Menu Region

Prof. Gadzinowski: Mam medyczne argumenty przeciw in vitro

Prof. Gadzinowski: Mam medyczne argumenty przeciw in vitro

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Głos Wielkopolski

Karolina Koziolek

5Komentarzy Prześlij Drukuj
Z prof. Januszem Gadzinowskim, neonatologiem, przeciwnikiem metody in vitro, rozmawia Karolina Koziolek.
W ostatnich trzech latach bardzo ostro krytykował Pan metodę in vitro. Zarzucano Panu jednak, że stosuje Pan głównie światopoglądowe argumenty.
Prof. Janusz Gadzinowski - Rzeczywiście może za mocno je eksponowałem, dlatego teraz mówię wyłącznie o argumentach natury medycznej.

Czyli jakich?
Prof. Janusz Gadzinowski - Najnowsze publikacje pochodzące ze Szwecji i Australii pokazują, że pomimo mniejszej liczby przenoszonych do macicy zarodków wciąż otrzymuje się liczne ciąże mnogie.
Po drugie - według tych danych - wad wrodzonych u dzieci z in vitro jest od 20 do 30 proc. więcej niż w normalnej populacji. Kolejnym problemem jest mała masa urodzeniowa u tych dzieci.

Dlaczego trzeba się bać epidemii ciąż mnogich?
Prof. Janusz Gadzinowski - Ponieważ niosą one za sobą ryzyko wcześniactwa. Jest to udokumentowane, że w krajach gdzie stosuje się na szeroka skalę in vitro wzrasta liczba dzieci urodzonych przed czasem. W USA np. 17 proc. oddziałów intensywnej terapii noworodków zajętych jest przez dzieci urodzone dzięki różnym metodom wspomagania reprodukcji.

Przestrzega Pan także przed wadami genetycznymi.

Prof. Janusz Gadzinowski - Pojawiają się głosy genetyków z Belgii, Szwecji, czy Australii, którzy zauważają, że u dzieci z in vitro dochodzi do uszkodzenia genomu, a wady mogą się ujawnić dopiero w drugim, trzecim pokoleniu.

PRZECZYTAJ TAKŻE:
In vitro tylko dla bogatych, ale refundacja to polityczne tabu
Reklama
5

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

Big

+22 / -24

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Po co in vintro, skoro jest adopcja? (gość)  •

Po co stosować in vitro, skoro mnóstwo dzieci nie ma rodziców? Jest przecież adopcja. Mam wśród znajomych sporo takich, którzy zdecydowali sie na adopcję. Są bardzo szczęśliwi, ich dzieci - juz dorosłe - bardzo ich kochają. Czy nikt nie bierze pod uwagę, że więź psychiczna jest ważniejsza i mocniejsza niż więzy krwi?
Po co na siłe starać się rodzić, skoro są dzieci samotne, które "wołają" o rodziców, o to, by je kochać. One już są, nie trzeba ich rodzić.
Mam własne dzieci, ale gdybym ich nie miał, nie wahałbym się ani przez moment, aby starać się o adopcję. Mam wrażenie, że dzieci adoptowane nawet bardziej kochają przybranych rodziców niż dzieci własne.
Adopcja nic nie kosztuje, a na dodatek uszczęśliwia się kogoś, kto juz jest na świecie, a komu grozi samotne dzieciństwo. Ginekolog, który dokonuje in vitro, będzie zażarcie bronił tej metody, bo to dla niego KASA!!!

odpowiedzi (0)

skomentuj

W XVIII wieku takie same argumenty

+42 / -33

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

teolog świecki (gość)  •

mieli poprzednicy Pana Profesora przeciwko szczepieniom przeciw ospie. Gdyby ich posłuchano, do dzisiaj ginęłyby dziesiątki milionów osób.
Z wypowiedzi Pana Profesora wynika, ze najpoważniejszym argumentem przeciwko metodzie in vitro jest "ryzyko" (rysyko tu, ryzyko tam...). Czy to Pan Profesor ponosi to ryzyko, czy zdesperowani, potencjalni rodzice? Może chcą je ponosić? I czy przy np. przeszczepach serca nie występuje ryzyko? W takim razie zabrońmy przeszczepów serca. Także dla biskupów.

skomentuj

o ryzyku

+28 / -27

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

j23 (gość)  •

Rodzice o ryzyku nie myślą bo są zdesperowani. Ale skoro społeczeństwo ma coś finansować to jednak chce poznać ryzyko dalszych kosztów. No chyba że koszty leczenia dzieci z in vitro ponosić będą firmy które na tym zarabiają,. Okaże się że ten biznes jest całkowicie nieopłacalny. Poza tym rodzice sobie trochę myślą a a trochę nie, a rodzi się człowiek który z bezmyślnością rodziców będzie zmagać się przez całe swoje życie. A społeczeństwo pewnie będzie miało mu w tym pomagać.

odpowiedzi (0)

skomentuj

Oczywiscie, że rodzice myślą o ryzyku.

+16 / -19

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

teolog świecki (gość)  •

To nie rozhisteryzowane dzieciaki, które żyją pod presją: "Kiedy dziecko, kiedy?". Nie wszyscy rodzice to chrześcijanie, którzy, jak owce, potrzebują pasterza, co za nich myśli. Ryzyko jest wkalkulowane w ich światopogląd, potrafią je racjonalizować i oceniać. A zarzut, ze komuś przez "całe zycie trzeba będzie pomagać" jest najwyczajniej podły. Bo co - tym, którzy przyszli na świat w sposób naturalny nie pomagamy? Nie pomożemy też innym? Oto jak religia prowadzi do zachowań amoralnych i pozbawionych etyki.

odpowiedzi (0)

skomentuj

Religia i ryzyko

+42 / -40

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

medyk (gość)  •

Ryzyka ważna sprawa. Jeśli istnieje ryzyko to należy się liczyć że coś pójdzie nie tak - o tym potencjalni przyszli rodzice nie myślą, potem jednak jak rodzi się dziecko z wadami, z jakimiś dysfunkcjami to po pierwsze część rodziców porzuca takie dzieci (zostawia w szpitalach, oddaje do adopcji), a i trzeb awspomnieć że przez całe swe życie, juz od jego poczatku, takie dziecko może być chore - w najrózniejszy sposób (o tym piszą medyczne periodyki). Trzeba też pamiętać o wspomnianych właśnie pobytach na oddziałach intensywnej terapii noworodków - to są koszty leczenia rosnące lawinowo. Takie dziecko zawsze będzie także bardziej podatne na różne infekcje i inne zaburzenia, które mogą się ujawnić w wieku późniejszym. Ale rodzice powiedzą że nikt im tego nie popwiedział. IN VITRO to obok kwestii religii własnie duże ryzyko, jeśli ktoś chce je ponieść to prosze bardzo, ale ja nie zgadzam się żeby było to robione z pieniędzy wspólnych, w ramach funduszu zdrowia, ludzie umierają bo nie pieniędzy na leczenie nowotworów, a wy chcecie sprowadzać na świat dzieci już od samego początku obarczone ryzykiem róznych wad.

odpowiedzi (0)

skomentuj
Reklama
Reklama