Jazzowa konferencja

    Jazzowa konferencja

    Marek Zaradniak

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Miniony weekend przyniósł poznaniakom spotkania z dwiema znaczącymi osobowościami jazzu. W sobotę w Auli Nova śpiewała Dee Alexander, a nazajutrz w Teatrze Polskim zagrał słynny brytyjski klarnecista dixielandowy Acker Bilk.
    Trwający dwie godziny koncert Dee Alexander był zarazem finałem festiwalu Made In Chicago zorganizowanego przez Estradę Poznańską i Jazz Institute Of Chicago. Poznaniacy, a także licznie przybyli goście 14. Konferencji Klimatycznej Narodów Zjednoczonych, jako druga po chicagowskiej publiczność na świecie usłyszeli program, w którym ta ciemnoskóra wokalistka oddaje hołd dwom wielkim postaciom jazzu: Ninie Simone i Dinah Washington. W jej interpretacjach było sporo swingu, bluesa, a także muzyki gospel. Oklaskiwano nie tylko szeroką skalę głosu Dee Alexander, ale również to, jak potrafiła bawić się dźwiękiem.

    Podobać mogło się ekspresyjne wykonanie legendarnego bluesa "Mississippi Goddam", który Nina Simone napisała po zamordowaniu czworga murzyńskich dzieci w Birmingham w 1963 roku, a także inny blues "Four Women". Po jego wykonaniu artystka powiedziała, że ma dla niej szczególne znaczenie ze względu na to, że opowiada o kobietach różnego koloru skóry. Przy swingowym "Feeling Good" wyznała, że ma nowe buty, a każda kobieta wie, co to znaczy mieć nowe buty.
    Podobać mogło się również wykonanie przeboju "Oh Happy Day" wspólne z poznańskim chórem Gospel Joy, którego dyrygentce Agnieszce Górskiej-Tomaszewskiej udało się porwać do wspólnego śpiewania całą salę.
    Oklaskiwano nie tylko Dee Alexander, ale także towarzyszących jej muzyków, z których każdy tego wieczoru zaprezentował wirtuozerską solówkę.

    Najczęściej mieli do tego okazję saksofonista Ari Brown i pianista Miguel dela Cerna. Chociaż to, co przedstawiła Dee Alexander, było bardzo selektywnym wyborem z repertuaru jej wielkich poprzedniczek, zadowolona publiczność długo nie chciała rozstać się z gwiazdą i towarzyszącymi jej muzykami. A że zbliża się Boże Narodzenie, na bis usłyszeliśmy kolędy.

    Nazajutrz w Teatrze Polskim słuchaliśmy starego, dobrego, pogodnego dixielandu. Najpierw zaprezentowali się gospodarze wieczoru, obchodząca swoje 15-lecie poznańska grupa Dixie Company. Były standardy światowe, ale i polskie kompozycje utrzymane w tym stylu jak "Ragtime" z filmu "Vabank". Była też śpiewana przez Wojtka Warszawskiego polska wersja przeboju "Buddy Bolden Blues" z tekstem Macieja Zembatego. Szkoda jednak, że ten utwór chociaż we fragmencie nie był wykonany także po angielsku - wszak na sali znajdowali się uczestnicy trwającej w Poznaniu konferencji klimatycznej. Z instrumentalistów najwięcej do powiedzenia miała sekcja dęta z klarnecistą Rafałem Kubalem na czele. Był to przedsmak tego, co miało nastąpić po przerwie.
    Mr Acker Bilk zaprezentował również dixieland, ale grany nieco inaczej.

    Utwory były zaaranżowane tak, że na pierwszy plan, oprócz klarnecisty, wysunęli się pianista Collin Wood i basista John Day. Koncert pokazał, że nestor Bilk najlepsze lata ma już za sobą, ale publiczność i tak domagała się bisu. Niestety nie doczekała się.
    Jeśli ktoś może być w pełni usatysfakcjonowany odbywającą się w Poznaniu konferencją ONZ, to są nimi poznańscy fani jazzu. Muzyki - jak widać, nie tylko po tych dwóch koncertach - zdecydowanie najbardziej klimatycznej.


    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Gorący temat

    Wideo