Do Wielkopolski trafiło

    Do Wielkopolski trafiło skażone mięso z Irlandii

    Elżbieta Sobańska

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Ponad 600 ton skażonej dioksynami irlandzkiej wieprzowiny mogło trafić do Polski. Na razie wiadomo tyle, że mięso znajduje się w trzech zakładach: w Łódzkiem, a także na Mazowszu i w Wielkopolsce. W naszym regionie jest prawdopodobnie około 80 ton skażonego mięsa. Sprowadziła je poznańska firma Janimex, która między innymi handluje mięsem w internecie.
    Przedstawiciele firmy nie chcą rozmawiać na ten temat. Jak początkowo ustalono, na terenie województwa zostało około 22 ton wieprzowiny, reszta trafiła na Śląsk oraz na rynek węgierski.
    W poniedziałek do siedziby firmy wkroczyły służby weterynaryjne. Inspektorzy sprawdzili dokumentację handlową oraz zabezpieczyli mięso. Próbki zostały przekazane do Państwowej Inspekcji Weterynaryjnej w Puławach. Jeśli badania potwierdzą obecność dioksyn, to zabezpieczone przez inspektorów mięso zostanie zutylizowane.


    - Sprawa jest poważna, blokujemy całe mięso sprowadzone z Irlandii. Początkowo na terenie Wielkopolski miało być około 22 ton mięsa, teraz wiemy, że potencjalnie skażonej wieprzowiny jest tak naprawdę kilka ton - mówi Wojciech Wasiewicz z Wojewódzkiego Inspektoratu Wetery-narii w Poznaniu. - Informacja dotarła do nas dzięki systemowi wczesnego ostrzegania w zakresie żywności i środków żywienia zwierząt (Rapid Alert System for Food and Feed).

    Przyczyna problemu tkwi w pożywieniu dla świń. Chodzi o paszę, w której znajdowały się dioksyny, a którą była karmiona trzoda chlewna na kilkudziesięciu irlandzkich farmach. Pierwsze testy wykazały, że norma zawartego w mięsie niebezpiecznego składnika była przekroczona od 80 do 200 razy. Wykryte w boczku dioksyny mogą być niebezpieczne dla zdrowia.
    - Dioksyny to związki toksyczne, ale o tym, czy są niebezpieczne, decyduje stężenie - mówi profesor Włodzimierz Dolata, dyrektor Instytutu Technologii Mięsa z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu. Przy znacznym stężeniu mogą być rakotwórcze.

    Teraz służby weterynaryjne sprawdzają, jakie wielkopolskie zakłady mogły zakupić trefną wieprzowinę. Badaniom poddawane jest całe mięso, które przyjechało z Irlandii do Polski po 1 września 2008 roku. Wstępnie wymienia się zakłady w powiecie śremskim oraz krotoszyńskim. Do tej pory zablokowano mięso w chłodni w Kobylinie i ponad tonę tusz w chłodni w Grodzisku.

    Z zebranych do tej pory informacji wynika również, że mięso, najprawdopodobniej skażone dioksynami, było sprowadzone także do Kalisza. W tej chwili trwa sprawdzanie, dokąd dotarła wieprzowina i czy faktycznie jest skażona.

    - Obecnie prowadzimy kontrole - wyjaśnia dr Marian Grząka z Powiatowego Inspektoratu Weterynarii w Kroto-szynie.
    Do Wojewódzkiego Inspektoratu Weterynarii w Poznaniu dzwonią zaniepokojeni właściciele zakładów mięsnych, którzy obawiają się, że mogło do nich trafić skażone dio-ksynami mięso. To kolejny cios, który może zaszkodzić branży mięsnej.

    Inspektorzy odbierają także telefony od sieci handlowych, które chcą dowiedzieć się, czy na półkach sklepowych trzymają skażony boczek. Jednak w tych największych panuje na razie spokój. - Mięso już dawno stało się tematem delikatnym, dlatego podchodzimy do tego z dużą ostrożnością - zapewnia Błażej Patryn, rzecznik prasowy sieci delikatesów Piotr i Paweł. - Mogę zapewnić, że nie bierzemy mięsa z niepewnych źródeł. Mamy ponadto odpowiednie procedury zamówień i kwalifikowania dostawców, które stosujemy od lat.

    Doniesienia o skażonej wieprzowinie z Irlandii uważnie śledzi także sieć handlowa Auchan, która ma 30 dostawców mięsa.- Każdą taką informację zawsze traktujemy bardzo poważnie - mówi Dorota Patejko, rzecznik prasowy Auchan. - Skontaktowaliśmy się już z naszymi dostawcami, około 70 procent z nich przesłało informacje o kraju pochodzenia dostarczonego przez nich mięsa.
    Na rozwój sytuacji czeka także wielkopolski sanepid.

    - Na razie działania prowadzą służby weterynaryjne. Dopiero jak sprawdzą, do jakich zakładów trafiło mięso i czy faktycznie jest skażone, będziemy mogli podjąć działania. Jesteśmy z nimi w stałym kontakcie - uspokaja Andrzej Wieland z Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Poznaniu. - Jeśli potwierdzą się przypuszczenia o dioksynach w sprowadzonym mięsie, to będziemy wycofywać produkty ze sprzedaży. Jeśli jeszcze znajdują się w obrocie, bo pamiętajmy, że dotyczy to sytuacji z września tego roku.
    Kontrole inspektorów weterynarii trwają także w zakładach na Mazowszu i w Łódzkiem. Partie mięsa, które mogły być skażone, zostały wycofane i zabezpieczone.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Magazyn

    Wideo