Trzeba praktykować cnotę umiaru

    Trzeba praktykować cnotę umiaru

    Zdjęcie autora materiału

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Z prof. Piotrem Tryjanowskim, o naukowcach i politykach, rozmawia Maria Nowak
    Dzisiaj rozpoczyna się w Poznaniu szczyt klimatyczny. Co z tej okazji chciałby Pan powiedzieć wszystkim ludziom?
    Po pierwsze, że klimat trzeba traktować jak część środowiska przyrodniczego i pamiętać, że i on podlega ochronie, tak jak rośliny czy zwierzęta. Po drugie, że aby chronić klimat i poprawić jakość życia, nie trzeba wielkich słów i wielkich akcji - wystarczy cnota umiaru, która jest dobra na wszystko, a o której pielęgnowaniu ludzie zapomnieli.
    Chciałbym też powiedzieć, aby pamiętano, że nauka opiera się na rachunku prawdopodobieństwa, a więc zarówno najczarniejsze, jak i najlepsze prognozy mogą się nie spełnić. Nie trzeba więc ani załamywać rąk, ani popadać w euforię, lecz po prostu żyć roztropnie. Ostatnio spotkałem się z postawą, że po co chronić przyrodę, skoro globalne ocieplenie i tak ją "zniszczy". Otóż tak myśleć nie można, choćby dlatego, że tam, gdzie przyroda została zachowana tak jak Bóg przykazał, zmiany klimatyczne są znacznie łagodniejsze. Człowiek może naprawdę zrobić dużo dobrego.

    Pan sam praktykuje cnotę umiaru?
    Trochę trudno, zwłaszcza w dziedzinie oszczędności strojów, gdy ma się - oczywiście żartuję - córki, ale tak, choć żona czasem żartuje, że to już nie umiar, ale skąpstwo. Zapewne w umiarze też trzeba zachować rozsądek, bo przecież zdrowy wyścig po dobra materialne jest siłą napędową ludzkości.

    Jest Pan w części, bo wspólnie z całym zespołem Międzyrządowego Panelu do spraw Zmian Klimatu (IPCC) laureatem pokojowej Nagrody Nobla. Co to zmieniło w Pana życiu?
    Jestem nieprawdopodobnie zaskoczony zainteresowaniem ludzi sprawami klimatu i niezliczonymi spotkaniami na ten temat. Na jedno ze spotkań Uniwersytetu Każdego Wieku przyszło 400 osób. Pytali, opowiadali o zjawiskach przyrodniczych, jakie sami zaobserwowali w swoim otoczeniu. Na otwarte spotkanie 5 grudnia organizatorzy przewidzieli około 250 miejsc, a zgłosiły się już 4 tysiące osób, choć to spotkanie odbywa się wcześnie rano, w zimowy powszedni dzień. Mam wrażenie, że ludzie stali się wrażliwsi na tematy związane z przyrodą, choć równocześnie widać też, jak mało ze szkoły wynoszą wiedzy o niej, czym się niepokoję, bo to wygląda, jakby edukacja padała. Cieszę się z tego zainteresowania i choć liczne prelekcje oraz wykłady popularne na pewno spowalniają moją pracę naukową, zgadzam się na nie, bo uważam, że nic się zrobi bez zmiany w świadomości ludzi. Nie wierzę w żadne nakazy odgórne, jeśli ludzie sami nie zrozumieją, co jest dobre i dlaczego.

    Proszę przypomnieć czytelnikom, czym Pan się zajmował w IPCC?
    Przypadł mi jako ekspertowi rozdział czysto naukowy, bez żadnej polityki, czysta analiza, co mnie bardzo ucieszyło. Analizowaliśmy wszystkie trwające dłużej niż 25 lat obserwacje z całego świata, poczynając od lodowców, czasu kwitnienia roślin, czasu pojawiania się liści na drzewach, przez czas przystępowania ptaków do rozrodu, czy wędrówki dużych zwierząt afrykańskich, po prostu wszystko, co się dało, z przyrody ożywionej i nieożywionej. Wszystkie zmiany okazały się mniej lub bardziej związane z globalnym ociepleniem. Warto tu wspomnieć, że korzystaliśmy z pracy wielu bezimiennych bohaterów nauki, ludzi z całego świata, którzy najczęściej bez żadnego wynagrodzenia, od lat obserwują przyrodę rzetelnie i cierpliwie. Przykładem z Polski może być dr Stanisław Kuźniak z Leszna, emerytowany nauczyciel, ze znawstwem obserwujący ptaki od 50 lat. Zebrał fenomenalne dane. Współpracować z nim to wielka przyjemność.

    Na szczyt klimatyczny przyjeżdżają głównie politycy. Czy naukowcowi dobrze rozmawia się z politykami?
    Różnie. Politycy rozwiązują wielkie problemy, które sami stworzyli, jak powiedział kiedyś nieoceniony Stefan Kisielewski. Wolę rozmowy ze zwykłymi ludźmi, bo bardziej liczę na zmiany w ich świadomości, niż na deklaracje polityków i zwoływane przez nich debaty i konferencje w świetle telewizyjnych jupiterów. Ale czasem, kiedy z ust polityka słyszę, że Polska się nie rozwija z powodu protestów ekologów, czy że najkrótszą drogą z punktu A do punktu B jest prosta, obojętnie czy prowadzi przez puszczę, bagna czy inne ostoje przyrody - to tracę wiarę w polityków.

    Zwiedził Pan jako przyrodnik cały świat. Gdzie widział Pan najpiękniejszą przyrodę?
    Cóż, ja lubię krajobrazy półotwarte, sawannowe, gdzie oko może patrzeć w dal, ale jest też gdzie się schronić przed słońcem. Takie krajobrazy są w południowej Afryce, w Australii i na pampasach Argentyny, ale także na poligonie w podpoznańskim Biedrusku, jednym z najpiękniejszych przyrodniczo obszarów w pobliżu Poznania, w okolicy którego wkrótce zamieszkam. To upodobanie do bardziej płaskich krajobrazów to może wynik wychowania na wsi u dziadków pod Rakoniewicami. Właściwie dzięki nim jestem biologiem. Cenię sobie bardzo te wiejskie korzenie i nie bez żalu patrzę, jak ludzie wyprowadzają się z miasta i… przenoszą je ze sobą. Sadzą egzotyczne krzewy, pielęgnują sterylne trawniki i brukują ścieżki. Przyznam, że mało kto rozumie moje upodobanie do niezbyt uporządkowanej przyrody…

    Jest Pan znawcą ptaków. Czy ma wśród nich swoje ulubione?
    Jeśli chodzi o ptaki, to od lat faworytów nie zmieniam. Są nimi dzierzby, znane z tego, że nabijają kąski jedzenia na kolce roślin. Jest ich na świecie ponad 30 gatunków, toteż gdziekolwiek jestem, odnajduję zaraz miejscowe dzierzby. Dlaczego właśnie one? Miłości nie da się wytłumaczyć. Lubię dzierzby i wróble, a nie lubię gołębi, choć przecież to też sympatyczne ptaki.

    O czym będą mówili poznańscy uczeni na szczycie klimatycznym?
    My, przyrodnicy, wystąpimy na towarzyszącej COP 14 konferencji naukowej. Skupimy się na dwóch tematach: czy klimat wpływa na bioróżnorodność i jaki jest wpływ klimatu na krajobraz rolniczy, ale nie tylko ten wąsko rozumiany jako pola uprawne, ale z wszystkim, co mu towarzyszy, od chwastów, zarośli i dziko żyjących zwierząt, aż po bilans dwutlenku węgla. Krajobraz rolniczy zajmuje dwie trzecie powierzchni Polski, a więc jest to bardzo ważna wiedza.


    Prof. Piotr Tryjanowski pracuje w Instytucie Biologii Środowiska UAM i jest jednym z ekspertów IPCC


    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Gorący temat

    Wideo