Etyka wygrała z butelką wódki

    Etyka wygrała z butelką wódki

    Agnieszka Świderska, oddział Piła

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Alkoholik i złodziej - ten krótki opis bardziej pasuje do kogoś, kogo mijamy w bezpiecznej odległości na ulicy niż do osoby, której musimy bezgranicznie zaufać, bo ona trzyma w ręku skalpel, a my leżymy na szpitalnym łóżku.
    A jednak ten opis pasuje również do dr Marka L., chirurga, od kilku lat zawieszonego w prawach wykonywania zawodu, który wielokrotnie łamał ten zakaz pewnie tylko po to, żeby mieć na kolejną butelkę wódki. Trudno tu bowiem mówić o jego miłości do pacjentów, o powołaniu, którego nie jest w stanie przezwyciężyć żaden sąd i żaden wyrok, bo ich miejsce zajął już dawno inny nałóg. Gdyby Markowi L. naprawdę zależało na pacjentach, to sam by poszukał pomocy innych lekarzy. Jego przypadek jest uleczalny, ale pacjent najwyraźniej nie ma zamiaru się leczyć.

    Na szczęście, wśród 130 tysięcy czynnych zawodowo lekarzy w Polsce takich Marków L. nie ma zbyt wielu. Inaczej zawód lekarza, którym jest ratowanie cudzego życia, już dawno straciłby swój sens, bo trudno mówić o poważnym traktowaniu życia pacjenta, jeżeli ratuje się je po pijanemu. To, że Marek L. nie naraził zdrowia i życia żadnego pacjenta Szpitala Specjalistycznego w Pile, należy zawdzięczać szybkiej decyzji dyrektora szpitala o zwolnieniu go. A przecież o doświadczonych chirurgów nie jest wcale tak łatwo w czasach, gdy polscy lekarze są jednym z najlepszych towarów eksportowych. Niejeden dyrektor szpitala zamiast zaglądać nowemu lekarzowi w papiery, jeszcze by go poklepał po plecach i życzył szybkiej aklimatyzacji w nowym miejscu pracy.

    Etyka zawodowa, jak się okazuje, nie jest jednak w tym zawodzie pustym hasłem. Ta sama etyka, która każe ratować ludzkie życie za każdą cenę, każe również patrzeć na ręce tym, którzy to życie ratują. To nie lekarze, ale politycy poprzedniej ekipy rządzącej, chcieli zniesienia sądów lekarskich; tych samych sądów, które trzykrotnie odbierały Markowi L. prawo do wykonywania zawodu i jako jedyne mogą go tego prawa dożywotnio pozbawić. W przypadku Marka L. chory nie okazał się system. Chory okazał się sam człowiek, który sfałszował dokumenty, a oszuści przecież noszą różne garnitury i różne kitle.

    Czytaj treści premium w Głosie Wielkopolskim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo