda: http://stayfly.pl/2012/10/jak-bond-zamienil-martini-na-heinekena-recenzja-filmu-skyfall/

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      007

      obserwator (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 43 / 45

      SPOJLER: Hmm dziwny ten Bond. Te powroty do korzeni? rodzice? sentymenty? Dobrze, że przywrócili Q, Moneypenny i kilka innych klasycznych akcentów ;) Chociaż wydaje mi się, że Mendes zbyt...rozwiń całość

      SPOJLER: Hmm dziwny ten Bond. Te powroty do korzeni? rodzice? sentymenty? Dobrze, że przywrócili Q, Moneypenny i kilka innych klasycznych akcentów ;) Chociaż wydaje mi się, że Mendes zbyt odleciał. Za bardzo skupił się na wewnętrznych rozterkach Bonda (z ktorego zrobił pijaka...), jego przeszlosci. Kilka razy miałem wrażenie, że oglądam sceny z... Harrego Pottera! Przykłady? Szkocki Hagrid mieszkający gdzies w głuszy, tajemniczy magiczny domek na brytyjskim odludziu(którego szturmuje banda złych, paląc go doszczętnie), śmierć autorytetu (Dumbledore, M) - i mały podarunek w spadku, wpadnięcie nocą pod wodę zamarzniętej tafli jeziora... Ogólnie - lepszy od Quantum, gorszy od Casino Royale ;]zwiń


      Zdjęcie autora komentarza
      re:

      j.sobczynski

      Zgłoś naruszenie treści / 26 / 34

      obserwatorze, z tym Potterem to faktycznie ciekawy trop. Mnie z HP skojarzył się raczej wizerunek nowego Q:)

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo