Trzy metry na osobę

    Trzy metry na osobę

    Andrzej Rembowski

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Hanna Pilarczyk samotnie wychowuje czwórkę dzieci w 16-metrowym mieszkaniu na poddaszu kamienicy w Poznaniu. Jedno z dzieci jest chore na mukowiscydozę, drugie - ADHD. Od 5 lat kobieta stara się o większe mieszkanie socjalne, ale urzędnicy w odpowiedzi rozkładają jedynie ręce. Twierdzą, że przepisy uniemożliwiają im przeniesienie rodziny do większego lokalu.
    Mieszkanie pani Hanny jest bardzo skromne. To w zasadzie pokój z aneksem kuchennym i niewielką toaletą. Małe okna, których matka nie otwiera, bo boi się, żeby dzieci bawiąc się nie wypadły. I wszędzie wilgoć. Na ściany wdziera się grzyb. Latem temperatura na poddaszu przekracza 40 stopni Celsjusza. Mimo tych warunków dzieci są wyjątkowo żywe, otwarte i pogodne, a skromne lokum świeci czystością.
    Od pięciu lat kobieta stara się o poprawę warunków mieszkaniowych dla dzieci.
    Chodzi głównie o 7-letniego Aleksa. Choruje on na mukowiscydozę. To postępująca, uciążliwa i nieuleczalna choroba, powodująca dysfunkcję układu oddechowego. Objawia się między innymi skłonnością do zapalenia oskrzeli i płuc. Chłopiec każdego dnia musi przyjmować antybiotyki.

    - Codzienne inhalacje, wielogodzinne drenaże klatki piersiowej, antybiotyki. Mieszkanie, w którym przebywa Aleks nie umożliwia skutecznego leczenia - czytamy w opinii wydanej przez Polskie Towarzystwo Walki z Mukowiscydozą, które wspiera matkę w walce o lepsze mieszkanie dla jej rodziny.

    - Po inhalacjach w pokoju jest dosłownie sina mgła. Te opary są szkodliwe dla pozostałych dzieci - dodaje Hanna Pilarczyk, która interweniowała już we wszystkich możliwych urzędach.
    Udała się m.in. do prezydenta Poznania Ryszarda Grobelnego. Wysłał on pod koniec 2007 roku specjalną komisję, aby oceniła warunki mieszkaniowe rodziny Pilarczyków. Komisja potwierdziła, że pięć osób nie może godnie żyć na strychu. Mimo że Hanna Pilarczyk złożyła wniosek o umieszczenie jej na liście oczekujących na mieszkania socjalne, to jednak w zeszłym roku na tej liście się nie znalazła. Oficjalny powód podany przez Wydział Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej Urzędu Miasta Poznania to fakt, że ma ona "tytuł prawny do zajmowanego lokalu". Innymi słowy jest zameldowana na wspomnianych 16 metrach i zgodnie z uchwałą miejskich rajców nie można jej pomóc.

    - Sprawa wygląda tak, że Pani Hanna mieszka w prywatnym budynku, którego właściciel wynajmuje jej mieszkanie. Zatem sprawa ewentualnej zamiany na mieszkanie od miasta jest niemożliwa - mówi Rafał Łopka z Biura Prasowego UMP. - Jeżeli zaś chodzi o otrzymanie mieszkania socjalnego, to w tym roku pani Hanna nie złożyła wniosku o pomoc mieszkaniową - dodaje R. Łopka.

    Tutaj przedstawiciel magistratu ma rację. Hanna Pilarczyk, po kilku latach starań, zdecydowała się bowiem pominąć drogę urzędową. Postanowiła poprosić o pomoc poznańskiego posła Marka Zielińskiego.
    - Zwróciłem się już z pismem do władz Poznania. Zainteresowałem też sprawą radnego Mariusza Wiśniewskiego. Mam świadomość, że istnieje ścisłe kryterium przyznawania lokali socjalnych. Uważam jednak, że fakt, iż pani Pilarczyk ma dwójkę chorych dzieci, w tym jedno na nieuleczalną chorobę mukowiscydozę, powoduje że nie można patrzeć obojętnie na problemy jej rodziny. Trzeba jej jak najszybciej pomóc - mówi Marek Zieliński. - Pani Pilarczyk ma złożyć ponownie wniosek o ujęcie do listy uprawnionych do lokalu socjalnego i mam nadzieję, że uda się sprawę rozwiązać pozytywnie - dodaje poseł.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Magazyn

    Wideo