W poznańskiej Arenie zabrzmiały w piątek wielkie przeboje grupy Pink Floyd, w wykonaniu jej australijskich naśladowców
Muzyka grupy Pink Floyd to już dziś klasyka światowej rozrywki. Dlatego tak jak można się było spodziewać na piątkowe spotkanie z grupą The Australian Pink Floyd Show do poznańskiej Areny przyszło kilka pokoleń słuchaczy.
ZOBACZ ZDJĘCIA Z KONCERTU:
Koncert The Australian Pink Floyd Show w Arenie
Większość znała legendarny zespół tylko z nagrań, ale byli i tacy fani jak Piotr, który wspominał: - Byłem na niezapomnianym koncercie Pink Floyd w Pradze, potem na koncercie Rogera Waltersa na warszawskiej Gwardii i na koncercie Gilmoura w Gdyni.
Taki koncert jak dziś wyzwala szczęśliwy rodzaj emocji, bo wracają wspomnienia. Ale tam w Pradze oglądało się najlepszą grupę na świecie i słuchało muzyki, którą się kocha do bólu. Tu jest coś innego, choć Australijczycy grają perfekcyjnie. Nawet riffy gitarowe mają takie same i chyba w celu uzyskania brzmienia używają takich samych przystawek jak Pink Floyd.
Bo rzeczywiście Australijczycy, którzy w Poznaniu wystąpili po raz pierwszy, a w Polsce goszczą już po raz piąty okazali się niezwykle precyzyjnymi uczniami swoich mistrzów.
I choć na scenie nie było ani Davida Gilmoura ani Rogera Watersa czy Richarda Wrighta czuło się w w płynącej z estrady muzyce ich ducha. Tak było w przypadku tak wielkich hitów jak "In The Flesh", "Wish You Were Here", "Another Brick In The Wall" czy "Shine On You Crazy Diamond".
W propozycji Australijczyków z założenia zabrakło tego co nazwać można odciskaniem własnego piętna, ale w przypadku tak wiernych naśladowców jakakolwiek zmiana w oryginalnym brzmieniu piosenek była by szarganiem świętości. Elementem znacząco wzbogacającym muzykę
były bogate efekty laserowe i świetlne oraz wideoklipy.
Dla jednych była to żywa lekcja historii muzyki, dla innych wspomnienie lat młodości. U jednych i drugich pojawiła się refleksja - jaka szkoda, że nie możemy już słuchać na żywo oryginalnego zespołu Pink Floyd.
- Było ekstra, choć oryginału nigdy nie słuchałem na żywo, a jedynie z płyt - powiedział po koncercie Ryszard, a stojący nieopodal Marek dodał: - Tutaj nie było czegoś co się mogło nie podobać. To był kawał dobrej muzyki Po prostu bardzo dobra kopia.
- Oni reprezentują godnie cały czas ten trend muzyki i członkowie Pink Floyd nie muszą się wstydzić. Obaj słuchaliśmy ich niestety tylko z płyt - uzupełnili Krzysztof i Jarek.
CZYTAJ TEŻ:
Ola Bieńkowska objechała świat z Floydami
Chcesz skontaktować się z autorem informacji? m.zaradniak@glos.com