Nie porównujcie mnie z Eriką Steinbach

    Nie porównujcie mnie z Eriką Steinbach

    Zdjęcie autora materiału

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Z Dorotą Arciszewską-Mielewczyk, o bolesnych dla Polaków i Niemców sprawach, rozmawia Maria Nowak
    Nazywają panią polską Eriką Steinbach. Zgadza się Pani z tym?
    Porównanie z Eriką Steinbach uważam za uwłaczające i obraźliwe dla mnie. Ta pani to córka policjanta i okupanta Polski, która mieszkała z rodzicami w Rumii, w domu, z którego wyrzucono Polaków, o czym pani Steinbach zapomina. Nie ma żadnych, najmniejszych uprawnień do występowania w imieniu wysiedlonych Niemców. A w Związku Wypędzonych - i podaję to za źródłami niemieckimi - 20 proc. członków ma swoje korzenie w NSDAP.

    Spotkała się Pani z nią kiedyś?
    Byłam zaproszona na spotkanie, które miała w Polsce, ale odmówiłam i nigdy się z nią nie chcę spotkać. Ona powinna być w Polsce persona non grata, przynajmniej w tym sensie, że nikt z nią nie chce utrzymywać kontaktów. Ona zresztą nie spotkała się z Polakami dla zdobycia wiedzy czy dla uczciwej dyskusji, lecz tylko aby sobie zrobić publicity i móc mówić: o, proszę, z tym czy z tamtym zrobiłam sobie fotografię.

    A Pani Powiernictwo Polskie można porównać z Powiernictwem Pruskim?
    To prawda, że Powiernictwo Polskie powstało w odpowiedzi na działania Powiernictwa Pruskiego. Jest to organizacja potężna i chciałabym, abyśmy mieli determinację równą niemieckiej. Współpracuję z wieloma stowarzyszeniami i zachęcam je do współdziałania. Właśnie przyjechałam do Poznania, bo tu stowarzyszenie Wspólnota Ofiar Niemieckich Wypędzeń, nie tracąc autonomii, stało się oddziałem Powiernictwa Polskiego.

    Podobno ogłosiła Pani, że da nagrodę 10 tysięcy złotych osobie, która pokaże wiarygodny dokument stwierdzający, że Polska zrzeka się reperacji wojennych?
    To prawda - i nikt dotąd, od roku, nie zgłosił się po tę nagrodę.

    Sprawa odszkodowań materialnych wciąż wraca, zarówno po polskiej jak i po niemieckiej stronie. Ostatnio prasa doniosła, że pozew Rudiego Pawelki z Powiernictwa Pruskiego został odrzucony przez Europejski Trybunał Praw Człowieka, co zapewne wielu Polakom przyniosło ulgę.
    A czy pani zna treść tego pozwu? Nie? Ja też nie, choć starałam się o to. Czy nie uważa pani, że polski rząd, polskie sądownictwo powinno być zainteresowane treścią tego pozwu, byśmy wiedzieli czy nie kryją się w tym różne kruczki prawne, na które w przyszłości powinniśmy być przygotowani? Tak samo ostrzegałam w sprawie tak zwanych późnych przesiedleńców, ludzi, którzy wyjeżdżali z Polski dla poprawy swoich warunków materialnych, przyjmowali obywatelstwo niemieckie - ba, przyjmowali zasiłek odszkodowawczy za mienie pozostawione w Polsce, a dziś oni lub ich spadkobiercy domagają się zwrotu mienia i nasze sądy im je przyznają, bo państwo nie zadbało o odpowiednie wpisy w księgach wieczystych. Wiem, ten problem nie dotyczy Wielkopolski, ale na Śląsku czy Warmii i Mazurach jest przyczyną niejednego dramatu. Państwo polskie i prawo polskie nie stoi tu na straży interesów swoich obywateli. W tych sprawach brakuje nam perspektywicznego myślenia.

    Wielkopolanie, tak jak gdynianie przeżyli brutalne wysiedlenia do Generalnej Guberni. Pozbawieni domu, majątku i okaleczeni psychicznie nigdy nie doczekali się żadnej rekompensaty. Wielu z nich domaga się zmiany nazwy: to my byliśmy brutalnie wypędzeni - mówią - natomiast Niemcy tylko wysiedleni.
    Spora część Niemców uciekła przed zbliżającym się frontem sowieckim, zabierając dobytek swój i zagrabiony - nawet pomniki zabierali z sobą - a część została wysiedlona, ale w sposób daleki od brutalności, z jaką robili to Polakom. Trzeba na pewno to mocno i jasno nazywać.

    Dzięki Bartoszewskiemu w radzie Centrum przeciw Wypędzeniom będą także Polacy, którzy mogą te sprawy podnieść.
    To nie jest żadne rozwiązanie. Nie powinniśmy w niej być, bo tylko legitymizujemy to centrum. Oni nas nie będą się o nic pytać.

    A jeśli jednak będą?
    Nie jestem naiwna i nie wierzę w ich dobrą wolę. Wiedza Niemców o II wojnie światowej - przyznają to sami Niemcy - jest nikła. Będą się wybielać, w centrum przedstawiać jako ofiary. Zobaczy pani, będą tam jeździły wycieczki szkolne i tak się będzie kształtować świadomość historyczna następnych pokoleń. Kiedy mówiłam o odszkodowaniach i roszczeniach na Warmii i Mazurach, poseł Olejniczak powiedział, że właśnie jedzie do niemieckich parlamentarzystów i przy kawie będzie o tym rozmawiać. Dotychczas pijemy tylko ciągle kawę z Niemcami i sprawy, które powinniśmy twardo stawiać, traktujemy jako temat towarzyskiej pogawędki!

    Jest Pani bardzo antyniemiecka.
    Wcale nie, choć chce się mnie w to wpisać. To ja zorganizowałam w Sopocie mszę ekumeniczną za niewinne ofiary wojny, matki i dzieci, które zginęły na "Gustloffie", modlimy się co roku za Niemców chorych psychicznie rozstrzelanych wraz z Polakami w Piaśnicy. A czy tak robią też Niemcy?

    Mówi Pani, że Niemcy mają doktrynę stosunków z Polakami i nawet współpraca miast czy gmin polskich i niemieckich jest podporządkowana tej niekorzystnej dla nas doktrynie.
    A dlaczego niemieckie ministerstwo kultury otacza opieką 400 miast, gdzie albo przebiega granica, albo są jakieś związki z Niemcami? To nie jest przypadkowy wybór. To istnienie na naszym terenie przez pieniądze.

    Jaki jest więc scenariusz współpracy polsko-niemieckiej, której Pani nie podważałaby?
    Byłaby to wypłata reparacji oraz wzięcie na siebie wypłaty odszkodowań Niemcom wysiedlonym. Z naszej strony zaś powinien być wystawiony rachunek strat, który powinni zrobić wszyscy, wzorem Poznania i Gdyni. Najpierw się policzmy. Dopóki tak się nie stanie, na obłudzie nie zbudujemy dobrych stosunków. A oto kilka problemów, które twardo powinniśmy przedstawiać Niemcom: odszkodowania, sprawa późnych przesiedleńców, sytuacja dzieci w mieszanych rodzinach, o którym mówiłam, relatywizm historyczny czy działalność i rosnące wpływy NPD. To są sprawy, o których nie powinniśmy rozmawiać" przy kawie".

    Czy nie niepokoi się Pani, że wyzwala Pani w ludziach złe emocje i że to odstręcza wielu od zaangażowania się w poznanie historii? Na spotkaniu z panią ktoś krzyknął, że prof. Bartoszewski to przekupiony przez Niemców Żyd, że premier Tusk nauczył się mówić po polsku dopiero w szkole. Pani nie zareagowała na te kłamstwa i obelgi.
    Nie słyszałam ich.

    Wszyscy słyszeli. Są świadkowie.
    Ja rozumiem emocje tych ludzi. Na każdym takim spotkaniu są takie emocje.

    Dorota Arciszewska-Mielewczyk jest senatorem RP z ramienia PiS i prezeską Powiernictwa Polskiego. Znana z ostrych antyniemieckich wystąpień, m.in. z ulotki przedstawiającej Erikę Steinbach z esesmanem, za którą została pozwana do sadu. Sprawę w I instancji przegrała.


    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Gorący temat

    Wideo