Poznański Kongres Kultury: Rozmowa z Edwinem Bendykiem

    Poznański Kongres Kultury: Rozmowa z Edwinem Bendykiem

    Marcin Kostaszuk

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Edwin Bendyk

    Edwin Bendyk

    Flaga na koncercie U2 i Wikipedia to dowody, że kultura może być społecznym spoiwem. Władze i instytucje muszą jednak znaleźć nowe uzasadnienie swego istnienia w świecie, w którym każdy może być artystą. Z Edwinem Bendykiem, publicystą, pisarzem i szefem Ośrodka Badań nad Przyszłością Collegium Civitas na Poznańskim Kongresie Kultury rozmawia Marcin Kostaszuk
    Edwin Bendyk

    Edwin Bendyk

    Swym wykładem postawił Pan tezę, że dziś każdy może stać się twórcą, jeśli jest obdarzony kreatywnością. Akcentował Pan też nieumiejętność dostosowania się Państwa do tej sytuacji.
    Edwin Bendyk: Cytowałem profesora Baumana, który dostrzega pewną sytuację światową - bezradność państwa wobec procesów, które dzieją się kulturze. Tradycyjne instytucje społeczeństwa, które powstały jeszcze w epoce przemysłowej, tracą swoją legitymację do działania.
    Z jednej strony jest sfera gospodarki, która zaczyna dominować nad całym życiem, z drugiej strony zaś podmiot, człowiek, który musi zrekonstruować swoją historię. Ma dwie możliwości. Po pierwsze bycia konsumentem - wszyscy nimi jesteśmy w jakimś stopniu, ale nie jest to jedyna możliwość. Jest bowiem wiele aktywności, które umożliwiają kształtowanie swej tożsamości. Kluczowa jest tu właśnie kultura. Kiedyś traktowana była jako dodatek do sfery produkcji przemysłowej, dziś jest w samym środku tej alternatywnej w stosunku do rynku formuły tworzenia podmiotowości i tożsamości.

    Przykłady oddolnej kreatywności wybrał Pan intrygujące: koncert U2 w Polsce w 2005 roku, w trakcie którego zainspirowani przez pojedynczego fana - zresztą z Poznania - widzowie stworzyli "żywą flagę" biało-czerwoną.
    Edwin Bendyk: Na pierwszy rzut oka przykład ten nie wzbudza szacunku, wydaje się zabawą dorosłych często osób, które przebierają się, tworzą razem flagę na stadionie i przez kilka minut mają z tego świetną zabawę. Pytanie, czy to jest tylko zabawa, czy może jednak forma nowego sposobu tworzenia więzi? Nie możemy ich już tworzyć wokół fabryki, której już nie ma, a kiedyś była miejscem tworzącym świadomość i tożsamość.
    Po tamtym koncercie zdarzyła się rzecz jeszcze ważniejsza: fani wpadli na pomysł, by stworzyć DVD z tego koncertu z materiałów nagranych nielegalnie. To pokazuje, że wbrew narzekaniom o rozpadzie społeczeństwa, silna więź jednak musiała istnieć. Stworzono film, a więc coś wymagającego kompetencji i współdziałania. Bono dostał tę płytę od naszych fanów i był zachwycony.

    Inny przykład twórczego współdziałania jest Wikipedia. Przypomniał Pan, że pokonała ona wszystkie inne, bardziej sformalizowane projekty sieciowych encyklopedii.
    Edwin Bendyk: Wikipedia to przykład globalny, choć w Polsce ciekawy. Socjologowie mówią, że polskie społeczeństwo ma niski kapitał społeczny i słabą zdolność do współpracy, a tymczasem polska Wikipedia to w chwili obecnej piąty zasób językowy na świecie,. A przecież jesteśmy krajem, którego język nie jest nigdzie indziej silny i dominujący, jak włoski, francuski czy hiszpański. Być może zatem tutaj powstaje to nowe społeczeństwo, które gdzie indziej zniknęło.

    A fundament tego społeczeństwa?
    Edwin Bendyk: Kultura jako sposób działania i jej nowe formy, których nie dostrzegają tradycyjne instytucje państwa. Choćby szkoła: jest instytucją wymyśloną w XIX wieku i na dobrą sprawę nie zmieniła swego stylu działania. Nie dostrzega, że dla dzieci, które urodziły się już w świecie nowych mediów, te formy współpracy - jak flaga w Chorzowie czy Wikipedia - są naturalne. W szkole - jak mówi profesor Czapiński - promuje się patologiczny indywidualizm, a nie współpracę. Dzieciaki łamią to po godzinach, po swojemu, na przykład na Facebooku. To jest źródło pewnego optymizmu.

    Podał Pan przykład brazylijski - tam instytucja kultury stała się platformą swobodnej ekspresji.
    Edwin Bendyk: W Brazylii prezydent Lula powierzył sprawy kultury słynnemu muzykowi Gilberto Gilowi. Z przesłanek, o których wcześniej mówiliśmy, doszedł on do wniosku, że kultura nie dzieli się już na niską i wysoką, czy na projekt, do którego trzeba ludzi na siłę podciągać. Oczywiście, trzeba edukować, uczyć kultury, ale też trzeba dostrzec, że nie ma środowisk jej pozbawionych. To widać też w Polsce, gdzie o terenach po PGR-ach i blokowiskach mówi się, że są pustyniami kulturalnymi. To nieprawda i Brazylijczycy to zauważyli - w fawelach jest przemoc i narkotyki, ale są to też przestrzenie żywej kultury, tylko na początek trzeba dostrzec ją i jej twórców. Pomocą służyć miały Punkty Kultury, nowe instytucje, odwołujące się do tej wiedzy. Powstały na zasadzie: dajemy pewną infrastrukturę, ale nie że "my tu w stolicy wiemy co jest dobre dla was i wyślemy wam naszych dyrektorów", który mieliby tych ludzi na siłę "kolonizować". Na odwrót: wysyłamy wszystko, co może wzmocnić potencjał, który już funkcjonuje. Efekty są czasem fantastyczne: w Brazylii powstał w ten sposób cały nurt nowej muzyki ludowej, która zaczyna być odkrywana przez media i społeczeństwo.

    Placówka kultury jako otwarty dla każdego inkubator twórczości?
    Edwin Bendyk: Tak. Inkubator, platforma, która nie służy "oświecaniu", tylko miejsce, które daje szanse rozmowy.

    Próbą stworzenia w Poznaniu takiego miejsca jest projekt mobilnego centrum kultury Kontener Art. Dofinansowano go z budżetu miasta z myślą o rewitalizacji trudnych dzielnic.
    Edwin Bendyk: Wszystko zależy od programu. To, co było istotne w projekcie brazylijskim, co jest kluczem, jest odkrycie znaczenia "dobra wspólnego". Elementem platformy nie są tylko warunki techniczne - komputery z programami do miksowania czy stoły mikserskie - ale też zasób kultury do przetworzenia i zasilenia, do której ma się dostęp, bez strachu, że złamie się prawo.

    Dlaczego to Pana zdaniem tak istotne?
    Edwin Bendyk: Bo liczy się nie tylko idea, ale i sposób działania i wartości. Są inicjatywy podejmowane na przykład przez korporacje, których celem jest promowanie pewnego zamkniętego modelu kultury i wychowywania odbiorców do uczestnictwa biernego. Mamy w nim tylko twórcę i wydawcę, który chce jego dzieło sprzedać.

    Mówi Pan o programach typu "Mam talent!"?
    Edwin Bendyk: Dokładnie. To jest forma patologiczna, dokładne zaprzeczenie idei otwartej kultury. Oczywiście dla wielu ludzi jest to świetna zabawa i szansa na promocję, ale w istocie jest to umacnianie modelu, w którym kultura jest zakładnikiem rynku. Rynek kultury popularnej musi istnieć, ale przecież i on zwiędnie, jeśli nie będzie miał przestrzeni żywej kultury, która ciągle generować będzie nowości. A one mogą powstać tylko w przestrzeni dobra wspólnego, a nie w przestrzeni, która jest ogrodzona komercyjnie.

    Inaugurując kongres marszałek województwa wielkopolskiego akcentował olbrzymi wzrost wydatków na kulturę w ciągu ostatnich sześciu lat. Czy to nie paradoks, że właśnie w tym czasie powstał w Poznaniu sztab antykryzysowy na rzecz kultury?
    Edwin Bendyk: Podobne inicjatywy powstały w wielu miastach Polski. Według mnie to przejaw uświadomienia sobie, że coś jest nie tak. Władza dała więcej pieniędzy, druga strona widzi, że one są, ale problemem jest zarządzanie nimi i sposób komunikowania się władzy z twórcami. Instytucje kultury nie mogą już funkcjonować tak, jak choćby jeszcze 20 lat temu, gdy teatr musiał być, bo w metropolii wypada, żeby był. Jeśli ludzie z takich instytucji nie zrozumieją, że muszą zmienić swoje podejście i na nowo szukać uzasadnienia swego istnienia i ubiegania się o środki publiczne, to dojdzie i u nas do sytuacji znanej z Holandii. Powstał tam silny ruch sekularyzacji kultury: podatnicy buntują się przeciwko płaceniu podatków na kulturę. Twierdzą, że powinna to być sfera wyłącznie prywatnych decyzji. To jest niebezpieczne, bo oczywiście tak się nie da - kultura jest przestrzenią dobra publicznego, która musi być wspierana. Ale nie wystarczy już tylko powiedzieć, że tak być musi i koniec.

    Czym zatem mają się uzasadnić? Otwarciem na współuczestnictwo widzów, ofertą edukacyjną?
    Edwin Bendyk: Na przykład. Wciąganie widza w swoje projekty świetnie się rozwija, klasyczny przykład to choćby Tate Modern - muzeum sztuki nowoczesnej, nierzadko trudnej w odbiorze, które nie jest świątynią sztuki, do której wchodzi się w kapciach żeby nie porysować posadzek, tylko otwartą przestrzenią publiczną dla każdego.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo