Głos Wielkopolski » Blogi » Leszek Waligóra » Świętobranie. Niech szlag trafi świętego Mikołaja!

Świętobranie. Niech szlag trafi świętego Mikołaja!

Data dodania: 2011-12-17 12:47:51 ▪ Ostatnia aktualizacja: 2011-12-17 12:47:51

Głos Wielkopolski

Leszek Waligóra

2KomentarzePrześlijDrukuj
Mniejsza czcionka Większa czcionka

Jako dziecko głowiłem się: co też za prezent ucieszyłby dorosłych. Rodziców znaczy się. Oczywiście do głowy mi nie przyszło, że całkiem niezły prezent to grzeczne dziecko, co się nie brudzi, w domu pomaga i oceny dobre do domu przynosi. Co to, to nie.

Zbierałem dutki ciężko, aby tuż przed świętami dokonać zakupu kontrolowanego. Pani w sklepiku bez mrugnięcia okiem sprzedawała mi batony. Z tych co to krzepią, a które wtedy w handlu uspołecznionym dostępne nie były. Zresztą wtedy nawet cukier co krzepi jakiś taki niedostępny był. Ale batony nabyć drogą kupna się udało. I nie, absolutnie nic z tych rzeczy: nie zeżarłem nawet jednego. Dałem. Pod choinkę. Biedni ci moi rodzice byli wtedy, bo jak tu się batonem cieszyć?
∨ Czytaj dalej
I to takim, co na dwa dziecięce chapsy był, a na pół dorosłego?

Później było już tylko gorzej. Młodzieńczej miłości w przypływie ciepłych uczuć ufundowałem pod choinkę ciepły szal. W imię zasady: ja w szale uniesień, a ty w szalu, bo już jesień. Ładny był, z włóczki przedniej. Skąd mogłem wiedzieć, że wśród płci pięknej w ówczesnym czasie (a nie było to przed wojną) szal taki był immanentną cechą babć? I to babć, jakby to ująć... babć całkiem zdziadziałych. Widać gust też miałem zdziadziały, ale oczywiście jeśli mowa o prezentach, nie ludziach, w szczególności tych płci piękniejszej.

Potem poznałem prawdę nieprzemijającą. Że najlepszym przyjacielem kobiety są diamenty. Dzięki Bogu niemal natychmiast poznałem prawdę numer dwa: że kobiety lubią trzy zwierzęta. Norki, jaguary i osły. Pierwsze mają wisieć w szafie, drugie stać w garażu, a trzecie na to zarabiać. Dzięki Bogu to ostatnie przypominam bardziej w wersji z Kubusia Puchatka, więc na diamenty się nie rzuciłem. Ale problem: dać to czy tamto, czy owamto - pozostał. Najczęściej więc prezent, kosztem pensji, składał się z tego, tamtego i owamtego. Tak na wszelkie wypadek: jak ma się gust kiepski, to może w trzech próbach jest szansa jednego choć trafienia?

Owszem, trafił się prezent trafiony - przynajmniej mam taką nadzieję, bo och i ach usłyszałem. A jeden to trafiony był podwójnie, bo obdarowana do dziś go ponoć nosi non stop. A trudno było wybrać, bo trafić z prezentem dla damy, co to ledwo od ziemi odrosła, to dopiero sztuka! Wujek dwie godziny po sklepie z cudami dla dzieci chodził. Dla chrześniaka problemu nie było. Kupił wujek to, czym się sam chciał bawić. Wiadomo: my, mężczyźni, trzymamy się razem i jesteśmy stali w uczuciach. Zwłaszcza w uczuciach do zabawek. Co najwyżej zmieniają się ich rozmiary. Małe samochody zamieniamy na duże, małe samoloty na duże, a jak się komuś poszczęści, to małą kolejkę na PKP zamieni.

Ale kup tu człowieku prezent dziewczynce! Przecież te różowe, tlenione lalki to jakaś ohyda! A zestaw do gotowania, w którym lepiej nie gotować? Wujek oczywiście mądry stara się być i pamięta, że najlepiej edukować bawiąc. Ale też sam pamięta jaką to wielką estymą obdarzał w swoim wieku szczenięcym zabawki edukacyjne. Tak wielką, że ich nie tykał. Młoda kobieta dostała więc bluzę z kapturem. Też wymyślił chłop, prawda? Prawie jak ciepłe skarpety z gryzącej wełny i czapka uszatka, co to się ją w domu zakłada, a zdejmuje za rogiem, gdy mama już nie patrzy.

Niestety: minął rok i problem wrócił. Panie sprzedawczynie już mają wprawę. Wzorowe podejście do mężczyzn o obłąkanym wzroku, szukających prezentów dla córek, chrześniaczek, narzeczonych, żon, mam, babć i - o zgrozo! - teściowych. Zawsze doradzą, choć najczęściej to, co w sklepie najdroższe. Dobra to cecha, ale niestety: metki z ceną się w prezencie nie wręcza. Takich jak ja, co to nagle całe zdecydowanie na zakupach prezentodajnych tracą - nie brak. Bo co kupić? Praktyczne czy ładne? I czym się w ogóle dzieci teraz bawią?

Niestety, wychodzi na to, że tym co my. I pod choinkę telewizor kupić czy wakacje w SPA? Dla 7-latka???

Litości, niech to się już skończy. Człowiek może się rozstroić nerwowo, kiedy udaje świętego Mikołaja.

Dodajesz jako: Gość

ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Zaloguj przez Facebook

Słuchania dobrego i kupowania

zgłoś +1 / 0

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Tess (gość), 22.12.11, 07:59:02

Jeśli Panowie jeszcze prezentu dla damy nie macie, to jednak te diamenty...
Piosenki o tym nawet śpiewają:
The Puppini Sisters - Diamonds Are A Girl's Best Friends

odpowiedzi (0)

ocena: 100%

Tak: 1

Nie: 0

skomentuj

Serca dawanie i serca przyjmowanie

zgłoś 0 / 0

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Tess (gość), 19.12.11, 15:12:45

A może cała rzecz nie w dawaniu, ale w przyjmowaniu tego dawania? Może serca przyjąć nie umiemy? Bo gdy prezent z serca dany, a nie z wypadania, to prezent prawdziwy i doceniony winien być.
W życiu nad jednym darem płakałam. Nie z radości, a z bólu. Nad śmietaną rozlaną. Babciną ręką zbierana pieczołowicie do słoiczka była i z miłością i z miłości dana. A dziecka niezgrabne i rozbiegane ruchy słoiczek zbiły. I nie ze strachu się płakało, że zbiją, że zrugają, a z bólu, że się czyjeś serce rozbiło. Stare to czasy, kiedy nad rozlaną śmietaną się płakało, oj stare…
Pozostało jednak z tych lat coś cennego- prezentu docenianie. I pewnie, że nie raz i nie dwa nietrafiony się trafił i do gustu nie przypadł. Najważniejsze, że ktoś pamiętał, że trud sobie zadał. Najważniejsze, że w sercu i w pamięci ktoś nas miał. Problem mają nie ci, którzy prezent kupić chcą serdeczny (może za wyjątkiem tych strasznie wielkich korków przy centrach handlowych), ale ci, którzy przyjmowania daru nie mają. Bo jeśli przyjmować serca nie potrafią, nawet tego najmniejszego,
to i jakoś tak szczęśliwymi do końca być nie umieją i nie są.
Dzieci to temat osobny, ale przecież im nie aż tak trudno frajdę sprawić. Przynajmniej tym najmniejszym. I lala ich ucieszy (zwłaszcza ta różowa i tleniona), i miś, i auto, i chyba wszystko, co nowe i kolorowe.
Może jednak warto od czasu od czasu sprezentować pociechom coś, co na początku w kąt rzucone, niedocenione i uznane za nieciekawe, za lat kilkanaście albo i więcej skarbem okaże się największym?
I jeszcze jedno. Niech szlag ani piorun z nieba wysokiego nie trafia Świętego Mikołaja, bo przecież nim każdy z nas. Niech szlag nas nie trafia, a strzała Amora. Szóstka w Toto Lotka niech też nam się trafi. A skoro już o liczbach rzecz, to zawsze w dziesiątkę trafiajmy. W prezentach (niech już Państwu będzie;) )
i w życiowych decyzjach.
Tego Państwu i sobie życzę.

odpowiedzi (0)

skomentuj

Rozrywka

Głos Wielkopolski

  • Czytaj nas na iPhone oraz iPad
  • Czytaj nas na Androidzie
  • Czytaj nas na pozostałych telefonach
  • Rozrywka NMEkstraklasa LiveZobacz inne aplikacje

Aktualne wydanie:

"Głos Wielkopolski", wtorek 22.05.2012

Kup e-wydanie

Prenumerata:

Kontakt: infolinia 800-171- 801, 61 8606026, 61 8606029, 61 8606030, 61 8606032 od poniedziałku do piątku w godzinach 8-16

email:prenumerata@glos.com

Zamów prenumeratę

Reklama:

Biuro Reklamy Filia Poznań

ul. Grunwaldzka 19
60-782 Poznań
tel. 61 869-4196, 61 869-4267
fax. 61-869-4190

Zamów reklamę

Kontakt z redakcją:

Polska Głos Wielkopolski

ul. Grunwaldzka 19,
60-782 Poznań,
tel. 61 86-94-100,
fax 61 860-61-15,
e-mail: redakcja@glos.com

Napisz do nas

Zapisz się do Newslettera

Reklama

Reklama

Sonda

Czy zamierzasz bawić się w strefie kibica podczas Euro 2012?

Polskapresse sp. z.o.o informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie GłosWielkopolski.pl podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.