Duch Komedy powrócił

    Duch Komedy powrócił

    Marcin Kostaszuk, Marek Zaradniak

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Słuchając poniedziałkowego koncertu "Jazz i poezja" w poznańskim Zamku można było odnieść wrażenie obcowania z dziełem świeżym, intrygującym, a w żadnym wypadku nie przestarzałym. To najlepszy argument za tym, by nadal przetrząsać radiowe i domowe archiwa w poszukiwaniu zapomnianych utworów Krzysztofa Komedy.
    Oczywiście sentymentalnego charakteru koncertu nie dało się uniknąć - poprzedziło go obszerne wprowadzenie w historię kompozycji (sięgającą 1960 roku), a także powitanie obecnej na widowni siostry Krzysztofa Komedy. Nie bez znaczenia było też miejsce: socrealistyczny wystrój wnętrza Sali Wielkiej Zamku tym razem nie tylko nie śmieszył, ale wręcz pomagał w podróży w przeszłość.
    Unikalność podzielonego na różnej długości fragmenty spektaklu polegać miała na połączeniu poezji Jerzego Sity, z odpowiadającymi jej kompozycjami Komedy.
    Przy całym uznaniu dla starań Zbigniewa Grochala, słowo nie było elementem koniecznym - muzyka urodzonego w Poznaniu kompozytora go nie potrzebowała. Rekonstrukcja nie mogła być wierną bez wierszy, ale nie robiły one nawet w połowie takiego wrażenia, jak ich oprawa.

    Jak dziś słucha się "zapomnianego" Komedy? Czuć w tych utworach subtelność i szacunek dla słuchacza, który poprzez perfekcyjne operowanie ciszą (dla podkreślenia ważnych zdaniem kompozytora partii poszczególnych instrumentów), nie ma wrażenia nadmiaru dźwięków. Pojawiające się tematy przewodnie wywoływały wręcz poczucie błogości, zwłaszcza, gdy w roli głównej słyszeliśmy grającego na wibrafonie Jerzego Miliana. To jego brzmienie w największej mierze przywoływało ducha czasów, gdy jazz podbijał młode pokolenie. Z drugiej strony ważną rolę odgrywała trąbka w rękach Macieja Fortuny, który interpretował Komedę z szacunkiem, ale i nowocześnie.

    Na postscriptum do tego godnego zapamiętania wieczoru, muzycy i wielu słuchaczy przeniosło się do klubu Blue Note na jam session. Wbrew zapowiedziom nestor Jerzy Milian nie grał, ale godnie zastąpiło go trio: Krzysztof Przybyłowicz, Zbigniew Wrombel i Piotr Kałużny. Dali oni mozliwość pokazania się muzycznej młodzieży: swój dzień miał w poniedziałek niewątpliwie trębacz Maciej Fortuna, znakomicie potrafiący wczuć się w nastrojowe, ilustracyjne tematy ("Jutro premiera"). Był to jego trzeci występ tego dnia: wcześniej grał także przy okazji odsłonięcia tablicy poświęconej artyście. Uwagę zwrócili też sprawni technicznie kontrabasiści Krzysztof Ciesielski z Zielonej Góry i Paweł Głowacki z Poznania.

    Kto miał jakiekolwiek wątpliwości, czy aby zbytnio nie uwznioślamy Krzysztofa Komedy w związku z przyszłoroczną rocznicą jego śmierci, tego wczorajszy wieczór z pewnością przekonał, że takie pamiątki poznańskiego rodu trzeba pielęgnować.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Magazyn

    Wideo